Nowości - 27th April 2017
Sekcje:

Wywiad z Kamilą Wróbel – koordynatorem parkrun Rzeszów

1

 

Rzeszów to jedna z najmłodszych lokalizacji parkrun. Pierwszy inauguracyjny bieg parkrun odbył się w styczniu 2017 r. i do tej pory społeczność parkrunowa w Rzeszowie spotkała się już trzynaście razy. W tych biegach wzięło udział już 220 osób, którzy w sumie pobiegli trasę parkrun Rzeszów już prawie 650 razy. Przeciętnie na parkrun w Rzeszowie przychodzi 50 osób. Trasa jest niezwykle urokliwa i wiedzie wzdłuż rzeki Wisłok.

 

Zapraszamy do lektury wywiadu, jakiego udzieliła nam Kamila Wróbel – twórca parkrun w Rzeszowie.

 

Skąd wziął się pomysł, aby zainicjować parkrun w Twojej miejscowości?

 

Od kilku miesięcy chodził za mną pomysł stworzenia spotkań skierowanych dla kobiet, w szczególności dla mam, które raz w tygodniu mogłyby wygospodarować dla siebie sobotni poranek, pobiegać i poplotkować z innymi Paniami, a na zakończenie napić się kubka gorącej kawy w pobliskiej kawiarni. Jednak trochę brak wiary w siebie spowodował, że obawiałam się, że nikt na takie spotkania nie przyjdzie. Wtedy w okolicach października/listopada pojawił się wpis na profilu facebook portalu bieganie.pl, na którym poszukiwali chętnych do otwarcia i prowadzenia nowych lokalizacji parkrun. Jak się później okazało, Rzeszów był wysoko na ich liście docelowych miejscowości.

 

W tym samym czasie nastąpiło wiele zmian w moim życiu (jak to u kobiet czasem bywa), które zwiastowały, że będę musiała troszkę przystopować z bieganiem na jakiś czas. A że kocham biegać i nie wyobrażam sobie bez tego życia pomyślałam, że wspieranie i motywowanie lokalnej społeczności do biegania będzie idealną okazją na to, żeby „nie wypaść z obiegu” i poczuć emocje tym razem z drugiej strony. Patronat parkrun sprawił, że urosły mi skrzydła i brak wiary w siebie zniknął – w końcu to inicjatywa na skalę globalną.

 

Dalej poszło już bardzo łatwo, zgłosiłam swoją kandydaturę i machina ruszyła: określanie trasy, zbieranie wolontariuszy, wypełnianie formularzy, ustalanie daty biegu inauguracyjnego – i tak oto jesteśmy 41 lokalizacją w Polsce parkrun Rzeszów.

 

 

Jak został przyjęty parkrun w Twojej miejscowości przez lokalną społeczność biegaczy i nie tylko?

 

Już na samym początku przed pierwszym biegiem zarejestrowało się około 160 biegaczy. Zrobiliśmy troszkę zamętu w lokalnej prasie i w internecie, prężnie tez ruszyliśmy z fanpage’m na facebooku. Pierwszy parkrun w Rzeszowie wypadał na 28 stycznia i tym samym wyjątkowe mrozy. Tym bardziej byłam zaskoczona, że przy – 9 stopniowym mrozie pojawiło się 73 biegaczy, co do dziś jest naszym rekordem frekwencji.

 

Opinie były bardzo pozytywne i udało się osiągnąć to, na czym osobiście bardzo mi zależało: spotkać w jednym miejscu doświadczonych biegaczy z amatorami oraz tymi, którzy założyli swoje buty biegowe po raz pierwszy. To było naprawdę coś niesamowitego i wyjątkowego, ponieważ na starcie wszyscy byli równi, rozmawiali ze sobą bez względu na doświadczenie biegowe, każdy był na swój sposób „biegowo anonimowy”. Oczywiście nie trwało to długo – w naszej lokalizacji mamy już swoje „parkrunowe sławy”, które regularnie zajmują wysokie pozycje w stawce.

 

Nie ma u nas rywalizacji, każdy sobie kibicuje, biegacze często wracają po tych w końcowej stawce i nawet ci, którzy są na mecie pierwsi czekają na ostatniego biegacza i na tradycyjne wspólne zdjęcie. To rodzi poczucie, że należymy wszyscy do jednej wielkiej parkrunowej rodziny. Sporo osób angażuje się też w pomoc przy organizacji biegów, oznaczaniu czy pomiarze trasy. Nasi biegacze nie przestają mnie zaskakiwać: mamy już nawet swoje biegające rodziny z dziećmi i psami!

 

 

Czy w koordynacji parkrun masz już stałych pomocników?

 

Oczywiście, że tak i są to najlepsi wolontariusze w mieście Rzeszów! Jest z nami Szagi, która jest zawsze chętna na każdą „fuchę”. Paweł, który z regularnego biegacza naszych spotkań naturalnie przemienił się w naszego wolontariusza. Arek, który odpowiada za całą logistykę oraz sprawy techniczne i wisienka na torcie czyli nasze parkrunowe małżeństwo Sylwia i Tomek, którzy swoimi ciepłymi osobowościami umilają nam bieg poprzez doping, mierzenie czasu oraz zamykanie stawki i opiekę nad najmłodszymi.

 

Mamy też 4 letniego Nikosia, który odpowiada przede wszystkim za testowanie świeżości i wyrazistości smaku ciasteczek :) Nie wyobrażam sobie parkrunu w Rzeszowie bez ich pomocy i jestem wdzięczna, że trafiłam na tak zaangażowanych ludzi.

 

 

Czy wcześniej angażowałaś się w podobne inicjatywy społeczne?

 

Jeżeli obowiązki przewodniczącego szkoły czy klasy można uznać za inicjatywę społeczną, to tak. W innym wypadku jestem zupełną nowicjuszką w tym temacie. Od zawszę lubię pomagać, wspierać i motywować innych. Jestem też otwarta na udział w ciekawych projektach mających na celu stworzenie czegoś nowego i ciekawego w naszym mieście, w którym jest ogromne pole do popisu, a możliwości są ogromne.

 

 

Czy warto było zainicjować parkrun u Ciebie?

 

Zdecydowanie tak! Cieszy nas każdy uczestnik zarówno ten, którego twarz już znamy jako regularnego członka ale również First Runners czyli nowe osoby na trasie parkrun. W Rzeszowie bieganie dosyć prężnie się rozwija, na ścieżkach biegowych widać biegaczy o każdej porze dnia i nocy. Co roku organizowanych jest coraz więcej imprez biegowych czy to Półmaraton czy Maraton Rzeszowski oraz coś dla górskich wyjadaczy czyli Ultramaraton Podkarpacki. Dlaczego nie jednoczyć miłośników biegania co tydzień w luźnej formie, na przyjemnym dystansie możliwym do pokonania przez każdego bez względu na „karierę” biegową.

 

Po to właśnie jest parkrun – każdy ma swój powód na to, żeby pojawić się w sobotę o 9:00 na starcie: dla niektórych jest to wstęp do dłuższego treningu, test szybkości a jeszcze dla innych szansa na walkę ze swoimi słabościami, bo jak każdy wie nie ma nic lepszego niż leniwe poranki po pracowitym tygodniu.

 

A o tym, że warto było zainicjować parkrun w Rzeszowie najlepiej chyba świadczy fakt, że mamy już swoich „zdrowo uzależnionych” uczestników. Bo w końcu nie ma soboty bez parkrunu.

 

 

Jakie masz plany na przyszłość związane z bieganiem oraz prowadzeniem parkrun w Twojej miejscowości?

 

Moje plany na przyszłość związane z bieganiem to przede wszystkim trening siły biegowej za pomocą pchania nietypowego sprzętu jakim jest wózek dziecięcy :) Na pewno przyda mi się to w dalszych biegach na dystansie ultra, które są moją szczególną miłością. Nigdy nie planuje biegów z wyprzedzeniem, wszystko jest dosyć spontaniczne bo dla mnie to najprawdziwsza pasja dlatego chcę zachować w niej możliwie najwięcej serca.

 

Odnośnie planów związanych w prowadzeniem parkrun w Rzeszowie, to przede wszystkim chcemy postarać się o oznaczenie trasy parkrun na stałe za pomocą tabliczek jak w przypadku niektórych lokalizacji w Polsce.

 

Kolejnym planem będzie wykorzystanie możliwości jakie daje nam zbliżające się lato – chciałabym aby po naszych biegach uczestnicy mogli wspólnie zjeść śniadanie w piknikowej formie. parkrun Rzeszów zaangażował się również w pomoc przy organizacji innych biegowych imprez w naszym województwie jakimi są Ultramaraton Podkarpacki czy Półmaraton Biegam i Wspieram gdzie będziemy mieć swoje punkty odżywczo-dopingowe.

 

Rzeszów ma już 362 zarejestrowanych biegaczy na parkrun, po osiągnięciu magicznej liczby 500 szykujemy dla nich integracyjną niespodziankę, ale szczegółów nie zdradzę, bo taki jest nasz parkrun – lekko nieprzewidywalny i zaskakujący.

 

 

Jak byś namówiła innych do organizacji parkrun w ich miastach?

 

parkrun to możliwość na poznanie wielu niesamowitych ludzi, których łączy wspólne zamiłowanie do aktywności jaką jest bieganie. Każda sobota i każdy start parkrunu pokazuje, że Twoje zaangażowanie ma sens, bo pojawiają się uczestnicy, którzy chcą pobiegać, którym podoba się ta inicjatywa, dla których to wydarzenie to miłe i aktywne rozpoczęcie weekendu. Poczucie, ze robisz coś dla lokalnej społeczności daje ogromną moc i radość. Dlatego jeżeli wiesz, ze w Twojej okolicy jest mnóstwo biegaczy, których fajnie byłoby zgromadzić w jednym miejscu i poznać bliżej to nie wahaj się i zaproponuj swoją lokalizację jako kolejny punkt parkrun w Polsce. Gwarantuje, że nie pożałujesz ale muszę również ostrzec, że parkrun uzależnia – i to zdrowo!

 

 

Najzabawniejsza lub najdziwniejsza sytuacja, która spotkać Ciebie na parkrun?

 

Na każdym naszym parkrunie jest ciekawie i śmiesznie. Wolontariusza Tomka tak poniosła kiedyś fantazja dopingu, ze zamienił się w prawdziwego Michaela Jacksona podczas startowania uczestników, innym razem zapomnieliśmy zabrać wolontariuszkę Paulinę z nawrotki. Pamiętam również sytuację, kiedy przy rozkładaniu sprzętu przejeżdżał obok pan na rowerze, którego zaciekawiło to co się dzieje. Bez chwili zastanowienia zostawił rower i pobiegł z uczestnikami mimo tego, że nie był zarejestrowany – następnym razem przyszedł już z indywidualnym kodem.

 

Ciekawe jest również to, że po każdym parkrunie osoby, które chcą troszkę więcej „dokręcić” pomagają w składaniu sprzętu a następnie biegną kilkanaście kilometrów z wolontariuszami – nazywamy to Ultraparkrun czyli „dokręcanie po parkrunie”. Na biegu wielkanocnym częstowaliśmy wszystkich czekoladowymi jajkami, a ja sama ubrałam się cała na żółto jak święcony kurczak.

 

Jednak najciekawszą anegdotkę jaką pamiętam to ta z inauguracyjnego biegu. W trakcie organizowania parkrunu w Rzeszowie dużo spraw konsultowałam z koordynatorem na Polskę Grzegorzem Tomaszewskim, który jest prawdziwym fanem i skarbnicą wiedzy jeżeli chodzi o parkrun. Między innymi wspomniał mi o słynnych uczestnikach parkrunu z największą liczbą lokalizacji i o Pani Basi, która ma zaliczone wszystkie lokalizacje w Polsce.

 

Jak już wspominałam na biegu inauguracyjnym było wyjątkowo mroźno (-9 stopni). Kiedy pojawiliśmy się z wolontariuszami w okolicach startu, „kręciła się” tam jakaś Pani, ubrana nieszczególnie sportowo wskazała nam gdzie jest start. Kiedy zaczęliśmy rozkładać punkt, ta sama Pani nagle wyciągnęła pudełko z własnoręcznie upieczonymi ciastkami owsianymi. Mocno zszokowana podziękowałam jej za miły gest i zapytałam czy przyszła pokibicować, po czym usłyszałam, że Pani wcale nie kibicuje, ale jest tutaj po to, żeby pobiec. Żeby tego wszystkiego było mało, największy szok przeżyłam, jak nasza tajemnicza nieznajoma nagle ściągnęła niepozorną kurtkę, pod którą miała spodnie do biegania 3/4 oraz koszulkę z krótkim rękawem.

 

Pobiegła bardzo dobrze, była bodajże czwartą kobietą na mecie. Kiedy po wszystkim zaprosiłam ją na herbatę usłyszałam, że musi się zbierać, bo za pół godziny ma pociąg do Gdyni. Wtedy już wszystko było jasne – odwiedziła nas słynna Pani Basia! Ta historia nauczyła mnie dwóch ważnych rzeczy – nie należy oceniać biegacza po ubiorze oraz Pani Basia to prawdziwa wyjadaczka parkrun w Polsce!

 

 

 

2

Prześlij znajomemu:

Skomentuj:

1

Nowości parkrun

Na zdjęciu: inauguracja parkrun Gorzów Wielkopolski   Zapraszamy gorąco do lektury naszego kolejnego biuletynu parkrun. Lądujemy w Waszych skrzynkach e-mail regularnie co dwa tygodnie, zawsze w co drugi piątek. Właśnie pożegnaliśmy lato i przywitaliśmy astronomiczną jesień. Nie dajmy się jednak jesiennej chandrze, aktywny sobotni poranek pozwoli na pozytywne podejście do życia!   W ostatni piątek…

3

Uczestnicy nordic walking na trasach parkrun

Czy wiesz, że w parkrun możesz brać udział maszerując z kijami? Uczestnicy nordic-walking są równie mile widziani w każdej lokalizacji parkrun jak pozostali uczestnicy, którzy biegną, truchtają czy spacerują.   Przeczytajcie relację jednego z uczestników parkrun Dąbrówka, który w ostatnią sobotę pokonał trasę 5 km idąc z kijkami:   – “stanie się to miejsce moim…