Nowości - 8th June 2017
Sekcje:

Wywiad z założycielem parkrun Paulem Sinton-Hewittem

panshanger-parkrun-volunteers_lead

Paul Sinton-Hewitt jest założycielem parkrun, światowego fenomenu zachęcającego tysiące ludzi na całym świecie do pokonania dystansu 5 km w każdą sobotę w lokalnym parku.

 

paul-sinton-hewitt-parkrun

 

Spotkaliśmy się z nim w parku Richmond (Londyn), zaledwie kilka kilometrów od parku Bushy, gdzie wszystko zaczęło się w 2004 roku.

 

Mamy wrażenie, że większość rozmów biegaczy rozpoczyna się od omawiania kontuzji, więc i my rozpoczęliśmy rozmowę od tego tematu. Paul obecnie narzeka na problem z kolanem i mówi, że… to właśnie ta kontuzja doprowadziła do powstania parkrun!

 

Wywiad:

 

Kontuzja była główną przyczyną, która skłoniła mnie do myślenia o założeniu parkrun, kiedy przygotowywałem się do maratonu londyńskiego, biegając po 160 km tygodniowo.

 

Brałem udział w biegu z moim psem, w jednym miejscu na trasie należało skręcić o 90 stopni w prawo i przebiec przez rów oraz żywopłot. Kiedy zamierzałem skręcić, pies nagle wyskoczył i w celu uniknięcia zderzenia wykręciłem salto i poważnie uszkodziłem lewą nogę.

 

Zostałem więc kontuzjowany, ale było też sporo innych przyczyn, które zainspirowały mnie do wymyślenia parkrun. Myślę, że przytrafia się to wielu ludziom, którzy są w dużym dołku. Podejmujemy wtedy decyzję na zasadzie “no cóż nie mam nic do stracenia, więc mogę równie dobrze robić to, na co mam ochotę”.

 

Byłem żonaty, potem wziąłem rozwód, a przez następne dziesięć do piętnastu lat przechodziłem relacje z klasyczną awersją do ryzyka. Jak tylko zdawałem sobie sprawę, że związek staje się poważniejszy, natychmiast odchodziłem.

 

Odnosiłem całkiem duże sukcesy w biznesie i awansowałem na coraz wyższe stanowiska. W końcu zostałem dyrektorem w firmie informatycznej, z której jednak zostałem zwolniony. Niewiele razy w życiu byłem bez pracy, więc bycie zwolnionym z pracy było dla mnie wyjątkowo negatywnym doświadczeniem.

 

W takiej więc byłem sytuacji – problemy z relacjami z ludźmi, bez pracy, w dodatku z brakiem możliwości biegania, co było dla mnie naprawdę dużym problemem. I nie chodziło nawet o samo bieganie, ale również o brak spotkań z ludźmi, których zwykle spotykałem udając się do mojego klubu biegacza.

 

Zdawałem sobie sprawę, że niezależnie od spotykających mnie problemów, należało iść do przodu i skupiać się na rzeczach naprawdę istotnych i pozytywnych. A tymi pozytywnymi rzeczami w moim życiu byli właśnie ludzie. Tak więc postanowiłem – OK, teraz nie mogę biegać i może to trwać jeszcze przez jakiś czas. Mam 44 lata i być może nadszedł czas, żebym dał coś od siebie dla społeczności biegaczy.

 

Zastanawiałem się co mogłoby to być, co byłoby unikalne, niszowe i w jakiś sposób nowe, i co by jednocześnie służyło mojej społeczności. Chciałem stworzyć coś, dzięki czemu miałbym zapewnioną możliwość spędzenia z moimi przyjaciółmi godziny czy dwóch raz w tygodniu.

 

Całość obmyśliłem w ten sposób, żeby część biegowa zawsze była możliwie prosta i łatwa. Tak, żeby wymagała możliwie niewielu wolontariuszy. Miałoby to polegać na spotkaniu się, wzięciu udziału w biegu i następnie na wspólnej kawie.

 

Ta wspólna kawa była tą rzeczą, która była niezwykle istotna od samego początku. Mieliśmy iść do kawiarni Nero w dzielnicy Teddington, żeby spędzić dwie godziny na pogawędkach, natomiast ja zajmowałem się samymi wynikami porannego biegu. W tych czasach wyniki były jedynie w moich arkuszach Excela.

 

Zajmowałem się wszystkim i pisałem raport, który następnie wysyłałem do gazety “The Richmond and Twickenham Times”. Miałem nadzieję, że gazeta opublikuje wyniki biegu, co zachęci więcej osób do przyjścia i wzięcia w nim udziału.

 

Niestety tydzień po tygodniu nie miałem od nich żadnej odpowiedzi, po prostu mnie ignorowali, więc pomyślałem “OK, muszę stworzyć stronę internetową”. Zrobiłem również bazę danych biegaczy. W taki właśnie sposób to wszystko się rozpoczęło.

 

- Wygląda, jakbyś od samego początku był całkiem nieźle zorganizowany?

 

Być może wynika to z mojego doświadczenia jako inżyniera oprogramowania i z mojej pracy dla bardzo dużych firm, takich jak banki czy zakłady ubezpieczeń, dla których istotne są szczegółowe procedury i dokumentacja. Te doświadczenia skłoniły mnie do stworzenia zbioru reguł, który byłby dostępny dla każdego. Tak, żeby każdy zainteresowany ideą parkrun mógł zobaczyć na czym to się opiera i w jaki sposób może się razem z nami w to zaangażować. Stworzyliśmy więc bardzo dobry zestaw zasad, reguł i instrukcji, które są dostępne dla każdego uczestnika i wolontariusza.

 

- Czy już wtedy myślałeś, że parkrun może rozwinąć się do tak wielkich rozmiarów?

 

Nie. Wiedzieliśmy, że sam pomysł był całkiem dobry, a odzew ze strony uczestników był bardzo pozytywny. Zawsze kładłem nacisk na to, żeby każdy chętny był na parkrun mile widziany, żeby mógł przyjść pobiec z wózkiem, z psem czy ze swoim dzieckiem, tak żeby nie było tu żadnych barier.

 

Pierwotnie myślałem, że na parkrun będą przychodzili tylko członkowie mojego klubu biegowego, jednak w pewnym momencie zauważyłem, że większość uczestników parkrun nie jest członkiem żadnego klubu biegacza i dopiero wtedy dostrzegłem prawdziwą wartość i korzyści płynące z parkrun. Pojawili się wówczas ludzie, którzy przychodzili do mnie i pytali “Dlaczego nie otworzycie więcej lokalizacji biegów?”

 

Opierałem się przed otworzeniem drugiej lokalizacji parkrun przez długi czas. Mój dobry przyjaciel, Jim Desmond, zapytał mnie “Czy otworzymy drugi parkrun?”, a ja odpowiedziałem “Nie, po co mielibyśmy to robić? Zostawmy to tak jak jest, możliwie prosto.”

 

- Martwiłeś się komplikacjami?

 

Nie chodzi nawet tylko o to. Zdawałem sobie sprawę, że to co wówczas stworzyliśmy, tak naprawdę nie było żadnym konkretnym produktem. Nie byłem w stanie tego zmonetyzować i nawet nie chciałem tego robić, ale jeśli parkrun miałby się rozwijać, mając jakieś swoje dochody, to musielibyśmy zmienić naprawdę sporo istotnych rzeczy. A byłem całkiem pewny, że tego nie chcę robić.

 

Rozważaliśmy różne opcje, jak chociażby sprzedaż gadżetów związanych z parkrun, jednak było to sprzeczne z moimi założeniami. W końcu jednak Jim mnie przekonał, żeby otworzyć drugą lokalizację parkrun, którym był park Wimbledon. On przedstawił mi cały plan i ruszyliśmy tam w styczniu 2007 roku.

 

panshanger-parkrun-volunteers

 

To była dla mnie duża rzecz, aby wyjść z ideą parkrun z parku Bushy w inne miejsce. Każdy koordynator danej lokalizacji wie o czym mówię – ma się uczucie, jakby się było “właścicielem” danej lokalizacji. A ja musiałem ją oddać i zaangażować w niej inne osoby. To był początek budowania przyszłości parkrun.

 

Powiedziałem Jimowi, że daję mu trzy miesiące. Przetestujemy to i jeśli się uda, to świetnie, a jeśli nie, to pakujemy imprezę i wracamy już tylko do parku Bushy.

 

Zostałem naprawdę miło przyjęty przez lokalnych biegaczy, więc namawialiśmy ich na wspólne spotkanie dla wszystkich chętnych w pubie. Pojawiło się około dwunastu osób i wszyscy zdecydowali się zostać członkami nowego zespołu parkrun w Wimbledonie. Przekazałem więc tam rządy lokalnemu zespołowi i co ciekawe, jego skład jest w zasadzie niezmienny aż do dziś.

 

- Zauważyłem na Wimbledonie strzałki usypane z trocin. Były tam od początku?

 

O tak, mieliśmy tam spore problemy z leśniczymi. Ich zadaniem jest ochrona parku, więc pomyślałem, że zrobienie strzałek z mąki nie będzie dobre dla roślin i zwierząt żyjących w parku. W efekcie zrobiliśmy strzałki z trocin.

 

Początkowo nasza trasa była nieco inna niż obecnie, a biegacze przebiegali trasą kolidującą również ze ścieżkami przeznaczonymi dla jeźdźców. Na początku powodowało to spore konflikty i w końcu podczas spotkania z leśniczymi i stajennymi zawarliśmy kompromis. Zmieniliśmy nieco naszą trasę i wydaje mi się, że zdaje ona egzamin aż do dziś.

 

- W miarę jak parkrun rósł, czy były jakieś rzeczy, które musiałeś zmienić, czego jednak chciałeś uniknąć?

 

Szczerze mówiąc to jest wiele rzeczy, które musiały się zmienić chociaż tego nie chciałem, ale ostatecznie okazywały się dobrymi rozwiązaniami.

 

Przykładowo nie chciałem mieć na parkrun defibrylatorów. Cały koncept od samego początku miał być możliwie prosty. Niech nie rośnie organizacja parkrun, niech rośnie sama idea parkrun. Było to jednak założenie zupełnie nierealistyczne. Organizacja parkrun jest obecnie bardzo duża i spoczywa na niej duża odpowiedzialność wobec lokalnych społeczności. Wszystko robimy kierując się myślą “czy to jest dobre dla społeczności oraz dla jej członków?”

 

Tak naprawdę więc nie chodzi tu już tylko o samo bieganie. Bieganie jest kluczowym elementem, który nas łączy, jednak jak popatrzysz np. na dostarczenie defibrylatorów, to jest to duża zmiana w każdej społeczności, gdzie pojawia się parkrun. Pojawił się bowiem element zdrowia i bezpieczeństwa, który może służyć przez cały czas, przez cały tydzień, a nie tylko w sobotę.

 

newport-parkrun-aed

 

W zeszły weekend pomagaliśmy człowiekowi, który nie miał nic wspólnego z parkrun. Po prostu upadł spacerując w tym samym parku, gdzie odbywał się parkrun. To jest właśnie ten efekt, który osiągamy dzięki parkrun.

 

Jeśli się spojrzy na komercyjny rozwój parkrun, który jest kluczowy dla naszego istnienia, przetrwania i dalszego rozwoju, to są to rzeczy, których nie planowałem. One musiały się wydarzyć. Wdrażając je nie mogłem jednak rezygnować z naszych podstawowych wartości i zasad. Tak więc przez jakieś dziesięć lat budowaliśmy relacje z firmami takimi jak Adidas czy Nike, nasze kontakty były złożone, ponieważ nalegaliśmy na współpracę wykluczającą sprzedaż ich towarów na parkrun, jednak ich zaangażowanie oczywiście miało często na celu sprzedawanie różnych rzeczy. Już pierwszy rzut oka wskazywał, że będzie z tym spory problem.

 

Dwa lata temu zaangażowałem Nicka Pearsona, który wraz z Tomem Williamsem pracował nad możliwie profesjonalnym sposobem na pogodzenie trwałej i rosnącej bazy i utrzymaniem parkrun takim, jakim jest, zgodnie z naszymi podstawowymi wartościami. Poszczególne osoby równoważą się i jeżeli zarząd chce zdecydować coś istotnego, musi to skonsultować z radą.

 

Podsumowując było bardzo mało rzeczy, które zrobiliśmy i z których byłem niezadowolony. Myślę, że cały czas jesteśmy w zgodzie z naszymi podstawowymi wartościami. Podoba mi się fakt, że formalnie nie musisz spełniać jakiejkolwiek roli na parkrun. Nie musisz być wolontariuszem, możesz po prostu przyjść i wziąć w tym udział, i to jest główna zasada parkrun.

 

- Ale parkrun wymaga jednak wolontariuszy do organizacji biegu?

 

Według nas jeżeli jesteś członkiem danej społeczności, to nic nie jest od niej całkowicie za darmo. Każdy ma obowiązek pracy na rzecz społeczności, a przykładem może być model wolontariatu.

 

Jest bardzo wiele osób, które biegają u nas w każdym tygodniu i nigdy nie są wolontariuszami, ale często jest to ich jedyna możliwość wyjścia i zrobienia czegoś w ciągu tygodnia. Być może mają właśnie ciężki okres w domu albo trudności w pracy. Jakakolwiek jest to przyczyna, ich czas jeszcze nadejdzie i wówczas będą w stanie dać coś od siebie. Szanujemy to.

 

Zwykle denerwowałem się tym w początkowym czasie istnienia parkrun, głównie dlatego, że kiedy rozpoczynałem parkrun, nie chciałem skupiać się na wolontariacie, chciałem główny nacisk kłaść na samo bieganie. Wkrótce jednak zdaliśmy sobie sprawę, że nie damy rady organizować parkrun bez wolontariuszy.

 

Jeszcze trochę później doszliśmy do wniosku, że wolontariat to wspaniała rzecz. Daje tyle pozytywów dla dobrego samopoczucia i mnóstwo innych korzyści dla uczestników. Tak więc wolontariat stał się nawet celem parkrun samym w sobie. Wolontariat stał się najważniejszym aspektem pomagającym ludziom zmienić swoje życie na lepsze.

 

Nie można jednak skupiać się na jednym aspekcie parkrun z pominięciem innych. Wszystko jest ze sobą powiązane. Tak więc bardzo nie lubię, kiedy ktoś mówi, że parkrun nie odbywałby się bez wolontariuszy, ponieważ na tej samej zasadzie można powiedzieć, że parkrun nie odbywałby się bez biegaczy.

 

- Czy kiedykolwiek z jakiejkolwiek przyczyny byłeś namawiany do rezygnacji z którejś z podstawowych wartości parkrun?

 

Nie, nigdy. Wiele razy ludzie mówili mi “jeżeli byście pobierali funta za bieg, to naprawdę byłoby do przyjęcia”. Jeśli byśmy to zrobili, mielibyśmy w banku jakieś 20 milionów funtów, ale to nigdy nie było naszym celem.

 

Oczywiście, musimy być zrównoważeni i prowadzić firmę w sposób profesjonalny, z budżetami i tak dalej. Nie koncentrujemy się na pieniądzach, skupiamy się na dostarczaniu zdrowia i dobrego samopoczucia oraz pomagamy ludziom stać się najlepszymi, jakimi mogą być i czynimy świat lepszym miejscem.

 

Pamiętam żart primaaprilisowy w 2012 r., kiedy zapowiedzieliście, że będziecie pobierać opłaty za udział w parkrun, na co nabrało się sporo osób.  Czy jeśli dzisiaj powtórzyłbyś ten żart nie rozszalałoby się piekło?

 

Myślę, że żartowanie pierwszego kwietnia jest jak najbardziej w porządku. Nie możemy przecież brać wszystkiego zbyt poważnie. Oczywiście nasza marka jest ważna i musimy ją chronić i tak dalej, ale 99,9% osób zaangażowanych w parkrun tylko chce abyśmy byli możliwie najlepsi.

 

Mnóstwo ludzi popełnia błędy cały czas i nie ma sensu przesadnie się tym przejmować. Mamy bardzo pozytywne nastawienie naszych uczestników.

 

Pamiętam około dziewiątego biegu w Bushy Park, gdy byłem osobą mierzącą czas. Wszystko szło mi bardzo sprawnie, lecz gdy przebiegł ostatni biegacz, zatrzymałem stoper i przypadkowo go zresetowałem.

 

Musiałem więc napisać do 250 osób i prosić ich o podanie swoich czasów.

 

junior-parkrun-high-five

 

- Czy masz swoją ulubioną rolę wolontariacką?

 

Jestem wolontariuszem co tydzień na junior parkrun i tamtejsza ekipa zawsze wysyła mnie do ubezpieczania trasy. Moim zdaniem to najprostsza i najłatwiejsza rola. Mogę przybijać piątki z dzieciakami i to jest fantastyczne.

 

Rola koordynatora wolontariuszy łączy się chyba z największą odpowiedzialnością. Taka osoba odczuwa presję związaną z wypełnieniem grafiku wolontariackiego. W 99% procentach przypadków grafik się zapełnia, ale stres jest zawsze.

 

Dwie pozycje, które są dość dużym wyzwaniem w dniu biegu, to rola osoby mierzącej czas i wydającej tokeny.

 

- Zwłaszcza jeśli się je upuści.

 

Nieupuszczenie to nie wszystko, chodzi jeszcze o to, żeby wydać je w odpowiedniej kolejności. Przy tym wszystkim człowiek chce się wykazać zaangażowaniem, więc rozmawia z uczestnikami, wita się i odpowiada na pytania. Na większych biegach zdarza się, że sześć osób wpada na metę w tym samym momencie, więc trzeba być naprawdę skoncentrowanym.

 

Tak naprawdę, żadna rola nie sprawia mi trudności. Mocno stresujące jest bycie dyrektorem biegu. Ale jest z tym też dużo zabawy i przyjemności, wiele osób zyskuje dzięki temu pewność siebie i rozwija swoje umiejętności publicznego wypowiadania się.

 

- Czy martwisz się o to, co dzieje się podczas biegów i czy czujesz, że musisz mieć oko na wszystko?

 

Kiedyś tak było. Byłem tak głęboko wkręcony i zaangażowany, że szczegóły przesłaniały mi istotę rzeczy. Nie mogłem skupić się na ważnych problemach, bo byłem pochłonięty wieloma codziennymi sprawami o chwilowym znaczeniu.

 

Mimo, że ciągle są rzeczy, które mnie gnębią, nauczyłem się szybko je oddelegowywać i posuwać się dalej, pamiętając, że w ekipie jest ktoś, kto już nad tym pracuje.

 

- Co irytuje cię bardziej, kiedy ktoś pisze parkrun dużą literą i jako dwa wyrazy, czy kiedy nazywa parkrun wyścigiem?

 

Ani jedno, ani drugie. 99,9% ludzi życzy parkrunowi jak najlepiej, więc kiedy jedna z tych osób przekręci pisownię albo nazwie parkrun wyścigiem to jest jej to wybaczone.

 

Ci, o których zdarza mi się pomyśleć źle przez moment, to osoby, które naprawdę nie powinny robić takich błędów, czyli przedstawiciele firm, specjaliści od reklamy, dziennikarze i tym podobni.

 

Nie uwierzyłbyś jak często zdarza się, że ktoś pisze do nas w sprawie nawiązania współpracy i robi błąd w pisowni równocześnie nazywając nas wyścigiem. To niewybaczalne, ponieważ oznacza, że taki ktoś zwyczajnie nie odrobił pracy domowej. Chce czegoś za nic, a to niedopuszczalne.

 

Uważam, że z dwojga złego, błędem większym od niepoprawnej pisowni jest nazywanie nas wyścigiem. Zupełnie przeinacza się wtedy ideę tego, czym jesteśmy.

 

paul-sinton-hewitt-parkrun-volunteer

 

- Bo to umniejsza zasadę otwartości i dostępności?

 

Nazywanie nas wyścigiem to tak jakby mówić, że jesteśmy pełnej krwi, zamiast pełni werwy. Fakt, że nie jesteśmy wyścigiem to fundamentalna zasada naszej organizacji, która leży u podstaw prawie wszystkiego, czym się zajmujemy.

 

Zdecydowanie nie jesteśmy wyścigiem, jesteśmy sympatyczną przebieżką w parku ze znajomymi.

 

- To miło, że zawsze skupiacie się na sprawach innych niż szybki bieg. Czy są jakieś momenty, które okazały się dla ciebie inspirujące albo szczególnie zapadły ci w pamięć?

 

Przykłady pojawiają się każdego tygodnia. W zeszłym tygodniu zdarzyło mi się być w Liverpoolu w Prince’s Park i tam zaobserwowałem pewnie z dziesięć przykładów czegoś inspirującego.

 

Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie powiedział mi, że parkrun zmienił jego życie, często poprzez znalezienie nowego hobby czy zrzucenia wagi. Ale w tamten weekend stało się coś, co nie zdarzyło się nigdy wcześniej.

 

Pod koniec biegu podeszło do mnie trzech mężczyzn i powiedziało standardowe: “Cześć Paul, chcieliśmy Ci podziękować, ponieważ parkrun zmienił nasze życie”. Zawsze dopytuję w jaki sposób się to stało, a oni na to: “Cóż, to pewnie trochę niespotykane, ale cała nasza trójka przestała pić dzięki parkrunowi. Wszyscy byliśmy alkoholikami”.

 

Więc tak oto, tych trzech facetów oświadcza, że ten darmowy, cotygodniowy, pięciokilometrowy bieg w parku dał im siłę potrzebną do pokonania uzależnienia, które ich zabijało.

 

Jeśli to przeanalizować i przyjrzeć się temu dokładnie, okaże się, że to nie jest wcale zasługa biegu. Oczywiście, bieg sprawia, że czują się zdrowsi, a im człowiek zdrowszy, tym bardziej zależy mu na byciu zdrowym. I co tydzień robi ten dodatkowy krok, mówiąc: “Postaram się dać z siebie jeszcze trochę więcej”.

 

Ale nie w tym rzecz. To, co ich uratowało to wspólnota. Dostępność, otwartość, ciepło, gościnność – wszystko to, co oferują sobie nawzajem biegacze parkrun. Każdy interesuje się twoją historią. Wszyscy są gotowi ci pomóc i w jakimś stopniu się zaangażować.

 

To fenomenalne. Jeśli można by to zabutelkować i sprzedawać, bylibyśmy całkowicie innym społeczeństwem.

 

- Czy dostajesz dużo zapytań dotyczących zastosowania modelu parkrun do innych dyscyplin sportowych?

 

Tak, bardzo często. Zawsze podkreślamy, że parkrun to 5 km, albo 2 km w przypadku junior parkrun. Nie zamierzamy rozszerzać parkrun na nic więcej ponadto. Ale bliskie jest nam dobro społeczne, sport i aktywność, więc jeśli tylko jest to możliwe, z przyjemnością prezentujemy innym nasz model, po to, żeby mogli z niego skorzystać.

 

Spotkaliśmy się już więc z prawie wszystkimi stowarzyszeniami sportowymi jakie można sobie wyobrazić: związek pływacki, federacja golfa, piłki nożnej, hokeja i tak dalej.

 

Jest wiele organizacji, które mogą uczyć się od parkrun. Ale jednocześnie uważam, że każda organizacja, która kieruje się zyskiem będzie miała trudności z zastosowaniem naszego modelu i robieniem tego co my.

 

Są jeszcze inne wyzwania. Razem z organizacją, która jest zaangażowana w festiwal rowerowy Ride London, próbowaliśmy wprowadzić ”parkride”. Ale to się nigdy nie mogło udać na taką skalę jak parkrun, ponieważ nie ma tyle parków, po których możliwa jest jazda na rowerach w grupie.

 

Uważam, że nasz model nadaje się dla pływaków, pod warunkiem, że uda się przekonać właścicieli basenów, żeby udostępnili je za darmo. Oddanie godziny w tygodniu mogłoby być kosztowne dla właścicieli basenów, ale jeżeli dzięki temu więcej ludzi miałoby pływać, to być może koszty by się zwróciły.

 

panshanger-parkrun

 

- parkrun rozprzestrzenił się już na cały świat, a w samej Wielkiej Brytanii są setki lokalizacji. Czy są takie miejsca, gdzie wystąpiły trudności lub też wogóle nie udało się zorganizować biegów?

 

Założenie parkrun w nowym kraju niesie ze sobą cały szereg problemów. Są to zazwyczaj te same problemy, z którymi borykaliśmy się na początku w Wielkiej Brytanii. We wczesnych latach działalności spotykaliśmy się z silną opozycją w stosunku do parkrun.

 

Są parki, w których nie pozwolono nam zorganizować biegów, ale jeśli coś takiego się zdarza, po prostu wybieramy inne miejsce. Nie tracimy energii na walkę, której nie możemy wygrać.

 

- Czy są jakieś parkrunowe ciekawostki, o których ludzie mogą nie wiedzieć?

 

Właściwie tak. Brałem udział w półmaratonie organizowanym przez Haile Gebrselassiego i udało mi się zdobyć podpisy Hailego na dwóch kartkach z naszymi kodami. Tak więc mam gdzieś w biurze dwa kody podpisane przez niego, z którymi nadal nie wiem co zrobić. W pewnym momencie przekażę je na licytację albo oddam jako nagrodę.

 

- Musi być mnóstwo takich starych i interesujących rzeczy.

 

Oryginalne tokeny, które kupowałem w Halfordsie i na których stemplowałem numery. Jest też kilka starych koszulek, ale ja nie przywiązuję się do tego typu rzeczy. Kiedy mieliśmy umowę z Nike, zrobili dla mnie parę złotych Nike’ów Pegasusów z logiem parkrun na boku. Nigdy ich nie założyłem.

 

- Odważysz się je założyć?

 

Nie sądzę. Zacznijmy od tego, że nie widzę siebie noszącego złote buty.

 

paul-sinton-hewitt-running-at-parkrun

 

- Mogłoby to przyciągać uwagę. Czy zdarza ci się pójść na parkrun i być zostawionym samemu sobie czy też ludzie zawsze chcą przywitać się z założycielem parkrun?

 

Bardzo często. W lokalizacjach, w których jestem po raz pierwszy, mam obowiązek wyjść i poznać ludzi, którzy je organizują. Uwielbiam spotkania z tymi ludźmi, bo są fantastyczni, ale równie mocno lubię być zwyczajnym uczestnikiem.

 

Zazwyczaj nie jestem traktowany specjalnie na najstarszych parkrunach. Ludzie po prostu traktują mnie jak każdego innego uczestnika parkrun. Zawsze tak jest w Bushy. Oczywiście, mam tam wielu przyjaciół i ludzie mnie zauważają, co jest fantastyczne, ale nie robią z tego wielkiego wydarzenia. Tak samo jest na parkrun Wimbledon i Banstead.

 

- Czy wolno ci mieć ulubiony parkrun?

 

Nie wolno, ale to co zawsze powtarzam to to, że mój ulubiony parkrun to taki, gdzie społeczność jest najsilniejsza i najmocniej zaangażowana. Mamy bardzo wiele takich tętniących życiem miejsc.

 

Pozytywna stroną parkrun jest to, że nie ma on charakteru korporacji, tylko ma bardzo lokalne oblicze. Każdy parkrun jest prawdziwą społecznością ludzi, którzy robią coś nie dla parkrun, ale dla swoich społeczności. parkrun jest po prostu spoiwem, które to łączy.

 

- I zmienia ludzkie życie?

 

Ostatecznie jedynymi, którzy są w stanie zmienić nasze życie jesteśmy my sami. Dla przykładu, kiedy zaczynałem parkrun moje życie było w fatalnym stanie i musiałem podjąć świadomą decyzję, że zamierzam je naprawić.

 

Zdecydowałem, że jest kilka rzeczy, które zamierzam zrobić, aby odbudować to co w moim życiu szwankowało. Moje związki, moja forma fizyczna, mój stan emocjonalny, moje życie zawodowe i tak dalej. Podjąłem więc decyzje, żeby wrócić do biegania i paralotniarstwa. Potem pojawił się parkrun i stał się tak ważny, że musiałem zrezygnować z drugiej dyscypliny.

 

Stara życiowa mądrość mówi, że jeśli chcesz, aby twoje życie było ciągle świeże, musisz uczyć się dwóch nowych rzeczy każdego roku. To utrzymuje cię w dobrej formie. Uczysz się nowego języka, zaczynasz chodzić do teatru. Mój najlepszy przyjaciel w wieku 40 lat nauczył się pływać.

 

Miliony ludzi zmieniają swoje życie i używają do tego parkrun, bo jest angażujący, łatwy i zachęcający. Prowadzi ludzi do zmian w życiu. Ludzie zawsze mówią, że to ”zrobił parkrun”, a w rzeczywistości to oni sami tego dokonali.

 

Bieg jest tylko biegiem. W jego trakcie zdarzają się ważne rzeczy, ale sam w sobie nie zmienia życia. To co zmienia życie to fakt, że dzieje się to w każdym tygodniu i że jest społeczność, która angażuje się w pomaganie ludziom w pełnym wykorzystaniu ich możliwości.

 

- Zawsze byłeś ambitny?

 

Od samego początku. Jeśli spytałbyś ludzi z którymi kiedyś pracowałem, to prawdopodobnie odpowiedzieliby, że byłem nieprzyjemnym palantem. Nie znosiłem sprzeciwu, zawsze znałem właściwą odpowiedź i nie bałem się mówić ludziom w jaki sposób mają coś osiągnąć. Myślę, że to było niedojrzałe, a ja nie znałem innego sposobu niż wyznaczenie sobie kierunku i poświęcenie wszystkiego, żeby tam dotrzeć.

 

Przez całe życie cierpiałem na depresję i bieganie zawsze było czymś co pozwalało utrzymać mi ją pod kontrolą. Przez długi czas wszystko układało się pomyślnie. Ożeniłem się, urodziły się dzieci, awansowałem, podróżowałem po świecie i robiłem mnóstwo fantastycznych rzeczy. Ale kiedy dochodzisz do ściany musisz spojrzeć w głąb siebie i zadać sobie pytanie co teraz. Jak możesz się zmienić? Odpowiedzi nie przychodzą szybko, czasem zajmuje to bardzo dużo czasu.

 

Szczęściarzami są ci, którzy nie muszą w pewnym momencie przebudowywać swojego życia. Myślę, że prawie każdy z nas napotyka potrzebę zmiany i naprawienia spraw. I jeśli masz taką aktywność jak bieganie w swoim życiu i wsparcie takiej społeczności jak parkrun to jest duża szansa, że podejmiesz właściwe decyzje i że uda ci się powrócić na właściwą ścieżkę.

 

- Jeszcze jedno pytanie, które zadajemy wszystkim naszym rozmówcom. Gdybyś mógł ścigać się z każdym lekkoatletą z każdej ery. Kto, kiedy i gdzie to by był?

 

Mam w swoim życiu bohaterów. Ludzi, których naprawdę podziwiam i w sportowym świecie są to Zátopek, Haile Gebrselassie, Dave Moorcroft, Bruce Fordyce, Usain Bolt i Mo Farah. Jest to lista osób, które podziwiam i uważam za fantastyczne. Osoby, które osiągnęły niesamowite rzeczy w swoim życiu. Jeśli mógłbym mieć swój wymarzony wyścig to byłby to maraton, który przebiegłbym poniżej 2,5 godzin i byłbym drugi tuż za Nelsonem Mandelą.

 

- I byłoby blisko?

 

Tak, bieglibyśmy cały bieg razem. To wyścig, więc prowokowalibyśmy się nawzajem.

 

- Więc Nelson Mandela jest jedym z Twoich wielkich bohaterów?

 

Tak. Jest na szczycie mojej listy. Jest wiele ważnych ludzi, ale on jest na szczycie. Oczywiście dlatego, że urodziłem się w Afryce, a on zrobił wiele dla tego kontynentu oraz dlatego, że pokazał światu, że możesz być wybaczającą, dobrą i hojną osobą wciąż pozostając zwycięzcą. Nie musisz być dupkiem, aby wygrywać. To jest zasada, która obowiązuje w parkrun i myślę, że wszyscy nasi pracownicy są szczęśliwi tak bardzo jak tylko mogliby być, bo tak przeżywają swoje życie. Jesteśmy zaangażowani w coś co jest naszą pasją.

 

- To jest fantastyczny przekaz na zakończenie. Dziękuję za rozmowę Paul i może spotkamy się wkrótce na parkrunie.

 

Źródło: runbundle

 

Tłumaczenie: Agnieszka Fedorowicz, Alina Asperska-Prowse, Robert Walczak, Grzegorz Tomaszewski

Prześlij znajomemu:

Skomentuj:

3

Wolontariusz tygodnia – Anna Bliźniakowska z Warszawy

Zapraszamy do lektury wywiadu, jakiego udzieliła nam Anna Bliźniakowska z Warszawy – nasz wolontariusz tygodnia!   http://www.parkrun.pl/rezultaty/athleteresultshistory/?athleteNumber=2475343   Imię i nazwisko: Anna Bliźniakowska   Wiek:  Każdy wiek jest odpowiedni do bycia wolontariuszem.   Zawód:  Pracownik biurowym z 23-letnim stażem pracy.   Masz jakieś hobby?    Tak mam, od lat „przepisuję” ludziom receptę na nudę.   Co to…

1

Kody uczestnika bez tajemnic

Czy wiesz, że parkrun odbywający się w ponad 1.200 lokalizacji na całym świecie, każdego tygodnia używa ok. 3.000 skanerów do wczytywania Waszych kodów uczestnika? Jak to wszystko działa?   Podstawową zasadą parkrun jest prostota. Naprawdę niewiele trzeba zrobić, żeby móc wziąć udział w parkrun. Jedyne wymaganie to przyniesienie ze sobą swojego wydrukowanego kodu uczestnika.    …