Nowości - 3rd July 2017
Sekcje:

Wywiad z Jolantą Przybył z Gostynia

Jolanta Przybył

 

Zapraszamy do lektury ciekawego wywiadu, jakiego udzieliła nam Jolanta Przybył, która pełni rolę drugiego koordynatora parkrun w Gostyniu!

 
Skąd wziął się pomysł, aby zainicjować parkrun w Twojej miejscowości?

 

parkrun w mojej miejscowości zainicjowali moi znajomi Monika i Grzegorz Kubiak. To oni zgłosili chęć powstania tej akcji w Gostyniu, zaproponowali trasę. Było to w sierpniu 2015 roku. Ja wcześniej wiedziałam, na czym polega ta idea, uczestniczyłam w parkrunach w Lesznie jako wolontariusz, tak też rozpoczęła się moja przygoda z bieganiem.

 

Kiedy dowiedziałam się, że w Gostyniu będą odbywały się biegi parkrun, bardzo mnie to ucieszyło. Postanowiłam obrać rolę wolontariusza: mierzyłam czas, skanowałam zawodników, rozstawiałam oznaczenia na trasie. Sprawiało mi to dużo radości. Cieszyłam się, gdy coraz więcej osób dołącza do naszej parkrunowej rodziny. Nawiązałam z koordynatorami nić przyjaźni.

 

Gdy w lutym 2017 roku okazała się, że Grzegorz zrezygnował, jego żona zaproponowała, czy nie zechciałabym jej pomagać w organizacji biegów. Bycie koordynatorem to duża odpowiedzialność, ale zgodziłam się. Tym bardziej, że z Moniką doskonale się rozumiemy.

 

Jak został przyjęty parkrun w Twojej miejscowości przez lokalną społeczność biegaczy i nie tylko?

 

Na początku wiele osób nie wiedziało, co takiego odbywa się z naszym lesie – bo jesteśmy szczęśliwcami, gdzie trasa parkrun odbywa się na jednej pętli po pięknych i malowniczych terenach leśnych. Trasa jest trudna, zróżnicowana, wiele podbiegów, zbiegów, wąskich ścieżek. Spacerowicze pytali, co to za inicjatywa, oglądali tabliczki z oznaczeniami (co sobotę musimy je rozkładać, bo nie mamy stałych oznaczeń). A my tylko odpowiadaliśmy i zachęcaliśmy.

 

Gostyń jest lokalizacją specyficzną. Jest tu wielu biegaczy, ale niekiedy wybierają swoje ścieżki, biegają samotnie, nie przychodzą, tłumacząc to wczesną porą biegu. Są jednak tacy, którzy towarzyszą nam od samego początku. Oni przyprowadzają nowych uczestników, nawet biegają rodzinnie.

 

Ja pracując w szkole także zachęcam do uczestnictwa w naszych co sobotnich spotkaniach. Myślę jednak, że należałoby więcej propagować ideę parkrunu w Gostyniu poprzez ulotki, pogadanki w czasie innych inicjatyw związanych z bieganiem i zdrowym stylem życia.

 

Czy w koordynacji parkrun masz już stałych pomocników?

 

W naszej lokalizacji mamy stałych pomocników. Są nimi w większości uczestnicy biegu. Przyjeżdżają wcześniej, rozkładają pachołki, zawieszają flagi. Nie zdarzyło się, aby zabrakło rąk do pomocy. Za to wszystkim bardzo dziękujemy!

 

Czy wcześniej angażowałaś się w podobne inicjatywy społeczne?

 

Od zawsze lubiłam robić coś dla innych. Jak tylko dowiedziałam się o parkrun Leszno, brałam w nim udział jako wolontariusz (mąż wtedy zaczynał przygodę z bieganiem). Potem brałam udział jako wolontariusz na biegu, który odbywa się cyklicznie w kwietniu. Jest to bieg na 10 km “Nasza Dycha”. Obsługuję biegaczy w biurze zawodów, dbam o depozyt oraz pomagam w oznaczaniu trasy. Ponadto co roku jeżdżę z młodzieżą na Bieg Olimpijski w Racocie, a także organizuję bieg patrona w mojej placówce. Chętnie biorę udział w biegach charytatywnych.

 

 

Czy warto było zainicjować parkrun u Ciebie?

 

 

Jak wspomniałam wcześniej, w naszych biegach parkrunowych bierze udział kilkadziesiąt osób. Zdarzył się także, że przyszły 2 osoby. Nawet dla tych dwóch osób warto zorganizować bieg i cieszyć się razem z nimi, gdy przekraczają linię naszej mety. To jest działalność wspaniała, która uczy pracy nad sobą, pokonywania przeciwności, systematyczności w działaniu, wytrwałości.

 

Nawet ulewa nie przeszkadza nam, aby pojawić się w wyznaczonym miejscu biegu i spotkać się z biegaczami, ich bliskimi, czy znajomymi. Po biegu często rozmawiamy o trasie, o samopoczuciu biegaczy. Są osoby, które biegną, aby się ścigać, są takie, które chcą się spotkać z innymi biegaczami, są tacy, którzy kochają leśne ścieżki, czyste powietrze, śpiew ptaków i widok saren biegnących w oddali.

 

 

Jakie masz plany na przyszłość związane z bieganiem oraz prowadzeniem parkrun w Twojej miejscowości?

 

 

Moje plany na przyszłość związane z bieganiem – nie mam ich dokładnie sprecyzowanych. Kiedyś marzyłam o przebiegnięciu 10 km, potem półmaratonu. Chcę czerpać radość z biegania, cieszyć się każdym dniem i dziękować Bogu za to, że moje nogi jeszcze mnie noszą, a ja czuję się jakbym wciąż miała naście lat. Poza tym będę pielęgnowała ideę parkrunów, bo one pozwalają rozwinąć skrzydła w naszym umyśle i ciele.

 

 

Jak byś namówiła innych do organizacji parkrun w ich miastach?

 

 

 

Nie mam pojęcia, w jaki sposób namówić innych na organizację biegów w innych miastach. To duża odpowiedzialność, trzeba to po prostu czuć i chcieć poświęcić ranny sobotni czas dla innych.

 

 

 

Najzabawniejsza lub najdziwniejsza sytuacja, która spotkała Ciebie na parkrun?

 

 

 

Najzabawniejsza historia: 1 kwietnia odwróciliśmy trasę parkrunu i stali bywalcy stwierdzili… że była strasznie trudna, a przecież było tyle samo zbiegów, co podbiegów. Innym razem lał deszcz, było straszne błoto, myślałam, że nikt się nie zjawi. Ale najbardziej aktywni przyszli, a gdy przekroczyli linię mety, byli cali mokrzy i brudni od błota po sam pas. Potem przestało padać, a chłopaki myli się… w kałużach.

 

Prześlij znajomemu:

Skomentuj:

gggg

Nowości parkrun

Zapraszamy do lektury naszego najnowszego wydania biuletynu parkrun. Tym razem przygotowaliśmy dla Was:   – parkrun bez granic – relacja z wizyty gości z Niemiec na parkrun Żary – z cyklu Wasze historie parkrun – historia Joanny Nowackiej z Kalisza   W najbliższą sobotę 25 listopada spotykamy się już w 51 lokalizacjach w całej Polsce….

joanna_lead

Wasze historie parkrun – Joanna Nowacka z Kalisza

Mam na imię Asia i zachęcona przez koordynatorkę parkrun Kalisz, Alinę Asperską-Prowse, postanowiłam podzielić się z Wami moją historią.   Historią, która tak naprawdę nigdy nie powinna się zdarzyć.  NIGDY! Dlaczego? Ano z tego prostego powodu, że ja nigdy wcześniej nie biegałam i w najśmielszych snach i marzeniach nie sądziłam, że kiedyś taki rodzaj aktywności…