Nowości - 12th September 2017
Sekcje:

Z parkrunem przez świat – Dulwich parkrun w Londynie

dulwich_lead

Kiedy kilka miesięcy temu okazało się, że będziemy przez kilka dni w Londynie, Agnieszka od razu rzuciła: „Zaliczymy tam parkrun!”. Pomysł rewelacja, ale miałam wątpliwości, czy się uda. Dlaczego? Bo jechałyśmy tam w towarzystwie 40stki dzieci, jako opiekunki grupy szkolnej: możemy nie mieć możliwości urwania się na godzinę z hakiem od naszych obowiązków… Tuż przed terminem wyjazdu do ekipy dołączyła kolejna parkrunnerka, Gosia, i ona pociągnęła temat dalej: Bushy Park (kolebka parkrunu) był nieosiągalny (zbyt daleko od naszego miejsca zakwaterowania), ale Londyn parkrunem stoi i Gosia podjęła się znaleźć ten najbliższy nam. I znalazła – 15 minut spacerkiem od naszego ośrodka! Sprawa zaczęła się robić coraz bardziej realna…

 

dulwich_3

 

Do Londynu przyjechałyśmy w niedzielę i zaczęły się wtedy dni bardzo intensywnego zwiedzania. Czytaj: chodzenia. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej czułyśmy w nogach przebyte kilometry. I pojawiły się wątpliwości: damy radę? Czy w ogóle nam się chce? Niemniej przywołałyśmy się do porządku: jesteśmy tak blisko, taka okazja, kiedy będzie następna? Sobota rano oznacza parkrun w Londynie, zdecydowanie!

 

dulwich_8

 

No, chyba że będzie padać. A dokładnie mówiąc: lać, tak jak lało w piątek. Porządna burza z piorunami i ulewnym opadem. A nas czekał jeszcze jeden dzień chodzenia po Londynie i potem dłuuuuga podróż do domu, więc padło kolejne zdanie: Jak będzie lało, nie biegniemy!

 

 

W sobotę od samego rana świeciło piękne słońce. No more excuses – let’s go!

 

dulwich_6

 

„Nasz” parkrun odbywał się w Dulwich Park. Po drodze spotkałyśmy biegaczkę w pomarańczowej koszulce parkrun, która potwierdziła, że zmierzamy w dobrym kierunku. Trafiłyśmy bez pudła. Na miejscu był już spory tłumek biegaczy, którzy średnią wieku wydawali się być nieco starsi od poznańskich biegaczy. Niemniej było też dość sporo juniorów. Byli też trzej mężczyźni na wózkach. I rodzice biegający z wózkami. Wytrawni biegacze i początkujący tuptacze. Jak to zazwyczaj na parkrunach bywa…

 

dulwich_4

 

Kiedy zdjęłyśmy nasze bluzy, by zrobić ciastkowe fotki z bannerem parkrun od razu pojawiła się życzliwa dusza, która złożyła nam propozycję pomocy przy robieniu zdjęcia. A potem następna. Czyli nastawienie do nowicjuszy przychylne.

 

dulwich_2

 

Przed biegiem odbyło się tradycyjne spotkanie dla nowicjuszy: dowiedzieliśmy się, jak wygląda trasa, jaka jest procedura na mecie, co zrobić z kodem i tokenem – wszystko jasno i przyjaźnie wytłumaczone. Następnie odprawa generalna przed biegiem: krótkie przypomnienie sponsorów, pytania o jubileusze pięćdziesiątki czy setki biegów, pytania o turystów i…. start!

 

Dulwich Park to piękne miejsce. Jak przystało na park angielski, sporo tam obszarów trawiastych, na których dużo się działo od rana: były dzieciaki i starsze osoby na treningach piłkarskich, spacerujący z psami i bez. Są tam korty tenisowe, są przyrządy siłowni outdoorowych, są place zabaw, wybiegi dla psów. Myślę, że wielu biegaczy wybiera się tam na swoje treningi.

 
dulwich_7
 

Trasa jest praktycznie płaska, więc o niebo łatwiejsza od tego, do czego przyzwyczaiła nas Cytadela. Biegnie się trzy okrążenia po asfaltowej powierzchni. Zwykle jestem jedną z tych, co to gdzieś pod koniec stawki przybiegają i tutaj generalnie nie było inaczej, Agnieszka i Gosia jak zwykle pobiegły znaczniej szybciej niż ja i były mniej więcej w połowie stawki. Po biegu byłyśmy zmęczone, ale dumne z tego, że udało nam się zrealizować nasze marzenie parkrunu w Londynie!

 

dulwich_51

 

Mała refleksja na koniec: jest kilka rzeczy, do których przyzwyczaił nas parkrun w Poznaniu, a których w Dulwich nie było. Nasi koordynatorzy na Cytadeli dbają o to, by na mecie czekała na nas woda (w zimie – herbata) i często jakiś poczęstunek przyniesiony przez biegaczy – tutaj tego nie było. W czasie odprawy na Cytadeli dyrektor biegu sam wymienia nazwiska biegaczy, którzy za chwilę pobiegną swój jubileuszowy parkrun – w Dulwich padło jedynie pytanie, czy ktoś dziś ma takie swoje święto. Kiedy poznański koordynator pyta o ludzi z innych lokalizacji, zawsze dopytuje skąd są – tutaj nie, wystarczyła informacja, że są obecni wśród biegaczy ‘parkrun tourists’. Więc, choć czuło się przyjazny klimat tak charakterystyczny dla parkrunu, to (jak to się mówi): wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!

 
refleksje uczestniczek Dulwich parkrun #287 (Agnieszki Gabrysz, Gosi Śmigielskiej i Sławki Krenz) spisane ręką tej ostatniej
 
fotki: Gosia Śmigielska

Prześlij znajomemu:

Skomentuj:

3

Wolontariusz tygodnia – Anna Bliźniakowska z Warszawy

Zapraszamy do lektury wywiadu, jakiego udzieliła nam Anna Bliźniakowska z Warszawy – nasz wolontariusz tygodnia!   http://www.parkrun.pl/rezultaty/athleteresultshistory/?athleteNumber=2475343   Imię i nazwisko: Anna Bliźniakowska   Wiek:  Każdy wiek jest odpowiedni do bycia wolontariuszem.   Zawód:  Pracownik biurowym z 23-letnim stażem pracy.   Masz jakieś hobby?    Tak mam, od lat „przepisuję” ludziom receptę na nudę.   Co to…

1

Kody uczestnika bez tajemnic

Czy wiesz, że parkrun odbywający się w ponad 1.200 lokalizacji na całym świecie, każdego tygodnia używa ok. 3.000 skanerów do wczytywania Waszych kodów uczestnika? Jak to wszystko działa?   Podstawową zasadą parkrun jest prostota. Naprawdę niewiele trzeba zrobić, żeby móc wziąć udział w parkrun. Jedyne wymaganie to przyniesienie ze sobą swojego wydrukowanego kodu uczestnika.    …