Nowości - 21st November 2017
Sekcje:

Wasze historie parkrun – Joanna Nowacka z Kalisza

joanna_lead

Mam na imię Asia i zachęcona przez koordynatorkę parkrun Kalisz, Alinę Asperską-Prowse, postanowiłam podzielić się z Wami moją historią.

 

Historią, która tak naprawdę nigdy nie powinna się zdarzyć.  NIGDY! Dlaczego? Ano z tego prostego powodu, że ja nigdy wcześniej nie biegałam i w najśmielszych snach i marzeniach nie sądziłam, że kiedyś taki rodzaj aktywności fizycznej może stać się moim udziałem. Gdyby jeszcze rok temu ktoś powiedział mi, że będę w stanie przebiec w całości 5 km i do tego będzie mi to sprawiać olbrzymią frajdę, popukałabym się mu w głowę. Ale od początku…

 

Wszystko zaczęło się w październiku 2016 roku, kiedy na odbywający się w naszym mieście Międzynarodowy Bieg Ptolemeusza przyjechał do nas (czyli do mojego męża i mnie) nasz znajomy ze Zduńskiej Woli, a my mu ochoczo kibicowaliśmy. Uczestniczyłam więc w tym wydarzeniu w roli obserwatora i z dużym podziwem i szacunkiem spoglądałam na wszystkich uczestników tego dziesięciokilometrowego biegu. Nie potrafiłam sobie wtedy wyobrazić, jak w ogóle ludzie mogą tak długo biec?! Muszę zaznaczyć, że ważyłam wtedy ponad 90 kg, będąc już po kilku nieudanych próbach zrzucenia i utrzymania wymarzonej sylwetki. Zrezygnowana, jednak z pewnym błyskiem w oku, gratulowałam znajomemu ukończenia biegu. I on chyba dostrzegł ten mój błysk, bo z wesołą miną powiedział: „Asia, Artur, za rok wbiegniemy wszyscy razem na tę metę”. Ja na to: „Ależ oczywiście, Marcin, nie ma sprawy, na luziku”. Traktowałam to oczywiście w ramach żartu, czując się, jakby proponowano mi lot na księżyc, dając do dyspozycji tylko helikopter. No cóż, okazało się, że Marcin wcale nie żartował. Pisał, dzwonił, wciąż dopytywał, jak tam treningi. Hm… myślę sobie, głupia sprawa. Chlapnęłam coś bez zastanowienia – jakby tu się z tego teraz wycofać. Bo przecież gdzież ja? Ja mam biegać i to takie dystanse? Kiedy ja wejdę po schodach na piętro i już mam zadyszkę. Nie dam rady, na pewno nie dam rady.

 

joanna1

 

Aż w końcu dojrzałam i 31 grudnia 2016 roku podjęłam kolejne już wyzwanie. Z ogromnym wsparciem mojego męża, zaczęłam działać. Najpierw w ruch poszły kije, później basen i fitness. Ale o bieganiu nadal nie było mowy. Co nie znaczy, że nie próbowałam. Bynajmniej! Niestety, moje pierwsze próby kończyły się po 300 metrach ogromną zadyszką i wściekłością na siebie samą. Czułam się bezsilna. Myślałam wtedy, że nigdy nie przebiegnę więcej. Jednak się nie poddawałam i podczas gdy znikały kolejne kilogramy, za każdym kolejnym razem udawało mi się przebiegać więcej. To nie było dużo więcej, ale każde kolejne 100 metrów cieszyło mnie, jakbym właśnie skończyła maraton. Pojawiła się mała iskierka nadziei, że jeśli będę trenować, w końcu dam radę. I tak kolejny kilometr, za kilometrem, kolejny kilogram, za kilogramem…

 

I to właśnie wtedy dowiedziałam się o parkrun. Najpierw udział brał w nim tylko Artur. W kolejne soboty wybierał się na bieg, a ja w tym czasie chodziłam na siłownię, na bieżnię. Słuchałam, jak z entuzjazmem opowiada mi o tym wydarzeniu, o panującej tam atmosferze, o tym, że nasi wspólni znajomi też biorą w tym udział, aż w końcu postanowiłam spróbować.  I to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Swój pierwszy parkrun przeszłam z kijami, w czasie 49:10. Pamiętam, jak mi wiele osób kibicowało, jak dopingowali mnie na trasie. Wszyscy weseli, uśmiechnięci, serdeczni. Choć pokonałam tę trasę jako ostania, czułam się jak zwycięzca. Na kolejnym już pobiegłam, pokonując trasę 5 km w oszałamiającym czasie 45:46. Ale cały czas biegłam! Nie zatrzymałam się ani na chwilę. Byłam wtedy z siebie taka dumna. Od tego czasu minęło już ponad 5 miesięcy, a ja z każdym biegiem urywam kolejne minuty z morderczego dla mnie wysiłku. Swój ostatni parkrun pobiegłam w czasie 37:28, ustanawiając swój kolejny rekord życiowy. W międzyczasie zaliczyłam oczywiście swojego Ptolemeusza, z czasem 80:33, wbiegając na metę zgodnie z ustaleniami sprzed roku. Codziennie dźwigam też o jakieś 30 kg mniej, niż rok temu.

 

joanna2

 

Ale, co najważniejsze! Nie chodzi tu w tym wszystkim o te wyniki, choć systematyczne postępy dają mi oczywiście dużo radości. Chodzi o wiele, wiele więcej. Dzięki parkrun poznałam wielu cudownych, wspaniałych ludzi, których prawdopodobnie nigdy bym nie spotkała. Tworzą oni fantastyczną społeczność parkrun, w której jest niesamowita siła i moc. Te nasze sobotnie spotkania mają niezwykłą siłę przyciągania. Za każdym razem mam wrażenie, jakbyśmy spotykali się w jednej, wielkiej rodzinie. Otrzymuję tam wiele wsparcia i z każdym biegiem buduję swoją wiarę w siebie. parkrun to nie wyścig. To tylko bieg. Jeśli już się ścigasz, to tylko z samym sobą, ze swoimi słabościami, blokadami, ułomnościami. I nigdy nie jesteś z tym sam!  Zresztą wcale nie musisz biec, bo trasę można przetruchtać, przejść z kijami czy też pokonać spacerem lub na wózku.  Można też dać coś od siebie, wybierając którąś z dostępnych ról wolontariackich. Taka praca dla innych daje naprawdę mnóstwo frajdy i satysfakcji, dlatego często angażuję się w organizację parkrun.

 

I po co ja to w ogóle piszę? Czy wydaje mi się, że moja historia jest tak niezwykła, że aż warta publicznego odtwarzania? Otóż nie! Piszę ją dla Ciebie. Tak, dla Ciebie. Być może siedzisz teraz w kącie, czytasz to i myślisz sobie: „No tak, ale przecież ja nie potrafię, nie dam rady”. Otóż mylisz się. Jedyna przeszkoda siedzi w Twojej głowie. Więc zaufaj mi, zarejestruj się, wydrukuj kod, wyjdź z domu i przyjdź na parkrun. Daj sobie szansę, na pewno nie pożałujesz.

 

Jeśli kiedyś spotkamy się w sobotę o 9:00, na którymś z parkrun, podejdź do mnie, podaj mi rękę i pozwól się uściskać. Będzie to dla mnie wielka nagroda, jeśli zostanę Twoją inspiracją, Po to właśnie powstał ten tekst. A zatem, do zobaczenia na parkrun!

 

Joanna Nowackaparkrun Kalisz

Prześlij znajomemu:

Skomentuj:

Webp.net-compress-image7

Jak parkrun rozprzestrzeniał się po świecie

W sobotę 6.10.2018 roku parkrunerzy na całym świecie obchodzili międzynarodowy dzień parkrun, celebrując jednocześnie 14 lat, które upłynęły od pierwszego wydarzenia mającego miejsce w londyńskim parku Bushy.     Od tego czasu parkrun urósł do więcej niż 1650  parkrunowych spotkań każdego tygodnia w dwudziestu krajach na całym świecie wraz z około 270 tysiącami ludzi chodzących,…

Sok z buraka

Jesienny dopalacz z warzywniaka!

Dożynki już za nami. Wprawdzie na parkrun nie biegamy po polach uprawnych, ale czasem zdarza się niektórym uczestnikom przynieść owoce lub warzywa, które pochodzą z prywatnej hodowli. Oprócz walorów smakowych i towarzyskich, jak wiadomo jedzone po 5km parkrun są najpyszniejsze!   Wspominam o tym ponieważ chcę dziś namówić was do częstszego korzystania z jednego z…