Nowości - 9th March 2018
Sekcje:

Wasze historie parkrun – Matylda Rychlewicz z Poznania

matylda2_lead

Cześć. Mam na imię Matylda i mam 43 lata.

 

Od 14 lat choruję na bardzo podstępną i nieuleczalną chorobę jaką jest Stwardnienie Rozsiane. Przez wiele lat byłam leczona w szpitalu wlewami dożylnymi ze sterydów, leków przeciwzapalnych i przeciwobrzękowych oraz przeciwbólowych. Gdy byłam w domu musiałam brać po kilkanaście tabletek, a z powodu silnych bóli głowy, mięśni i stawów dochodziłam nawet do 100 tabletek przeciwbólowych dziennie. Miałam problemy z chodzeniem – poruszałam się o kulach bądź o lasce. Do tego problemy z bolesną spastyką mięśni, problemy ze wzrokiem i równowagą. Około sześciu lat temu przeszłam dwa zapalenia mózgu, które spowodowały przyspieszenie choroby. W konsekwencji tego wylądowałam na rencie, straciłam pracę i cały mój świat się zawalił.

 

Kiedy pojawiła się pierwsza myśl o bieganiu? Dawno temu przed chorobą byłam aktywna fizycznie, jestem mistrzynią Polski w wioślarstwie z 1991 roku. Choroba spowodowała że moja aktywność była zerowa. Pewnego jednak razu, oglądając transmisję z Wings for Life, pomyślałam że fajnie byłoby tam pobiec, choć wydawało się to nierealne… ale… zaczęłam dużo spacerować i jeździć z synkiem na rowerze… aż pewnego dnia w październiku 2016 roku wyszłam późnym wieczorem na swój pierwszy bieg. To było straszne, gdyż nie byłam w stanie przebiec nawet 1 minuty. Maszerowałam, podbiegałam i nie byłam pewna czy tego właśnie chcę… Nie poddałam się jednak i raz w tygodniu wychodziłam na takie marszobiegi. W listopadzie przetruchtałam swoje pierwsze 2,5 km, gdzie jeden kilometr pokonywałam 10 minut! Ale jaka byłam z siebie dumna… I tak mijały kolejne miesiące, a z każdym treningiem było już tylko lepiej.

 

matylda3

 

Szukając informacji na temat biegania natknęłam się na stronę parkrun. Nie myśląc długo zalogowałam się, wydrukowałam kod i poszłam na swój pierwszy bieg. Byłam ostatnia, ale jaka dumna, że udało mi się pokonać tę ciężką trasę na Cytadeli z wieloma podbiegami. Poznałam wspaniałą atmosferę jaka panuje na parkrun, gdzie nikt nikogo nie osądza, a gdy dobiegasz na końcu otrzymujesz oklaski. Zakochałam się w tych sobotnich biegach po Cytadeli.

 

Gdy już potrafiłam trochę biegać przyszedł czas na realizację mojego marzenia o Wings for Life. I znów szukając informacji natrafiam na blog ON THE MOVE. No i jakoś tak wyszło że zapisując się na ten bieg przystąpiłam do tej grupy i to była najlepsza decyzja jaką wtedy podjęłam. Chris Kwacz stał się moim idolem biegowymi i do dziś mnie wspiera i motywuje. Bieg ukończyłam na 8 km, ale w momencie gdy Adam Małysz mijał mnie samochodem popłakałam się, gdyż zdałam sobie sprawę z swojego dokonania, że zrobiłam to, że teraz mogę wszystko i nic mnie nie zatrzyma. W tym roku też startuję.

 

matylda1

 

I tak przyszła pora na kolejne wyzwania. Zaczęłam startować w biegach na 5 km. Piewsze czasy to było ok 50 minut dziś najlepszym moim czasem jest 27,38. następnie zaczęłam biegać trasy 10 km. Pierwszym biegiem był bieg Niepodległości w 2017 który pokonałam z czasem 1:04:44. Byłam dumna. Kolejnym biegiem był bieg Powstania Wielkopolskiego pokonany z czasem 0:57:56. I znów zapragnęłam złamać swoje kolejne granice. Postanowiłam zdobyć Koronę Półmaratonów w 2018 roku. Dziś szykuję się do swojego debiutu w Warszawie 25 marca. I tak co miesiąc jeden półmaraton aż do zdobycia korony. A za rok marzę o zdobyciu Korony Maratonów.

 

Podsumowując. Zaczynałam jako osoba bardzo chora, gdzie niemożliwością stawało się wejście po schodach. Z powodu dużych ilości sterydów moja waga wynosiła 90 kg, dziś waga pokazuje 65 kg. Przebiegnięcie 1 km było związane z bóle i łzami, dziś biegam średnio od 10 km do nawet 18 km podczas treningu. Nadal uczestniczę w parkrun oraz innych imprezach biegowych, bo to świetna zabawa i niezłe treningi. Staram się motywować osoby chore nie tylko na SM i czasem widzę, że to się udaje i to mnie motywuje do działania.

 

matylda4n

 

Spełniam swoje marzenia stopniowo, wszystko robię z głową, a gdy organizm się buntuje, bo i tak czasem bywa zwyczajnie odpoczywam. Nie biegam by wygrywać, biegam dla siebie, dla zdrowia, dla przyjemności. Kocham obcowanie z przyrodą podczas biegania, nieważne czy upał, mróz czy pada, wtedy jest to czas tylko dla mnie, wyciszam swój umysł i biegnę przed siebie.

 

Chcę Wam swoja historią pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko siedzi w naszych głowach, bo ciało można wytrenować, a pozytywne nastawienie i wyznaczanie sobie celów powoduje że jesteśmy szczęśliwi z każdego nawet najmniejszego sukcesu. Mnie cieszy każdy aktywny dzień, bo wcześniej miałam tylko perspektywę wózka inwalidzkiego i zamknięcia w czterech ścianach domu. Dziś oddycham pełną piersią i tego Wam wszystkim życzę.

 

Pozdrawiam serdecznie

Matylda Rychlewicz
parkrunner A3090095

 

fot. Jarek Koperski

Prześlij znajomemu:

Skomentuj:

Wstęp

Grudniowe nowinki

Zanim wpadniecie w przedświąteczną gorączkę, buszując między sklepowymi półkami czy też urobicie się po łokcie kręcąc kolejną porcję pierników zapraszamy do lektury ostatniego w tym roku newslettera parkrun Polska, w którym znajdziecie garść inspirujących tekstów.   Jak poradzić sobie z brakiem słońca i jesiennym przygnębieniem receptę znalazła Agnieszka Pater. Jak uniknąć przeziębienia, kiedy wszyscy dookoła…

Morsy

Morsowanie po polsku

„To czyste szaleństwo! Oni tak uśmiechają się tylko do kamery. Zrobią selfie a potem ubierają palta, bo to przecież trzęsie z zimna od samego patrzenia”! – zawołał wujek delektując się skrótem z teleexpresowego newsa.   Kiedy słońce wchodzi w astronomiczny znak Morsusa na polskich plażach dzieje się rzecz niezwykła. Dotąd opustoszałe, zdziczałe po letnim sezonie,…