Nowości - 6th October 2018
Sekcje:

Uczestnik tygodnia Wiesław Laniecki z parkrun Gdynia

11

Rankiem w ostatnią sobotę na bulwarze nadmorskim w Gdyni z niewyjaśnionych przyczyn czas zatrzymał się na moment. Fale wstrzymały rozbijanie bałwanów w morskiej toni, wiatr ucichł nagle, wzbudzając niepokój przechodniów i nawet mewy zawisły w powietrzu oszołomione niespotykanym zjawiskiem. Po chwili na policzku oprócz przejmującego wiatru można było poczuć szmaragdowy blask. I to nie byle jaki! Tak bowiem lśniła piękna i wymarzona koszulka Wiesława Lanieckiego, który z dumą prezentował cyfrę 250 na plecach – niebagatelne osiągnięcie, będące przedmiotem westchnień przechodzących parkrunerów.

 

Przyjrzyjmy się bliżej jak do tego doszło…

 

8

 

1. Skąd dowiedziałeś się o parkrun?

 

O parkrun przeczytałem w internecie na stronie trojmiasto.pl. Zanim zdecydowałem się przyjść, minęło kilka tygodni.

 

Od kilku lat utrzymywałem w miarę przyzwoitą formę sportową, jeździłem rowerem, grałem w piłkę nożną i koszykówkę, trochę pływałem, nieśmiało stawiałem pierwsze kroki w długodystansowym bieganiu. Wcześniej masa mojego ciała przekraczała 115 kg, jednak przychodząc na parkrun byłem już o 25 kg młodszy. Dlatego łatwiej było podjąć próbę pokonania dystansu 5 km.

 

1

 

2.Co było tym punktem zwrotnym, który sprawił, że przestałeś się wahać i przyszedłeś?

 

Wcześniej słyszałem o biegach gdyńskich m.in. nocnym świętojańskim, myślałem o tym, żeby choć jeden raz się zmierzyć z takim dystansem. Byłem jednak zawsze bardzo słabym biegaczem długodystansowym, czułem się raczej sprinterem, jako młody chłopak trenowałem koszykówkę i siatkówkę, były nawet jakieś sukcesy, ale średnie i długie dystanse? Nigdy! Zawsze na szarym końcu Jednak zawsze marzyłem o tym, aby biec dłuższy okres czasu i czerpać z tego przyjemność.

 

3

 

3. Jak wyglądał Twój pierwszy parkrun?

 

Once upon a time… marzec 2012 roku, gdyński parkrun nr 21. Pierwszy parkrun to było dla mnie wielkie przeżycie. Chciałem dobiec do mety nie przechodząc nawet przez moment do marszu. Na starcie około dwudziestu biegaczy. Wielu profesjonalnie rozgrzewających się przed startem, ubranych w techniczne biegowe koszulki, na nogach buty biegowe. A ja w adidaskach z makro o nie do końca znanym przeznaczeniu, bawełnianej koszulce… Krótko mówiąc pełna amatorszczyzna. Dobiegłem z czasem 26:59, czułem się fantastycznie, dałem radę… Zamarzyłem o powtórzeniu tego wyczynu. Kilku kolegów, którzy przybiegli za mną w kolejnych edycjach parkrun, próbowało mnie w następnych biegach prześcignąć. Stałem się uczestnikiem konkurowania o coraz lepsze czasy. Nie ukrywam, że nakręcało mnie to niemiłosiernie. Wielu kolegów dziś jest naprawdę niezłymi biegaczami, jak np. Leszek G. (z którym często wspominamy trudne początki), ich wyniki są imponujące, jednak wówczas borykali się z niemałą nadwagą, czego dziś praktycznie nie sposób zauważyć. Takie były początki… trudne, ale dające możliwość otarcia się o wielką przygodę.

4

 

4. Jak odebrałeś parkrun?

 

Fantastycznie pozytywne zaskoczenie. Sądziłem, ze wszyscy biegacze skupieni są tylko na sobie, tymczasem było zupełnie odwrotnie. Zaskoczyło mnie przyjęcie „nowego”. Praktycznie po kilku chwilach poczułem się jak stary bywalec imprezy. Spotkałem też znajomego, Wojtka P…. który wprowadził mnie w tajniki biegu. No i w pierwszych biegach prowadził mnie na kolejne życiówki. Nie muszę dodawać co się działo w głowie.

 

5. Co sprawiło Ci największą przyjemność?

 

Po ukończeniu każdego biegu, nabierałem ochoty na dalsze treningi i czułem, że robię dla siebie coś bardzo wartościowego. Szybko zmienił się sposób mojego codziennego funkcjonowania. Poczułem pewność, że idę w dobrym kierunku. Pilot TV stawał się coraz bardziej odległym przedmiotem. Ponadto otwartość, życzliwość innych biegaczy zachęcała mnie, i nadal zachęca do częstego spotykania się na trasach biegowych, nie tylko w sobotę ale i w inne dni tygodnia.

 

6.Jak Twoi najbliżsi reagują na udział w parkrun?

 

Jestem szczęściarzem, nigdy nie było problemów z pogodzeniem biegania z innymi zajęciami czy aktywnościami. Pełne wsparcie mojego otoczenia pozwalało na realizację kolejnych, coraz bardziej ambitnych planów, z udziałem w biegach maratońskich włącznie.

 

12

 

7. Jak zachęciłabyś innych do udziału w parkrun?

 

To proste. Mówię zwykle „Spróbuj, bo jak mawiał klasyk: najtrudniej zamknąć drzwi”. Kiedy już jesteś po drugiej stronie, każda minuta daje Ci więcej niż pozostanie w domu przed telewizorem. Podjąłem kilka prób zarażenia innych moją pasją. Mam nawet w zachęcaniu do biegania, nie tylko w parkrun, małe sukcesy. Bardzo cieszyła mnie obecność mojej córki na cosobotnich biegach parkrun, która co prawda nie biega regularnie, ale wspólna piąteczka z Kasią, to było dla mnie zawsze wielkie wydarzenie. Zraziłem bieganiem m.in. brata… przypisuję sobie to, chociaż może troszkę na wyrost. Ponadto zaliczyłem kilka biegów na dystansie 10 km biegów z bliskimi osobami, w tym z Tą Najważniejszą. Myślę, że nie powiedziałem w tym zakresie jeszcze ostatniego słowa, zawsze kiedy tylko mogę zachęcam wszystkich do aktywności sportowej, przede wszystkim do biegania.

 

8. Jak parkrun wpłynął na Twój styl życia i aktywność?

 

parkrun diametralnie odmienił moje podejście do stylu życia. Inne aktywności zeszły na drugi plan, a kiedy przeżywam kryzysy biegowe, okresy przesytu czy wręcz zniechęcenia do biegania to parkrun jest tym „tlenem”, który utrzymuje mnie na powierzchni, dzięki czemu relatywnie szybko udaje się wracać do mocniejszego treningu.

 

9. Co Ci się podoba najbardziej na parkrun?

 

Prosta formuła. Możliwość obserwowania własnego progresu, również porównywania własnych wyników z innymi uczestnikami. Poziom dla każdego można dobrać wg aktualnych możliwości, ambicji czy po prostu zwykłej ochoty na towarzyską przebieżkę w konwersacyjnym tempie. Atmosfera i relacje z innymi biegaczami, bezcenne. W taki sposób zrodziło się mnóstwo nowych znajomości czy wręcz przyjaźni. Właściwie nie znam słabych stron biegów parkrun, dostrzegam tylko plusy dodatnie.

 

13

 

10. Najzabawniejszy lub najbardziej zapamiętany moment podczas parkrun?

 

Było ich sporo. Choćby bieg sylwestrowy z zapalonymi racami, gdzie razem z Krzysiem K. otrzymaliśmy „zakaz stadionowy”, na szczęście obowiązywał tylko na tydzień, więc można było w nowym roku znów pobiec w parkrunie. Ale też dzień w którym zaliczyłem dwa parkruny, 8.00 Gdynia, 10.00 Gdańsk a potem po południu „gdyńska dyszka” czyli półmaraton w trzech transzach.

Zapamiętam też mój parkrun w Londynie, gdzie mogłem poczuć klimat kolebki biegów parkrun. Nie był to co prawda Bushy Park, gdzie wszystko się zaczęło, a Beckton Park, ale jednak przeżycie niezapomniane.

 

 

11. Dlaczego warto być wolontariuszem?

 

Będąc wolontariuszem, masz okazję poznać praktycznie wszystkich uczestników biegu. Kiedy jedynie biegasz nie zawsze uda się poznać z tymi najszybszymi lub nieco wolniejszymi. A są to ludzie nietuzinkowi, no bo kto wstaje w sobotę rano, żeby w tak nieszablonowy sposób rozpocząć weekend… Bakcyla biegania połknąć zaczynając od wolontariatu, właściwie można bez trudu. Motywacją wreszcie może być fioletowa koszulka, która wyróżnia wolontariusza z ponadprzeciętnym stażem wśród tłumu biegaczy. Sam czuję wielki niedosyt, ponieważ w swojej kolekcji posiadam koszulki  „50”, „100” i „250”, a chciałbym też móc się pochwalić tą za wolontariat, bo to wielki zaszczyt i niekłamana frajda obserwować bieg z perspektywy wspierającego imprezę. Bieg organizowany przez biegaczy, dla biegaczy… Wielki szacunek dla tych, którzy czuwają nad organizacją biegu. Po prostu, nie ma szans na tak fantastyczną imprezę bez wolontariuszy, którzy zabezpieczają wszystkie organizacyjne obszary biegu. Uwierzcie, jest co robić, a pogoda niekiedy nie pomaga.

 

14

 

 

 

Marlena Adamusiak

foto parkrun Gdynia, parkrun Rumia

Prześlij znajomemu:

Skomentuj:

Wstęp

Grudniowe nowinki

Zanim wpadniecie w przedświąteczną gorączkę, buszując między sklepowymi półkami czy też urobicie się po łokcie kręcąc kolejną porcję pierników zapraszamy do lektury ostatniego w tym roku newslettera parkrun Polska, w którym znajdziecie garść inspirujących tekstów.   Jak poradzić sobie z brakiem słońca i jesiennym przygnębieniem receptę znalazła Agnieszka Pater. Jak uniknąć przeziębienia, kiedy wszyscy dookoła…

Morsy

Morsowanie po polsku

„To czyste szaleństwo! Oni tak uśmiechają się tylko do kamery. Zrobią selfie a potem ubierają palta, bo to przecież trzęsie z zimna od samego patrzenia”! – zawołał wujek delektując się skrótem z teleexpresowego newsa.   Kiedy słońce wchodzi w astronomiczny znak Morsusa na polskich plażach dzieje się rzecz niezwykła. Dotąd opustoszałe, zdziczałe po letnim sezonie,…