Nowości - 11th Grudzień 2018
Sekcje:

Morsowanie po polsku

Morsy

„To czyste szaleństwo! Oni tak uśmiechają się tylko do kamery. Zrobią selfie a potem ubierają palta, bo to przecież trzęsie z zimna od samego patrzenia”! – zawołał wujek delektując się skrótem z teleexpresowego newsa.

 

Kiedy słońce wchodzi w astronomiczny znak Morsusa na polskich plażach dzieje się rzecz niezwykła. Dotąd opustoszałe, zdziczałe po letnim sezonie, gdzie tylko słychać szum fal rozbijających się o falochron oraz skrzeczące mewy, zmieniają na chwile swe oblicze. Po piasku drepcze wesoła, rozentuzjazmowana grupa w kusych jak na tę porę roku strojach. Po solidnej rozgrzewce wchodzą do wody. Pingwiny? Nie tym razem. To morsy i foczki! Wchodzą, tylko po co? Jest przecież jesień z odczuciem solidnej zimy. O to zapytaliśmy Magdalenę Jędrzejak, Grzegorza Elmisia i Pawła Marcinko, zaprawionych w zimowych kąpielach ludzi Północy.

 

Grzegorz Elmiś: Moja przygoda z morsowaniem zaczęła się 4 lata temu. Od dawna siedziała mi w głowie myśl aby spróbować i na własnej skórze przekonać się czy to takie fajne i zdrowe jak mówią. Niestety zawsze kończyło się tylko na chęciach. Aż w końcu po jednym z niedzielnych spotkań biegowych i namowie morsów z grupy Helskie Morsy Cold Water wszedłem do wody, która miała wtedy około 4-5 stopni. Ten pierwszy raz jest bardzo ważny, trzeba zrobić to z głową, dużo ludzi wchodzi od razu na kilka minut, przez co strasznie marznie i tym się zniechęca. Ja zostałem poprowadzony przez grupę zgodnie z panującymi zasadami. Pierwsze wejście to około 30 sekund, wejście dowody odbyło się po krótkiej rozgrzewce. Po wyjściu z wody szybko się ubieramy i spijamy gorącą herbatkę z termosu. Kolejne wejścia stopniowo wydłużamy czas spędzony w wodzie, obecnie wchodzę na około 10-15 minut co w zupełności mi wystarcza. Przez ten czas udało mi się poznać wiele osób, które morsują od wielu lat i naprawdę wszyscy tryskają radością, prawie jak biegacze.

 

Czy to jest zdrowe? Osobiście myślę, że nie szkodzi, daje dużo radości, wpływa bardzo dobrze na moje stawy, które po około 3 000 – 3 500 km rocznie w biegu, potrzebują, jak ja to mówię, ,,trochę chłodzenia”. Do tego organizm się uodpornia na wszelkiego rodzaju przeziębienia i grypy. Jeśli nie macie problemów z sercem i płucami to namawiam wszystkich, którzy wahają się czy spróbować. Ja osobiście żałuję, że zdecydowałem się tak późno. Podobnie jak w bieganiu można poznać ciekawych ludzi na zlotach morsów, fajnie się bawić zwłaszcza w Helu który z trzech stron otoczony jest wodą. Myślę, że Wam się spodoba. Polecam i pozdrawiam. Biegacz Portowy Hel.

 

Elmiś1

fot. Grzegorz Elmiś

 

Magdalena Jędrzejak z Gdyni: Wchodzenie do wody w okresie jesienno – zimowym rozpoczęłam w październiku 2015 roku, kiedy to po upadku w czasie biegu redzkiego w lipcu pomógł mi wstać mors Krystian – wspomina. Uznałam to za znak, bo dotychczas należałam do grupy „chcę, ale się boję”. Od tej pory w „sezonie morsowym”, trwającym dla mnie od października do kwietnia, wchodzę do wody około 5-6 razy w tygodniu. Morsowanie ma szereg korzyści, dla mnie najważniejsze są dwie – zdecydowana poprawa nastroju, dzięki wydzielającym się endorfinom, oraz ulga dla mięśni, zwłaszcza po biegach długodystansowych. Stąd też polecam morsowanie biegaczom na każdym etapie swojej biegowej ścieżki.

 

Jeśli chodzi o budowanie odporności – nie jest tak, że morsy w ogóle nie chorują. Prawdą jest natomiast, że choroby mają łagodniejszy przebieg i zapadamy na nie o wiele rzadziej – zwłaszcza, jeśli chodzi o jesienne i wiosenne przeziębienia.

 

Jeśli chodzi o wskazówki i porady – morsowanie jest bardzo indywidualne i należy po prostu obserwować reakcje własnego organizmu. Ja regularne wchodzenie do wody zaczynam od początku października, ale znam osoby, które czekają do listopada lub nawet – do ujemnych temperatur powietrza. Przed wejściem do wody zaleca się rozgrzewkę, ale to w mojej ocenie również sprawa indywidualna. Są morsy które rozgrzewają się bardzo intensywnie, są takie, którym najbardziej komfortowo wchodzi się do wody bez rozgrzewki. Ja stosuję lekką rozgrzewkę lub wchodzę bez. Odmienne są również opinie odnośnie czasu przebywania w wodzie. Moim zdaniem lepiej posiedzieć w wodzie krócej, ale w miarę możliwości zażywać zimnych kąpieli regularnie. Natomiast chyba największe kontrowersje wśród morsowej braci wzbudza ekwipunek: buty – brak, „letnie”- czyli z siateczką, a może neoprenowe? Rękawiczki zakładać, czy nie? Ja buty zakładam, żeby nie poranić stóp, ale są to buty „letnie” – gumowa podeszwa i ażurowy wierzch. Rękawiczek nie zakładam, bo wkładając ręce do wody jestem w stanie wyczuć, kiedy organizm da sygnał do wyjścia z wody. Czapkę też mam w wodzie, bo przez głowę ciepło ucieka. Ale, jak podkreślam – to są sprawy bardzo indywidualne. Morsowanie ma być przyjemne i korzystne dla zdrowia, także w butach czy bez, w rękawiczkach czy bez nich – zapraszam do korzystania z tej formy aktywności fizycznej.

 

Morsy gdyńskie

fot. Magda z Facebooka – Pozytywna Wariatka

 

Jak na tę sprawę patrzą w Gdańsku?

 

Paweł Marcinko: Chęć spróbowania wejścia do wody poza sezonem letnim kiełkowała u mnie bardzo długo. Największą przeszkodą było to, że nie miałem z kim morsować. Jednakże kiedy okazało się, że znajomi biegacze chodzą się kąpać w morzu po parkrunie lub w niedzielny poranek. Rzuciłem hasło mojemu 12 – letniemu synowi Markowi, który nie boi się takich wyzwań i tak się zaczęło. Od tamtej pory, czyli od 2015 roku można powiedzieć, że regularnie morsujemy.

 

Dla mnie pierwsze wejście było wyzwaniem i nie jestem tutaj chyba wyjątkiem. Każdy zastanawia się jak to jest, zimą wejść do lodowatej wody? Jak się okazało jest to łatwiejsze niż latem wejść pod zimny prysznic. A im zimniej na dworze, tym woda okazuje się cieplejsza. Ja wiem dla niektórych to co mówię to może być herezja. Obecnie morsowanie jest to swoisty rodzaj ładowania baterii, hartowania organizmu. Chociaż w tym drugim przypadku, czytałem ostatnio, że działa to na zasadzie placebo. Ale pewnie te badania przeprowadzał ktoś, kto nigdy nie morsował. Po kąpieli organizm jest pobudzony, naładowany nową energią. Mogę stwierdzić też, że mniej choruję, a jeżeli tak, to przechodzę to „z godnością” i nie umieram jak każdy facet, który ma katar i przeważnie ma to miejsce na początku sezonu, zanim wejdę do wody.

 

Pewnie zastanawiacie się jak zacząć?

 

Warto skonsultować się z lekarzem, czasami osoby mają rożnego rodzaju przypadłości, które powodują, że morsowanie jest niewskazane. Jak ten krok będziemy mieli za sobą to szukamy grupy z którą będziemy morsować. Pamiętajmy, że w grupie raźniej, cieplej, a przede wszystkim bezpieczniej. Jeżeli trafimy na osoby, które uprawiają ice swimming, na pewno doradzą nam co mamy robić dalej. Pamiętajmy jednak, aby na morsowanie zawsze ze sobą zabierać czapkę, rękawiczki, dobrze jest mieć specjalne buty do wchodzenia do wody, najwięcej ciepła tracimy właśnie przez kończyny. Bardzo istotną sprawą jest też rozgrzewka, która pobudzi organizm, ale uwaga -  nie zmęczy. Unikajmy więc wchodzenia do wody po przebiegnięci sporego dystansu.

 

Pamiętajcie, że strach ma wielkie oczy i za pierwszym, czy drugim razem jest to zdecydowanie wyjście poza własną strefę komfortu. Ale dalej będzie już tylko lepiej i stanie się nałogiem, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Znam kilka osób, które nadały sobie etykietkę ZMARŹLUCH, a teraz pierwsze namawiają na morsowanie i pierwsze siedzą zimą w wodzie.

 

Marcinko4Fot. Paweł Marcinko

 

Po pierwszym morsowaniu, wieczorem byłem tak gorący, że żona wyrzuciła mnie z łóżka! Pierwszy raz po 30 latach małżeństwa – śmieje się Jan z Rumi, który morsową przygodę rozpoczął razem z żoną i zięciem w październiku tego roku. Zmierzyła temperaturę – nie miałem gorączki. W całą zimę zwykle chorowałem. Teraz nie mam takich problemów. Wchodzimy do wody razem z grupą. W grupie raźniej. Nie czuje się kłucia w nogi. Wchodzimy zwykle na 3 minuty, potem na minutę. Namawiam moich pracowników na morsowanie, ale jak na razie wolą łykać tabletki na przeziębienie.

 

Spacerując zimą po plaży przy pięknej wyżowej pogodzie, widok uśmiechniętych ludzi wchodzących do wody obudził we mnie pragnienie spróbowania tego na własnej skórze. Marzenie odłożone na Nowy Rok. A potem na kolejny. Aż w końcu, 1 stycznia po drugim parkrunie tego dnia, nie było sposobności by odwlekać to na później. Po 5 kilometrowej rozgrzewce chlup do wody. Dla spacerowiczów byłam pewnie atrakcją równą przepływającym łabędziom. Co się zmieniło od tamtej pory? Nie jestem już największym na świecie zmarzlakiem chodzącym wiecznie w wełnianych sukienkach. Delikatny katarek najmłodszego w rodzinie nie odbija się na trzydniowej walce o życie. Oszczędność na lekarstwach i wspaniała kondycja domowej pielęgniarki. Zmniejszenie stanów alergicznych. Jeśli chodzi o akcesoria, to ciepły ręcznik i czapka na głowę na pewno się przydadzą. Buty czy skarpetki neoprenowe – tak, jeśli nie jesteśmy pewni jakości podłoża, po którym stąpamy i obawiamy się o bezpieczeństwo stóp. Przyda się też coś pod stopy, kiedy ubieramy się po morsowaniu. Ciepły szlafrok łatwiej zarzucić na siebie niż obcisłe legginsy. Czas na kucie przerębli jeszcze mamy trochę czasu.

 

Marcinko2
Fot. Paweł Marcinko

 

Co się dzieje w kontakcie z zimną wodą?

 

Podczas morsowania dochodzi do zwężenia naczyń krwionośnych w naszym organizmie, co uruchamia procesy obronne i przyspiesza przemianę materii. Po wyjściu z lodowatej wody, naczynia ponownie się rozszerzają, a organizm, żeby zapobiec wychłodzeniu, musi uruchomić procesy grzewcze. To wszystko powoduje zwiększony metabolizm i szybsze spalanie kalorii. Morsując 2 razy w tygodniu przez cały sezon morsowania można zrzucić nawet 5 kg. Kąpiel w zimnym morzu hartuje ciało, poprawia pracę układu sercowo – naczyniowego, zwiększa ukrwienie skóry, zwiększa odporność, poprawia nastrój, przyspiesza regenerację mięśni. Regularne morsowanie sprzyja poprawie stanu skóry, łagodzi reakcje alergiczne i opóźnia procesy starzenia skóry, redukuje cellulit. Osoby zażywające zimowych kąpieli tryskają pozytywna energią, radością życia. Nie straszne im zimowe smutki, czy depresje. Są pewniejsi siebie.

 

To trzeba poczuć na własnej skórze!

 
Marlena Adamusiak
fot. Aleksandra Marcinko

Prześlij znajomemu:

Jack

Z parkrunem przez świat: Azja wg Jacka

Dotychczas planując urlop szukałem zawsze czy czasem w okolicy nie odbywają się jakieś biegi zorganizowane. W tym roku było jednak inaczej. Był plan na urlop w Azji, konkretnie Krabi w Tajlandii, ale co do podróży nie. Kiedy LOT ogłosił promocje na bilety do Singapuru – decyzja mogła być tylko jedna – lecimy i biegniemy parkrun…

wiosna

Jak zmienić wiosenne odchudzanie w szczupłe lato ?

parkrun dla sporej grupy osób jest metodą na zgrabniejszą sylwetkę. Liczy się bowiem nie tylko co tygodniowe bieganie lub truchtanie, ale także spotkanie ze znajomymi i podzielenie się doświadczeniami.  Wyrażenie swoich klęsk i małych sukcesów, a także poszukanie wsparcia. Bowiem dla wielu osób bycie na diecie oznacza okres niekończących się tortur. Mniejszych lub większych, ale…