Nagrody, Nowości - 26th Październik 2016
Sekcje:

Konkurs ‘Moja historia z parkrun’ rozstrzygnięty!!!

rsz_timex

Zgodnie z zapowiedzią przedstawiamy Wam rozstrzygnięcie konkursu ‘Moja historia z parkrun’, który ogłosiliśmy dwa tygodnie temu. W odpowiedzi na konkurs otrzymaliśmy ponad 40 prac, za które serdecznie dziękujemy wszystkim ich autorom. Po raz kolejny okazało się, że nasi uczestnicy mają nie tylko smykałkę do biegania ale również talenty literackie!

 

Wszystkie nadesłane prace były ciekawe, więc nasza kapituła, w skład której weszło 5 koordynatorów lokalizacji parkrun Polska, stanęła przed nie lada wyzwaniem. Po burzliwych obradach oraz zastosowaniu systemu punktowego podobnego do tego, który stosowany jest podczas Eurowizji, udało się wyłonić dwie prace, które zdaniem naszych jurorów w najbardziej ciekawy i osobisty sposób przedstawiały historię z parkrun.

 

Mamy więc ogromną przyjemność ogłosić, iż zwycięzcami konkursu zostają Małgosia Siata z parkrun Chrzanów oraz Ksawery Szczepanik z parkrun Warszawa-Praga! Gratulujemy naszym zwycięzcom! Dla Małgosi oraz Ksawerego mamy nagrody ufundowane przez Timex Group Polska, którymi są zegarki biegowe Timex Ironman Run x20 z GPS. Nagrody prześlemy do Was pocztą.

 

Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie. Mamy nadzieję, że w dalszym ciągu parkrun będzie towarzyszył Wam jako regularna część Waszych historii. Dziękujemy również naszej kapitule za czas poświęcony na ocenę prac oraz werdykt.

 

Zwycięskie prace prezentujemy poniżej:

 

Moja historia z parkrun – Małgosia Siata, parkrun Chrzanów

(czyli siła motywacji z przymrużeniem oka)

W grudniu ubiegłego roku doznałam strasznego szoku,

gdy w każdą sobotę z rana budziłam się w łóżku sama.

Mąż wracał zadowolony, wymęczony i spocony.

Jak tu walczyć z takim stanem, gdy on zdradza mnie … z parkrunem?

Myślę sobie – ja pinkole. Wygoniłam z getrów mole.

Mówię, nic mi się nie stanie, gdy podejmę też wyzwanie.

I tak oto co sobotę mamy frajdę i robotę.

Razem po lesie sapiemy, świeże powietrze łapiemy.

No i biegam za nim żwawo, myślę sobie super, brawo.

Choć rekordu nie pobiłam, to pięć kilo gdzieś zgubiłam.

Byłoby też w dobrym tonie pobiec kiedyś w maratonie.

Ale po co męczyć gnaty. Parkrun – maraton na raty.

I choć czasem tchu brakuje, pot się leje, krew pulsuje,

na mecie jest satysfakcja, gdy wygrywa motywacja.

Kondycję wolno buduję, bo choć w płucach lata czuję,

życie na lepsze się zmienia, gdy pokonam swego lenia.

Satysfakcja niesłychana, kiedy można zaraz z rana,

spotkać fajnych ludzi kupę, przy okazji ruszyć … się

A biegacze parkrunowi zawsze weseli i zdrowi,

bo kondycję dobrą mają i się dużo uśmiechają.

Trochę jednak smutno było myśleć, że gdy nam tak miło

i wesoło ranek leci, w domu są samotne dzieci.

Kasą żeśmy więc ruszyli. Trzy pary butów kupili

i czy deszcz, czy słońce świeci, cała trójka z nami leci.

A nasze córki ambitne. Może w sporcie niewybitne,

ale mamę poganiają. Wciąż nowe rekordy mają.

Tak oto nasz rodzina wciąż z parkrunem sztamę trzyma.

A kto był z pewnością powie: „SUPER PARKRUN jest w Chrzanowie!”

 

Moja historia z parkrun – Ksawery Szczepanik, parkrun Warszawa-Praga

Ocknąłem się w miejscu, które mogło być Parkiem Skaryszewskim. Czy naprawdę nim było, nie miałem pewności – byłem zbyt “zmęczony” po ostatniej nocy w Plażowej. Zobaczyłem ją nieopodal. Robiła skłon. Mnie nie udawało się to już od paru lat. Była wyjątkowa. Nie ma co, to Jej co weekend szukałem w stołecznych klubach. Spięła włosy i odbiegła. A ja… ruszyłem za nią.

Dołączyliśmy do kolorowej zgrai pośród lip. Co tam robili i co wykrzykiwał zabawny pan z tubą nie wiem. Wolałem patrzeć jak Ona zmyka oczy i głęboko oddycha. Najwyraźniej denerwowała się bardziej niż ja.
-Siemeczka, wypaliłem. Spojrzała na mnie bezwiednie. Odniosłem wrażenie, że w czymś jej przeszkadzam. Wtedy zza mnie padło “start” i ludzka magma ruszyła, zabierając mnie z jej pola widzenia.  Jej koński ogon momentalnie znikł mi z oczu. Ale ja… nadal go widziałem. I biegłem za nim przez kolejne… 45 minut! Do mety dotoczyłem się przy ogłuszającym aplauzie kolorowych. Jako ostatni. Pan ze stoperem poprosił mnie o kod.

- Chodzi o pin? wysypałem.

- To jest parkrun, przyjacielu, nie mów, że zapomniałeś kodu?

Kolorowi wybuchnęli śmiechem. Opadłem na asfalt z nadzieją, że to jednak sen. Wtedy w moim kierunku wysunęła się dłoń:

- Chodź na zdjęcie, powiedziała Ona patrząc na mnie z rozbawieniem.

Stanęliśmy obok siebie. Poczułem, że mogę biec kolejne 5 km. Migawka.

- Zobaczymy się jeszcze? odważyłem się, kiedy biegacze zaczęli się rozchodzić

- Jasne. Za tydzień o tej samej porze, uśmiechnęła się i odbiegła.

Prześlij znajomemu:

Wstęp

Wakacje! Bez dwóch zdań – uwielbiam!

Kiedy zza ołowianych chmur, ze wszystkich sił, słońce próbuje przebić  się promieniami, kiedy po raz kolejny stacza przegraną walkę z mrokiem płaczącego świata, to znak, że osiągnęliśmy pełnię lata nad polskim morzem. Jutro pewnie będziemy uciekać przed nadmiarem stopni, a dziś korzystając z chwili wytchnienia zapraszam do lektury najnowszego biuletynu parkrun Polska.   Co ciekawego…

Ambasadorzy

Poznaj ambasadorów parkrun Polska: zespół wsparcia graficznego

parkrun to sposób na aktywne spędzenie sobotniego przedpołudnia, to nowe przyjaźnie i znajomości, poznanie i rozwijanie swoich sportowych pasji oraz możliwość realizacji siebie w organizacji sobotnich spotkań. Jest również świetnym sposobem na pokonywaniem własnych słabości i integrację lokalnych społeczności. Daje również możliwość włączenia się w rozwijanie inicjatywy i wspieranie kolejnych uczestników oraz społeczności w roli…