Nowości, Uczestnik tygodnia - 31st Październik 2016

100 biegów parkrun na boso

AP

Bieganie boso lub w obuwiu minimalistycznym staje się coraz bardziej popularne, jako powrót do korzeni. Według zwolenników biegania naturalnego – bliski kontakt stopy z podłożem wzmacnia mięśnie, więzadła oraz zabezpiecza nasze stopy przed kontuzjami. To, że bieganie boso jest  pozytywne, nie ulega wątpliwości. Kwestią jest to, czy robi się to z głową.

 

W końcu pokonywanie maratonów bez butów – jak robi to Paweł Mej znany jako bosy biegacz nie jest bezpieczne. Może to się skończyć dużymi kłopotami zdrowotnymi, o czym nie raz przekonał się biegacz z podbocheńskiego Baczkowa. Oczywiście zdarzają się przypadki fenomenalne jak maratońska historia Abebe Bikilii, który był żołnierzem gwardii przybocznej cesarza Etiopii, Haile Selassie. Człowiek bez imienia, bo tak nazwano Etiopczyka, w 1960 roku wystartował na igrzyskach olimpijskich w Rzymie. Zdobył złoty medal oraz pobił rekord świata na królewskim dystansie. Przebiegnięcie boso maratonu zajęło mu jedynie 2 godziny i 15 minut! Podobnym przykładem szybkiego biegania boso może być Stanisław Marzec z Nałęczowa – potrafiący przebiec 10 km poniżej 30 minut, czy półmaraton w 1 godzinę i 9 minut. Są to jednak jednostki i nikt nie powinien powyższych biegaczy naśladować. Dotyczy to zwłaszcza osób otyłych, które biegają w obuwiu bez zabezpieczeń – szybko porzucą przygodę z bieganiem ze względu na ból stawów oraz kolan. To samo ma się z biegaczami mającymi wady postawy. Tak jak to zostało to już wspomniane – bieganie boso ma swoje zalety, jednak nie należy przesadzać z kilometrażem. Biegajmy na płaskim i w miarę miękkim podłożu.

 

Świetnym przykładem biegania na boso może być Andrzej Pilski z Fromborka, który jest stałym uczestnikiem pomorskich biegów parkrun i praktycznie zawsze chodzi i biega boso. Warto dodać, że prywatnie pan Andrzej jest uznanym astronomem i byłym kierownikiem Planetarium Mikołaja Kopernika we Fromborku. Wraz z żoną został m.in. uhonorowany medalem im. Włodzimierza Zonna za popularyzację astronomii. W ostatnią sobotę Andrzej ukończył (na boso) setny parkrun i z tej okazji, obok gratulacji, przypominamy wywiad, jakiego udzielił nam Andrzej w lutym tego roku.

 

Od kiedy zaczął Pan biegać boso?

 

Regularnie biegam od kwietnia 2014 roku. Wcześniej przymierzałem się do biegania poprzez marszobiegi oraz stopniowe wydłużanie dystansu. Od razu dodam, że nigdy nie biegałem w butach. Chyba, że musiałem gonić autobus…

 

Dlaczego właśnie boso, a nie w tradycyjny sposób, czyli w butach?

 

Dla mnie to było naturalne. Chodzę boso codziennie od prawie 7 lat. Wcześniej również chodziłem bez butów, ale tylko w czasie wolnym i to głównie latem. Gdy spróbowałem biegać, to było oczywiste, że zrobię to boso.

 

Długo trzeba było przyzwyczajać stopy do takiego wysiłku?

 

Nie, bo były już przyzwyczajone. Była tylko kwestia przyzwyczajenia ich do biegania. Byłem nawet zaskoczony, że bieganie po trudnych, chropowatych nawierzchniach jest łatwiejsze i mniej bolesne, niż chodzenie po nich. Może dlatego, że stopa ma krótszy kontakt z kłującym podłożem.

Na co trzeba zwracać szczególną uwagę podczas biegania boso, aby nie zrobić sobie krzywdy?

 

Na pewno trzeba obserwować podłoże. Podczas biegu jest to nieco trudniejsze, niż przy chodzeniu, ale jakoś udaje mi się dostrzegać kawałki szkła czy metalu. Co ciekawe, nigdy nie doznałem skaleczenia podczas biegu. Natomiast gdy chodzę, to dwa razy w roku trafi się mała rana w stopie. Generalnie, podczas chodzenia oczy mam wyczulone i monitorują one teren automatycznie. Czasem mam wrażenie, że moje stopy widzą, bo otrzymuję sygnał, że mam uważać, zanim uświadomię sobie rodzaj zagrożenia. Podczas biegów masowych jest łatwiej, bo zwykle biegnę z tyłu i ewentualne ostre rzeczy są już rozdeptane, albo wbiły się w buty biegaczy przede mną. Wiadomo, że buty rozleniwiają mięśnie stóp i przechodząc do biegania boso, trzeba te mięśnie na nowo uruchomić, prawie jak po zdjęciu gipsu. Wiem, że wielu trenerów traktuje bieganie boso, jako element treningu, aby wzmocnić mięśnie stóp. Próbując biegać boso trzeba po prostu słuchać organizmu, bo niewłaściwe bieganie zwyczajnie boli. Nie można biec długimi krokami lądując na pięcie. Dla bosych stóp jest to zbyt bolesne. Biegnie się krótszymi krokami, lądując na śródstopiu i lekko uginając kolana. Ciało robi to automatycznie, szczególnie gdy podłoże jest nierówne. Widziałem wielu biegaczy w butach, którzy stosują ten sposób biegania. Czytałem, że zalecane jest tempo 180 kroków na minutę. Nie liczyłem, ale biegnę w rytmie walczyka: 3 kroki na wdech i 3 kroki na wydech.

 

Biega Pan i maszeruje boso nie tylko w okresie letnim, ale o każdej porze roku. Wiele osób nie wyobraża sobie biegania bez butów, nie mówiąc już gdy temperatura powietrza jest grubo na minusie. Jak stopy reagują na kontakt z tak lodowatą powierzchnią?


Biegać po śniegu jest łatwiej niż chodzić, bo stopa krócej styka się z lodowatą powierzchnią i podczas biegu jest bardziej rozgrzana. Większym problemem jest dla mnie czekanie na start przy mroźnej pogodzie. Bieganie boso po śniegu jest bardzo przyjemne. Wymaga pewnego przyzwyczajenia, ale nie tak dużego, jak mogłoby się wydawać. Większość czasu zimą spędzam przecież w ogrzewanych pomieszczeniach. Wystarczy więc wychodzić co pewien czas boso na śnieg, robić krótkie przebieżki i wracać do ciepła. Stopniowo zwiększa się tolerancja skóry na zimno i można biegać dłużej. Zawsze trzeba planować takie bieganie i uważać na sygnały organizmu, by nie dopuścić do wyziębienia. Pomaga cieplejsze ubranie, np. dodatkowe getry na legginsy, tak by ciepło uciekało tylko przez stopy, a nie wcześniej. To jest zresztą dodatkowa korzyść, bo ciepło powinno być oddawane przez końcówki palców – wtedy krwiobieg jest prawidłowy.

 

Najniższa temperatura podczas której Pan biegł boso?

 

Nie pamiętam, chyba było to 8 stopni mrozu. Kiedyś wyszedłem boso do sklepu przy 18 stopniach mrozu (bo zawsze mnie bawi, jak śnieg mocno skrzypi pod bosymi stopami, a do skrzypienia potrzebny jest duży mróz). Pięć minut szedłem chodnikiem, a następne pięć minut było ogrzaniem stóp w sklepie i znowu kolejne pięć minut z powrotem. Z taką temperaturą już nie ma żartów. Większym problemem są zimą chemikalia sypane na chodniki. Sam śnieg przy kilkustopniowym mrozie jest suchy i wydaje się dużo cieplejszy, niż posolona breja, która jest wilgotna.

 

A która z powierzchni jest najtrudniejsza: asfalt, szuter czy np. żużel?

Najtrudniejsze są wszystkie powierzchnie, gdzie na twardym podłożu rozsypane są drobne okruchy żwiru, często o ostrych krawędziach jak szuter czy żużel świeżo wysypany. Gdy się już udepcze, jest łatwiej. Niestety coraz częściej ścieżki są posypywane ostrym żwirem, bo łatwiej uzyskać taki z kruszarki, niż wybierać zaokrąglone kamyki z rzeki czy żwirowni. Jako koszmar wspominam taką ścieżkę parkrunu w Eastbourne, w Anglii. To był jedyny przypadek, gdy już byłem gotów biec w butach. Mam takie minimalistyczne na wszelki wypadek. Ale pierwszy kilometr był po trawie, więc wziąłem buty do ręki, aby założyć, gdy już nie będę mógł wytrzymać. I jakoś dotrwałem boso do mety. Trudne są też ścieżki nad jeziorem Ukiel, gdzie organizowane są biegi w Olsztynie. I początkowy fragment parkrunu w Gdańsku. Asfalt jest w porównaniu z taką ścieżką idealny. Najlepsza jest oczywiście trawa, dlatego uwielbiam parkrun Winchester, gdzie zacząłem bieganie. Prawie cała trasa jest po trawie.

 

Biegnie boso zapewne wymaga sporej pelengacji stóp. Stosuje Pan jakiś specjalne żele, maści, aby pięta nie rogowaciała lub nie pojawiały się otarcia czy pęcherze?

 

Otarcia się nie pojawiają. Pęcherz zrobił się tylko raz, dopiero niedawno, przed i pod paznokciem na dużym palcu podczas biegu na 10 km w Olsztynie, ale to była trudna trasa. Problemem jest tylko pękanie skóry i to nie tylko na krawędziach, ale i na podeszwie. Próbuję różne maści, ale idealnej jeszcze nie znalazłem. Łatwiej mi się biega, gdy jest wilgotno: wtedy skóra nie pęka.

 

Najdłuższy dystans jaki zdołał Pan pokonać boso?

 

Maraton, czyli 26 mil od katedry w Salisbury do katedry w Winchester, ale to był marsz z krótkimi fragmentami biegu. Teren pagórkowaty, dużo ścieżek gruntowych, ale i sporo sfatygowanego asfaltu i czasem żużel. Część trasy biegła starymi drogami rzymskimi i żałowałem, że nie były w oryginalnym stanie, lecz pokryte asfaltem. Obserwowałem, jak wędrowcy w butach mieli dużo większe problemy: pęcherze, otarcia. Biegiem pokonałem dystans półmaratonu treningowo.

 

Dlaczego warto biegać boso?

 

Trudno mi powiedzieć, bo ja biegam dlatego, że lubię. Bez butów jest mi lżej, stopy nie pocą się nadmiernie, nie ma problemów z kałużami, gdy jest deszczowo. Pamiętam towarzyski, bosy bieg w Kensington Gardens i w Hyde Parku w Londynie, gdzie większość biegaczy biegła prosto przez kałuże. Tam właśnie spotkałem ultramaratończyka, który nękany kontuzjami zaczął biegać boso i zauważył, że kontuzje przestały go dręczyć. Od niego i z lektur w internecie dowiedziałem się, że bieganie boso mniej naraża organizm na kontuzje. Ponadto bieganie boso ułatwia nawiązywanie znajomości, bo zawsze ktoś się zainteresuje i jest temat do rozmowy.

 

Jakby Pan zachęcił pozostałych biegaczy do spróbowania biegania boso?


Próbowałem, ale większość się boi. Raz tylko udało mi się namówić kilka osób z parkrun Kędzierzyn-Koźle, ale tam są leśne ścieżki i łatwiej. Skończyło się jednak na jednym biegu. To trzeba polubić. Znam osoby, które regularnie biegają boso, ale większość w Anglii, a nie w Polsce. Namawiałbym przede wszystkim do biegania boso po plaży. W Trójmieście są do tego warunki. Jednak rzadko spotykam na plaży bosych biegaczy, gdyż większość woli biegać w mokrych butach. Może niech tak będzie – niech każdy robi to, co lubi.

 

Maciej Gach

Prześlij znajomemu:

parktober-Final-1080Artboard-8-100

parkrunoctoberfest przybywa!

Podczas międzynarodowych obchodów 16. rocznicy powstania parkrun, dołącz do nas, na wyjątkowy miesiąc naszej społeczności, spędzania czasu na świeżym powietrzu i aktywności fizycznej na parktoberfest.   Czy szukałeś okazji do zabawy, spacerów, truchtania lub biegania w swojej okolicy? Coś, co jest darmowe, łatwe do zrobienia i nie wymaga żadnego doświadczenia ani wyszukanego sprzętu?   Już…

15th anniversary_cover

parkrun ma 16 lat!

W sobotę 2 października 2004 roku 13 biegaczy i 5 wolontariuszy przybyło do Bushy Park w Teddington w Londynie na bezpłatny bieg na 5 kilometrów z pomiarem czasu, znany wówczas jako Bushy Park Time Trial. Nawet nie zdawali sobie sprawy, co rozpoczęli.     16 lat później ponad 4,4 miliony ludzi na całym świecie ukończyło parkrun…