Nowości, Uncategorized - 13th Grudzień 2016
Sekcje:

Turystyka parkrun: Dariusz Niedzielski oraz Agnieszka Kijak z wizytą w Wolbromiu

14138788_1805883313025918_7427327032718115293_o

 

Do Wolbromia udałem się przy okazji weekendowego pobytu w Krakowie, gdzie miałem zaplanowane trzy biegi – piątek Bieg Nocny 10 km, sobota parkrun Wolbrom oraz w niedzielę Cracovia Maraton. Od piątku strasznie lało także piątkowe zawody biegłem w nieziemskiej, aczkolwiek klimatycznej ulewie.

 

W sobotę od rana oczywiście też deszcz, więc przez chwilę zacząłem rozważać, czy by nie pobiec jednak w parkrun Kraków. Ponieważ jednak “It never rains on the parkrun day“, to miałem nadzieję, że chociaż przed samym biegiem nie będzie padać. Z tą optymistyczną myślą wyruszyłem w ulewie na bus. Podróż z Krakowa trwała około godziny.

 

Po wysiadce naszły mnie dwie myśli: “nie pada” i “jak ja stąd wrócę do Krakowa”. No, ale powrotem będę się martwił po biegu, pomyślałem, teraz trzeba zlokalizować start, co nie było łatwe. Chodziłem, szukałem i nic, ani jednego biegacza, żadnej flagi parkrun, nawet przechodnia. Była 8:40 i zacząłem panikować, że jestem w złym miejscu albo co gorsza, że odwołano bieg (trzeba było biec w Krakowie!!!). Zacząłem gorączkowo szukać informacji w necie, gdy podjechał pierwszy samochód z biegaczami; odetchnąłem z ulgą, że jednak będę się ścigał. Z minuty na minutę przybywało coraz więcej biegaczy.

 

Wszyscy żyli biegowym weekendem, więc rozmów było co niemiara. Oczywiście jako “przyjezdny” byłem zagadywany; najbardziej w pamięci utkwiło mi pytanie jednego biegacza: “chciało Ci się do nas przyjechać z tak daleka?” Chciało się! Tymczasem padł sygnał: “wspólna fotka” i wystartowaliśmy. Początek przez cały czas w dół, wąsko, pełno korzeni, ślisko. Biegłem z przodu, bodajże na czwartej pozycji. Zaczęły się podbiegi i tak na zmianę góra/dół. Było ciężko, ale za to pięknie – widoki rekompensowały wysiłek – uwielbiam biegać w lesie, w dodatku tak urokliwym.

 

Trasa jest na stałe oznaczona drewnianymi tabliczkami, więc nie sposób się zgubić, tym bardziej, że praktycznie wiedzie prosto przez 2,5 km, gdzie następuje nawrotka. Trzeba zaznaczyć, że nawrotka nie jest “ostra” jak np. na parkrun Wrocław, ale podobna do tej z parkrun Tczew, czyli łagodne obiegnięcie polanki. Po nawrotce znów góra/dół aż do samej mety, z tym że finisz jest pod górę. Garmin w lesie świruje i pokazuje mi abstrakcyjne tempo, więc nie ma niego co liczyć, z reszta jak zawsze w gęstym lesie. Gdy dobiegłem do ostatniego podbiegu, na którego szczycie jest meta, nadal byłem czwarty. Podjąłem jednak atak i po zaciętej walce zameldowałem się na mecie na trzeciej pozycji z czasem 21:13. Bieg ukończyło 47 biegaczy, czyli frekwencja odbiegła od średniej liczby uczestników na tydzień, która wynosi 55.

 

Podsumowując, parkrun Wolbrom, to jedna z fajniejszych parkrunowych tras na jakiej było mi dane biec, a mam ich na koncie już (albo dopiero) 26. Ujęła mnie bardzo sympatyczna i rodzinna atmosfera panująca przed biegiem, jak i po nim, do tego piękna i trudna trasa. Jedyne do czego mogę się „przyczepić” to to, że nie dano mi zwyciężyć. Jeżeli ktoś lubi piękno przyrody i lubi biegać, gdy nie jest łatwo, to ta trasa jest idealna. Na pewno tu jeszcze wrócę powalczyć o zwycięstwo.

 

Dzięki informacjom organizatora do Krakowa wróciłem bez problemu. ;)

 

Dariusz Niedzielski

 

A oto relacja Agnieszki:

 

Ponieważ zawsze i wszędzie się gubię, przed wyjazdem o wskazówki zapytałam Darka, który już wcześniej odwiedził lokalizację parkrun Wolbrom. Wytłumaczył mi tak szczegółowo, jak dojechać busem z Krakowa, że nie miałam szans zabłądzić. Nie pamiętał tylko rozkładu jazdy, zresztą wydawało mi się, że kierowcy tych busów i tak jeżdżą, jak chcą, bo po tym, jak kupiłam bilet i usiadłam, ruszyliśmy.

 

Na miejsce dotarłam dużo wcześniej niż planowałam (miejsce zbiórki jest zaraz za tabliczką Wolbrom), więc pokręciłam się trochę po okolicy. Wiedziałam, że trasa wiedzie przez las, ale bałam się tam zagłębiać. Na szczęście już po 8.00 zaczęli pojawiać się organizatorzy. Przywieźli puchary, nagrody, medale, ciasta… a wszystko dlatego, że trafiłam na urodziny lokalizacji. Część tych rzeczy wyładowywali na parkingu, a część po drugiej stronie, gdzie – jak się później dowiedziałam – miała być część pobiegowa.

 

Stałam trochę z boku, kiedy podszedł do mnie koordynator. Zastanawiałam się, czy mnie zna, skoro zagadał i skąd mnie zna, skoro zagadał. Okazało się, że nie zna, tylko na koszulce przeczytał, że jestem z Poznania. Porozmawialiśmy chwilę. Dziwił się, że z tak daleka przyjechałam, więc wyjaśniłam, że jestem na weekend w Krakowie. Potem opowiedział o trasie, mówiąc, że jest trudna. Spytał, jak szybko biegam i zasugerował, że powinnam sobie doliczyć trochę czasu do tego, w którym normalnie pokonuję 5 km. Ucieszyła mnie informacja, że w Wolbromiu nie ma wiele zakrętów, tylko jedna nawrotka, więc nie zgubię się w lesie. Co do trudności, to weszłam wcześniej do lasu i widziałam, że rzeczywiście może nie być łatwo. Tak czy inaczej – jak zazwyczaj w podróży – postanowiłam wystartować spokojnie i zobaczyć, jak się uda pobiec. Przed startem nagrodzono zwycięzców pierwszego sezonu: najlepsze kobiety, najlepszych mężczyzn, najlepszego juniora oraz najbardziej udzielającego się wolontariusza. Zrobiono pamiątkowe zdjęcia i mogliśmy wystartować.

 

Poleciałam rzeczywiście spokojnie, chociaż wszyscy gnali, bo start był z górki. Potem było trochę gorzej, bo okazało się, że na trasie jest bardzo dużo korzeni. Ale jakoś lekko mi się biegło i utrzymywałam tempo. Wyprzedzałam dużo osób zarówno przed nawrotką, jak i po niej. Nawrotka bardzo mi się podobała, bo polegała na obiegnięciu polany a nie zawróceniu przy szlabanie czy pachołku. Z powrotem było trochę ciasno, bo ścieżka dość wąska. Długo biegłam za jednym chłopcem i trochę wstyd go było nie wyprzedzić, więc w końcu, jak się luźniej zrobiło, to mi się udało. ;-) Dalej minęłam jeszcze kilka osób.

 

Garmin zgubił sygnał w lesie i do końca nie wiedziałam, jak daleko jeszcze do mety. Na ostatnim podbiegu, który był takim miłym zbiegiem na początku, spotkałam trzech biegaczy. Jeden szedł, a dwóch próbowało podbiegać. Wyprzedziłam wszystkich. Potem dobiegłam do jeszcze jednego, ale pomyślałam, że go nie wyprzedzam, bo jeszcze się zgubię. Po chwili jednak zobaczyłam znajomą ścieżkę po prawej stronie (tam to był dopiero podbieg, na który jednak nie wbiegaliśmy) a potem baloniki, którymi udekorowano okolice mety i startu z okazji Biegu na Zakończenie Lata, który odbywał się tego dnia w ramach parkrun Wolbrom.

 

Koordynator poinformował, że z tej okazji burmistrz ufundował puchary dla trzech pierwszych: kobiet, mężczyzn oraz juniorów. Puchary miały zostać wręczone dopiero o 18.00 na rynku z okazji Dni Wolbromia. Na mecie okazało się, że to ja byłam pierwszą kobietą. Pucharu nie mogłam osobiście odebrać, ale został mi on później przez koordynatora specjalnie dostarczony. A tego dnia mogłam jeszcze uczestniczyć w imprezach towarzyszących, czyli biegu dziecięcym, po którym wszystkie dzieci zostały nagrodzone medalami i słodyczami, oraz Biegu na Szpilkach.

 

Zostałam także zaproszona na część pobiegową, czyli wspólne świętowanie I rocznicy powstania lokalizacji. Jedna z wolontariuszek powiedziała, że ktoś nazwał ten parkrun „dzikim”. Koordynator dodał, że u nich nie wszyscy biegają, mając na myśli to, że uczestnicy, oprócz tego, że pomagają w organizacji, biorą udział chodząc z kijkami czy po prostu spacerując przez całą trasę. Parkrun „dziki” czy nie, mnie się bardzo podoba.

 

Agnieszka Kijak

 

Prześlij znajomemu:

parkrun Ogród Saski 11

7 razy “p” jak parkrun – parkrun Ogród Saski, Lublin

parkrun to ludzie! To ich energia i zaangażowanie tworzą tę niezwykłą atmosferę, która przyciąga nas w sobotnie poranki na biegi, truchtanie, maszerowanie. Dziś chcielibyśmy przedstawić Wam parkrun Ogród Saski w Lublinie.   Joanna Klausa-Wartacz: Pierwsze „p” jak pierwszy parkrun. Tomku, skąd wziął się pomysł na uczestnictwo w nim? Gdzie biegłeś swój pierwszy parkrun? Jak to…

Vallaskogen-cover-1-9900000000079e3c

pozdrowienia z parkrun Polska

parkrun to inicjatywa, która angażuje, pomaga i łączy społeczności. Od momentu powstania parkrun wspierał i znacząco zmienił życie milionów ludzi. Pomagaliśmy sobie w trudnych chwilach. Przetrwaliśmy ciężki czas rozłąki spowodowanej pandemią. A teraz z ogromną przyjemnością po półrocznej przerwie, mamy możliwość przekazania Ci dobrej wiadomości. W październiku planujemy powrót na nasze parkrunowe trasy. Ogromna radość…