Nowości - 29th Sierpień 2017
Sekcje:

Z parkrunem przez świat – z wizytą na pierwszych urodzinach Haga parkrun

parkrun_haga_lead

Osoby, które po przeczytaniu tytułu niniejszej relacji poczuły się nieco zdezorientowane, uspokajam – Holendrzy nadal czekają na swojego ‘parkrunowego mesjasza’, a rzecz dotyczy zupełnie innej lokalizacji. Ale po kolei. Na wstępie nadmienię, że o ile ogólnie podróżuję raczej sporo, to z parkrunowego punktu widzenia jestem zdeklarowanym domatorem. Raz zupełnie przypadkowo odwiedziłem Łódź, raz Szczecinek i to by było na tyle. Poza tym zawsze trzymałem się ukochanej, poznańskiej Cytadeli. Jednak kiedy planując weekendowy wypad z rodziną do Sztokholmu odkryłem, że kilometr od wybranego miejsca noclegowego odbywa się tamtejszy parkrun, ożył we mnie duch ‘parkrunowego turysty’. Już i tak napięty plan zwiedzania został tym samym rozszerzony o dodatkową pozycję, ale uznałem że być tak blisko i nie pobiec byłoby grzechem.

 

Miejsce i czas

 

Na początek kilka słów o niebanalnym miejscu jakim jest Park Haga. Leży on na północ od centrum Sztokholmu, na terenie gminy Solna, wchodzącej w skład metropolii stolicy Szwecji, choć zasadniczo autonomicznej. Dzieje parku sięgają końca osiemnastego wieku, kiedy to ustanowił go król Gustaw III ku uciesze zarówno własnej jak i lokalnej społeczności. O Hagaparken pisywano ponoć ongiś nawet pieśni. Jest to więc miejsce niezwykłe, z tradycjami, czarujące nie tylko dojrzałym drzewostanem, ale także szeregiem rozmaitych atrakcji. Palmiarnia, motylarnia, historyczne budowle, a także hektary powierzchni piknikowych, przyciągają tu w pogodne dni mnóstwo ludzi. Warto podkreślić, że Haga to park królewski, który po dziś dzień pozostaje mocno związany ze szwedzką monarchią, gdyż na jego terenie zamieszkuje obecna następczyni tronu – księżniczka Viktoria wraz z rodziną. Naturalnie teren Pałacu Haga jest ogrodzony i na co dzień niedostępny dla zwykłych śmiertelników.

 

Tyle o miejscu – teraz czas. Przyznam, że poczułem się nieco zbity z pantałyku kiedy okazało się, że bieg w parku Haga rozpoczyna się o 9:30. Z jednej strony nietypowe, ale jakże inspirujące. Poranny, sobotni dylemat z cyklu “wstać albo nie wstać” znacznie częściej rozstrzygany byłby na rzecz parkrun dzięki tym dodatkowym 30 minutkom. Z drugiej strony “kto rano wstaje…” …ten ma więcej soboty. Jak udało mi się ustalić przyczyny takiego wyboru czasu startu są zasadniczo dwie. Po pierwsze, jako że godzina jest wspólna dla całego kraju, musiała uwzględniać późniejsze wschody słońca zimą w potencjalnych lokalizacjach na północy Szwecji. Po drugie Szwedzi bardzo mocno stoją na stanowisku, że weekend to czas na odrobienie niedoborów snu z tygodnia, a przecież vox populi, vox Dei. Pogląd ów dotyczy nie tylko biegaczy, ale także pracowników tak ważnych instytucji jak kawiarnie, co nie pozostaje bez związku – o czym jeszcze wspomnę pod koniec.

 

Porcja wrażeń z trasy

 

Teraz pora na krótką relację z samego biegu. Początek wyglądał dość standardowo – słowo o. dyrektora do zebranych – niestety po Szwedzku, więc szczegółów nie znam. Później szybka odprawa dla ‘świeżaków’ i ‘obcych’ – tym razem szczęśliwie także po angielsku.

 

parkrun_haga_1

 

Choć byłem jedynym turystą z Polski odprawę odbyłem w towarzystwie aż kilkunastu gości z Wielkiej Brytanii. Trasa okazała się wymagać pokonania aż 2 pętli, co przyznam troszkę mnie zaskoczyło, gdyż teren jest o prawie 50% większy od rodzimej Cytadeli, na której radzimy sobie zwykle z jedną pętlą (choć trzeba przyznać, że jej kształt jest zaiste finezyjny). Po słowie od dyrekcji jeszcze wspólne zdjęcie…

 

parkrun_haga_2

 

…i start!

 

parkrun_haga_3

 

Bieg rozpoczął się na polanie, około 100 metrów przed dużą bramą, stanowiącą wejście do Parku. Tuż za nią rozwidlenie, na którym wolontariusz kierował biegnących w lewo. Nie znając terenu zacząłem bieg dość mocno. Trasa przebiega zacienioną, szutrową ścieżką, pośród wysokich drzew co optycznie niwelowało poczucie stromości. Mięśni nóg i serca nie da się jednak oszukać równie łatwo jak oczu dlatego wkrótce musiałem istotnie zredukować tempo. Z zapisu profilu wyczytałem po biegu, że pierwsze tysiąc metrów to wspinaczka oscylująca pomiędzy 2 a 5 procent nachylenia. Po kilometrze wznios przeszedł w płaską, a nawet lekko obniżającą pułap ścieżkę, a po mojej prawej stronie pojawił się piękny widok na dużą, zalaną słońcem polanę i migoczące w świetle dnia wody jeziora Brunnsviken.

 

parkrun_haga_4

 

Charakterystycznym punktem w połowie pętli są tak zwane Miedziane Namioty (Koppartälten). Niezwykły budynek o fasadzie rodem z Baśni tysiąca i jednej nocy. Służy między innymi jako restauracja i hala koncertowa.

 

parkrun_haga_5

 

Następny odcinek trasy to dwieście metrów ostrego, dziesięcioprocentowego zbiegu w kierunku jeziora. Zbaczając w lewo na rozstajach u podnóża pagórka można odwiedzić kilka ciekawych miejsc, takich jak Pawilon Gustawa III czy Świątynię Echa, w której ongiś jadała obiady rodzina królewska. Naturalnie proponuję jednak odłożyć te atrakcje na po biegu. Od tego punktu trasa robi się płaska na około kilometr, biegnie wzdłuż brzegu jeziora i zaczyna wznosić się tuż przed domknięciem pierwszej pętli. Tym razem nie wybiegamy z parku przez bramę, gdyż na polanę startową wraca się dopiero po ukończeniu drugiego kółka. Pozostaje więc jeszcze raz podbieg, namioty, zbieg i kilometr do mety, bez większych niespodzianek.

 

Tym razem nagłówek powiadomienia o wynikach wyglądał jednak inaczej niż co sobotę: Haga parkrun resultat på event #49. Din tid var 00:21:21. Jak widać rezultat bez szału, choć numerologicznie znamienny, gdyż na metę dobiegłem jako dwudziesty pierwszy zawodnik. Przypadek?

 

Bieg ukończyły 123 osoby (znów gratka dla szukających ukrytego porządku w liczbach), co było rekordową frekwencją w lokalizacji Haga. Jedną z przyczyn tej nieprzeciętnej mobilizacji odkryłem dopiero wtedy, gdy poczęstowano mnie urodzinowym tortem (a ściślej pysznym, domowego wypieku brownie). Okazało się że czterdziesty dziewiąty Haga parkrun to bieg urodzinowy, co więcej nie tylko w skali lokalnej, ale również krajowej, gdyż dla Szwedów wszystko zaczęło się właśnie tu.

 

parkrun_haga_6

 

Warto trzymać z arystokracją

 

Na koniec ciekawostka, jaką w swej uprzejmości opowiedział mi dyrektor parkrun Szwecja – Deri Thomas. Niewątpliwą zaletą królewskiego statusu parku jest to, że zimą służby publiczne dość regularnie i szybko odśnieżają w nim ścieżki.

 

parkrun_haga_7

 

Zdarzyło się jednak razu pewnego, że po obfitych opadach odśnieżona została jedynie początkowa część trasy parkrun. Rozochocony dobrym stanem ścieżek w zasięgu wzroku Deri potwierdził wszystkim przez Facebooka, że bieg tego dnia się odbędzie. Kilka minut później stracił jednak rezon, gdy podczas rozkładania znaczników okazało się, iż większość trasy nadal tonie pod dwudziestocentymetrową warstwą puchu. Dzięki zaradności ekipy parkrun oraz wsparciu służb porządkowych parku na ich wspaniałych traktorach, udało się wyjść z impasu i doprowadzić trasę do stanu używalności na czas. Akcja przysporzyła jednak organizatorom sporo emocji. Przy okazji tej anegdoty od razu powraca do mnie wspomnienie parkrunu Cytadela z czwartego lutego 2017, którego start do dziś przyprawia mnie o dreszcze. W dzień taki jak tamten chciałoby się, aby w poznańskim parku zamieszkała może jakaś księżniczka. Tak czy inaczej, zima dla biegaczy to bez wątpienia czas pełen wyzwań.

 

parkrun_haga_8

 

Po parkrunie każdy fika

 

Jednym z obowiązkowych elementów szwedzkiego dnia jest fika. W uproszczeniu, to nic innego jak przerwa na kawę, najczęściej serwowaną w towarzystwie słodkich wypieków. Jednak uproszczenie to nie oddaje sprawiedliwości temu czym w umysłach Szwedów jest fika. Otóż w kulturze ojczyzny Astrid Lindgren obyczaj ten urósł do miana instytucji (ślady czego można odnaleźć także w jej książkach). Tak więc także po parkrunie Haga organizatorzy zachęcają uczestników do wspólnego celebrowania fika w pobliskiej kawiarni. Na marginesie nadmienię, że zwyczaj picia kawy po sobotnim biegu jest również uznany w mojej rodzimej lokalizacji. Niestety osobiście nie przyłączyłem się do grupy kawoszy, gdyż jak wspomniałem na wstępie plan zwiedzania był dość napięty, a rodzina od jakiegoś czasu wymownie na mnie spoglądała. Podziękowawszy za miły bieg oddaliłem się więc na spotkanie sztokholmskim uliczkom, kawiarniom i niezliczonym muzeom. Bieg w parku Haga na pewno pozostanie dla mnie miłym wspomnieniem i bez wahania poleciłbym go każdemu, kto wybierałby się w te okolice.

 

Post scriptum

 

Zainteresowanych listą wartych uwagi obiektów dostępnych w parku Haga odsyłam do poniższego źródła.

 

Na wypadek gdyby sam parkrun nie stanowił wystarczającego bodźca do wycieczki, poprosiłem Deri’ego o kilka dodatkowych, niebanalnych rekomendacji biegowych. Jedną z ciekawszych opcji wydał mi się bieg z pływaniem (tzw. swimrun), pomiędzy wysepkami archipelagu sztokholmskiego – http://otilloswimrun.com/. Jednak jeżeli ktoś woli bardziej klasycznie to jest też nocna dyszka http://midnattsloppet.com/, lub coś dłuższego (na 70km)

 

https://www.facebook.com/Jattelangt/.

 

Autor: Szymon Starkowski, parkrun Poznań

 

Zdjęcia: Karolina Starkowska, Deri Thomas

Prześlij znajomemu:

Anna i Piotr

Czy znasz już swojego imiennika na parkrunie?

Czy zastanawiałeś się kiedyś jakie imiona są najpopularniejsze wśród uczestników parkrun w Polsce? Więc nie czekajmy, sprawdźmy to! Ujawnimy Wam listę najpopularniejszych imion damskich i męskich zarejestrowanych uczestników parkrun. Zaczynamy odliczanie!   Nr 5 Joanna oraz Paweł   1210 Joann zarejestrowało się w systemie parkrun oraz 1889 panów posiada kod uczestnika z imieniem Paweł.   Nr…

Stefan Kasprzyk Fotografia gorzów wielkopolski

Uczestnik tygodnia: Eugeniusz Gajewski z parkrun Gorzów Wielkopolski

parkrun to miejsce spotkań dla każdego chętnego, który zarejestruje się i w sobotę stanie na linii startu jednej z 71 lokalizacji parkrun Polska, punktualnie o 9. To miejsce, w którym swoją historię sportową zaczyna wielu  tuż po zejściu z kanapy, ale również miejsce, do którego zaglądają sportowcy poziomu mistrzowskiego. Takim przykładem jest nasz dzisiejszy bohater…