Nowości, Uczestnik tygodnia - 13th August 2018
Sekcje:

Uczestnik tygodnia – rodzina Kharchenko

Ursynów

 

O tym, że parkrun jest dla wszystkich, nie trzeba przekonywać. Niezależnie od formy fizycznej, wieku, czy pochodzenia każdy jest mile widziany. parkrun sprzyja integracji ludzi z lokalnych społeczności, a nawet może ułatwić odnalezienie się w nowym miejscu. Zachęcamy do przeczytania wywiadu z Hennadiem, Natalią i Michałem Kharchenko pochodzącymi z Ukrainy. Uczestnikami parkrun Warszawa-Ursynów, dla których parkrun stał się miejscem regularnej aktywności fizycznej, jak i sposobem na nawiązanie kontaktów oraz włączenie się w aktywny sposób w działania na rzecz lokalnej społeczności.

 

Skąd dowiedzieliście się o parkrun?

 

Hennadii: Odprowadzając naszego syna Michała do szkoły, jeszcze podczas ostatniej zimy zobaczyłem tablicę informującą o parkrun. Na Ukrainie nie ma parkrun, więc sama inicjatywa była dla nas nowością. Przez kilka miesięcy, mijając codziennie tablicę, wahałem się, czy takie wydarzenie jest dla mnie – byłem po dwuletniej przerwie od biegania spowodowanej kontuzją kolana. Przez pół roku prawie nie mogłem chodzić, ale ciągle chciałem wrócić do biegania. W końcu pewnego dnia zarejestrowałem się i po dwóch, może trzech tygodniach przyszedłem.

 

Co było tym punktem zwrotnym, który sprawił, że przestałeś się wahać i przyszedłeś?

 

Hennadii: Chciałem po prostu zacząć znów się ruszać. Jak widziałem innych biegaczy to bolało mnie serce, że ja nie mogę, chciałem wszystko rzucić i spróbować biec. I tak zrobiłem.

 

Jak wyglądał Wasz pierwszy parkrun?

 

Natalia: Kiedy Hennadii zdecydował się przyjść pierwszy raz, my z Michałem jeszcze spaliśmy. Gdy się obudziłam, pomyślałam, że zrobimy mu niespodziankę i przyjdziemy kibicować, żeby nie czuł się samotny. Jak dotarliśmy na miejsce, zobaczyłam grupkę wolontariuszy, którzy radośnie wspierali i kibicowali każdemu uczestnikowi. Pomyślałam, że chciałabym być częścią tej grupy. Było to dla mnie tak niesamowicie pozytywne, że bez wahania dołączyliśmy z Michałem. Bawiliśmy się wyśmienicie i nikt nie czuł się samotny. Byłam zaskoczona, że w parkrun biorą udział ludzie starsi, rodzice z dziećmi (również z dziećmi w wózkach), uczestnicy z psami, tak naprawdę każdy!

Michał: Mnie bardzo podobało się kibicowanie wszystkim uczestnikom, chociaż na początku trochę się wstydziłem. W następnym tygodniu byłem już prawdziwym wolontariuszem i nawet przygotowałem plakat. Na ten tydzień też szykuję niespodziankę.

 

Wawa-Ursynów (2)

 

Hennadii, a ty jako uczestnik jak odebrałeś parkrun?

 

Hennadii: Dla mnie było to bardzo pozytywne wydarzenie. Trochę się obawiałem, że będę ostatni, ale okazało się, że nie było czego. Od razu poczułem się częścią parkrunowej społeczności, zostałem bardzo miło przywitany przez uczestników. Towarzyszyło mi bardzo dużo pozytywnych emocji. Ja zawsze biegałem zupełnie sam, miałem piękną trasę do biegania w Kijowie, wokół jeziora, ale biegałem głównie o 1-2 w nocy bo się wstydziłem. Ludzie się ze mnie śmiali, wytykali palcami (ważyłem wtedy ok. 150 kg). Tutaj od razu poczułem się dobrze, nikt mnie nie wyśmiewał, wszyscy wspierali w osiągnięciu celu. Od razu poczułem się częścią grupy, jak w rodzinie. Podczas i po biegu usłyszałem dużo pozytywnych słów. Pomyślałem, że parkrun mógłby być nawet co drugi dzień (śmiech).

 

Wawa-Ursynów (3)

 

Pamiętam, że zaraz po ukończeniu pierwszego parkrun, podeszliście do koordynatora biegu i zgłosiliście się na przyszły tydzień na wolontariuszy. Skąd taki pomysł?

 

Hennadii: Dla mnie było to niesamowite, że każdy może zostać wolontariuszem. Od razu bardzo chciałem włączyć się w organizację, taka forma pomocy sprawia mi bardzo dużo radości, wywołuje same pozytywne emocje. Mogę zrobić coś, żeby ktoś inny mógł wziąć udział w parkrun. Chciałem również odwdzięczyć się za to, że dzięki innym wolontariuszom sam mogłem uczestniczyć w parkrun. Wydaje mi się, że inicjatywy oparte na wolontariacie są najlepsze. Każdy czuje się wtedy odpowiedzialny i potrzebny.

 

Michał a Tobie co sprawiło największą przyjemność?

 

Michał: Ja najbardziej lubię kibicować, sprawia mi to ogromną radość, a jeszcze jak mogę do tego skanować lub wydawać tokeny to już w ogóle jest super. Mógłbym też mierzyć czas i zostać fotografem, bo uwielbiam robić zdjęcia, ale mam jeszcze czas na kolejne role. W następną sobotę będę skanował, testowałem nawet aplikację do skanowania. A może kiedyś zostanę koordynatorem. Mam taką listę zadań które chciałbym pełnić, ale to na razie tajemnica.

 

Jak zachęcilibyście innych do udziału w parkrun?

 

Hennadii: Niestety, nie mamy jeszcze wielu znajomych w Warszawie, których moglibyśmy zachęcić, ale na pewno wspomniałbym o wspaniałej atmosferze, o tym, że każdy jest mile widziany niezależnie od kondycji fizycznej, czy pochodzenia.

Michał: Ja opowiem kolegom w szkole. A mamie się ostatnio przyśniło, że biega, więc ten sen musi się spełnić! Może na parkrun?

Natalia: No może kiedyś, coraz mniej obawiam się tego dystansu, a Michał mi będzie towarzyszył.

 

W jaki sposób, Waszym zdaniem parkrun może pomóc osobom w podobnej sytuacji?

 

Hennadii: Myślę że parkrun może motywować do regularnego biegu, do bycia bardziej otwartym, emocjonalnym, empatycznym. parkrun rozszerza krąg społeczny, dzięki rodzinnej atmosferze.

 

Wawa-Ursynów (6)

 

Czy macie kontakt z innymi osobami z Ukrainy?

 

Hennadii: Niestety nie mam biegających znajomych Ukraińców w Warszawie, ale chciałbym spotkać takich i opowiedzieć o tym wydarzeniu. Bardzo mi przykro, że parkrunu nie ma na Ukrainie, myślę, że mógłbym pomóc w jego powstawaniu.

 

 

Rozmowę przeprowadziła Marta Murawska

Prześlij znajomemu:

Skomentuj:

Wstęp

Grudniowe nowinki

Zanim wpadniecie w przedświąteczną gorączkę, buszując między sklepowymi półkami czy też urobicie się po łokcie kręcąc kolejną porcję pierników zapraszamy do lektury ostatniego w tym roku newslettera parkrun Polska, w którym znajdziecie garść inspirujących tekstów.   Jak poradzić sobie z brakiem słońca i jesiennym przygnębieniem receptę znalazła Agnieszka Pater. Jak uniknąć przeziębienia, kiedy wszyscy dookoła…

Morsy

Morsowanie po polsku

„To czyste szaleństwo! Oni tak uśmiechają się tylko do kamery. Zrobią selfie a potem ubierają palta, bo to przecież trzęsie z zimna od samego patrzenia”! – zawołał wujek delektując się skrótem z teleexpresowego newsa.   Kiedy słońce wchodzi w astronomiczny znak Morsusa na polskich plażach dzieje się rzecz niezwykła. Dotąd opustoszałe, zdziczałe po letnim sezonie,…