Nowości, Uczestnik tygodnia - 12th Marzec 2019

Uczestnik tygodnia: Przemysław Dalecki

Przemek (26)

Wybierając się na parkrun po raz pierwszy wymyślamy milion wymówek, by odwlec ten moment w czasie. Kiedy już uda nam się odważyć na pierwsze, drugie i kolejne spotkanie, zakochujemy się w przyjacielskiej atmosferze i najbardziej radosnych 5 kilometrach w sobotni poranek. Gdy z różnych przyczyn nie możemy w nim uczestniczyć ogarnia nas żal i tęsknota, nerwowo przebieramy nogami. Kiedy z kolei zabraknie kogoś, kto był twarzą parkrun, jakoś tak dziwnie, nieswojo. Są ludzie, bez których trudno wyobrazić sobie swój lokalny parkrun. Kiedy znikną na kilka miesięcy czuć wielką pustkę. Taką osobą jest niewątpliwie Przemysław Dalecki – uczestnik parkrun Gdynia. W sobotę 16 marca 2019 roku Przemek pokona trasę parkrun po raz 250! Tym samym jako dziesiąta osoba z Gdyni, a 41. w Polsce wstąpi do klubu „250 parkrun” i wkrótce będzie mógł pochwalić się nową szmaragdową koszulką. Aktywny udział w parkrun to nie wszystko. Przemek niemal od początku zaangażował się w organizację sobotnich spotkań.  Bowiem chwilkę po tym jak Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków na ziemie mazowieckie, a Jakub Fedorowicz parkrun do Polski, kroniki gdyńskiego parkruna zaczął spisywać Przemysław Dalecki i jego społeczno – filozoficzno – sportowe spostrzeżenia możecie podziwiać w każde sobotnie popołudnie na facebookowym profilu parkrun Gdynia.

 

Zanim zaproszę Was do poznania jego fascynującej historii, polecam wygodnie usiąść, zaparzyć pyszną herbatę, przygotować ciacho czy kanapkę, ponieważ zapowiada się dłuższa lektura.

 

parkrun-Gdynia-fot-Pawel-Marcinko-20181117-0118

 fot. Paweł Marcinko

 

Skąd dowiedziałeś się o parkrun?

 

O parkrun dowiedziałem się jeszcze przed inauguracją biegów w Gdyni, a więc pierwszej polskiej lokalizacji. Wszystko to za sprawą znajomości z Kubą Fedorowiczem, inicjatorem „sprowadzenia” parkrun do naszego kraju, który opowiedział mi o tej idei na kilka tygodni przed uruchomieniem parkrun Gdynia. Mówiąc więc żartobliwie poznałem tajniki projektu zanim wszedł w fazę realizacji.

 

Co było tym punktem zwrotnym, który sprawił, że przyszedłeś?

 

Informacja o parkrun oraz inauguracja biegów w moim rodzinnym mieście Gdyni zbiegła się w czasie z poszukiwaniem takiej formy aktywności, która „nawróci” mnie na aktywny tryb życia. Niemal zawsze byłem ze sportem za pan brat, na kilka lat zbłądziłem w obliczu codziennych obowiązków rodzinnych i zawodowych, czego efektem były ogólnie pojęta gnuśność i solidny nadbagaż kilogramów. Motywacja zatem była, szukałem odpowiednich narzędzi i metod osiągnięcia pożądanego rezultatu.

 

Jak wyglądał Twój pierwszy parkrun?

 

Starty w parkrunie rozpocząłem w styczniu 2012 roku i to od razu z tak zwanym przytupem. Dość powiedzieć, że przez ponad 7 kolejnych lat i blisko 250 biegów, nigdy już nie zdarzyło mi się pobiec w parkrunie w tak ekstremalnych warunkach pogodowych. Kilkunastostopniowy mróz potęgowany silnym wiatrem, śnieżyca, fale zalewające Bulwar Nadmorski z jednej strony nie zachęcały do biegania, ale z drugiej dawały podejmowanemu wyzwaniu nowy wymiar. Wystartowałem w gronie 10 osób, przez jakieś pół kilometra wydawało mi się jak każdemu klasycznemu nowicjuszowi, że taki bieg to bułka z masłem, a potem… walczyłem z fizyczną niemocą by w ogóle dotrzeć do mety. Bodajże trzy razy przechodziłem z biegu do marszu, co jak się później okazało, zdarzyło mi się na parkrunie po raz pierwszy i ostatni w życiu. Na mecie zameldowałem się wiele minut za przedostatnim uczestnikiem, choć to nie umniejszało radości i zadowolenia z pierwszego startu.

 

Przemek (25)

 fot. parkrun Gdynia

 

Jak odebrałeś parkrun?

 

Pierwszy start w parkrun w pełni potwierdził jego walory. Szybka i prosta rejestracja, odprawa debiutantów przed startem, trasa zlokalizowana na Bulwarze Nadmorskim w Gdyni, odpowiedni dystans nawet dla osoby początkującej, wtedy jeszcze kameralny klimat z kilkoma uczestnikami, wszystko to sprawiło, że nawet przez moment nie żałowałem decyzji o przyjściu na parkrun.

 

Co sprawiło Ci największą przyjemność?

 

Na parkrunowym debiucie ujęła mnie atmosfera serdeczności – miłe powitanie przez koordynatorów i wolontariuszy, a także wszystkich pozostałych uczestników, dodawanie otuchy i wsparcie dobrym słowem w chwili wymijania się na trasie. Największą przyjemność sprawił mi jednak fakt, że wszyscy koledzy (bo skład tego biegu był wyłącznie męski), pomimo złych warunków pogodowych, czekali wiele minut aż nowy kumpel z parkruna, taki duży grubasek, dobiegnie do mety.

 

Co było najtrudniejsze?

 

Patrząc z perspektywy kilku lat najtrudniejsze wcale nie było zmobilizowanie się do przyjścia na bieg czy przełamanie wszystkich faktycznych i wymyślonych przeszkód. Podobnie jak fatalna pogoda czy kompletny brak kondycji. Najgorszym był moment sprawdzenia wyniku biegu i spojrzenia w lustro (z profilu, co lepiej eksponowało wielkie brzuszysko), oba te elementy boleśnie uświadomiły mi do jakiego wielkiego upadku dopuściłem na polu sprawności fizycznej. Ta chwila okazała się jednak przełomowa, bo była początkiem końca grubasa.

 

Jak Twoi najbliżsi reagują na udział w parkrun?

 

Od pierwszego startu w parkrun rodzina bardzo mnie wspierała w powrocie do aktywności fizycznej, więc postępy na kolejnych biegach były stałym tematem rozmów. Bardzo szybko dla rodziny stało się oczywistym gdzie jestem i co porabiam w każdą sobotę, między 8:30 a 10. Więc ustalając ze mną jakieś sprawy każdy mówi: przed parkrunem albo po parkrunie.

 

A poza tym moi najbliżsi również uprawiają sport. Żona czasami biega w parkrun, a syn trenujący piłkę nożną pomaga jako wolontariusz, robiąc świetne zdjęcia. Tak więc w kwestii parkruna nie jestem w domu osamotniony.

 

Przemek (10)

 fot. archiwum własne

 

Jak trzeba się przygotować do parkrun?

 

Przygotowania do parkruna można zamknąć w dwóch punktach. Po pierwsze rejestracja wraz z wydrukowaniem kodu osobistego. Po drugie odpowiednie buty – to jedyny element biegowego stroju, w którym nie powinno się „kombinować”. Aha, można dodać do tego i trzeci punkt. Trzeba przyjść w sobotę przed godziną 9 na miejsce startu wybranej lokalizacji parkruna. Reszta jest łatwizną i przyjemnością.

 

Jak parkrun wpłynął na Twój styl życia i aktywność?

 

parkrun pojawił się w moim życiu w idealnym momencie. Piszę o tym absolutnie bez przesady – był jak iskra, która ponownie wskrzesiła we mnie ogień mojej największej pasji, jakim od zawsze jest sport. parkrun wydobył mnie z czeluści otyłości i zgnuśnienia. Dał impuls do rozpoczęcia nowego etapu w życiu, czyli sportowca amatora, który udało się zapisać licznymi startami biegowymi, kolarskimi, a przede wszystkim triatlonowymi.

 

Stał się też nieodzownym elementem kalendarza mojej aktywności sportowej, stałym i żelaznym punktem w rozpisce treningów. Wielu rzeczy i spraw nie jesteśmy w stanie przewidzieć, a dzięki parkrun przynajmniej sobotnie poranki mam zaplanowane na długo do przodu. Wprawdzie po ubiegłorocznej operacji kręgosłupa jeszcze nie mogę biegać, ale na szczęście nie muszę stać z boku. Rekonwalescencja i żmudna rehabilitacja przywróciły mnie do stanu używalności, a życie nakierowało na nowe tory – Nordic Walking. Dzięki temu wciąż mogłem obcować z aktywnością fizyczną, miałem przyjemność trenować z fajnymi ludźmi, startować na zawodach, ba nawet stawać na podium i zdobywać puchary. Przez kilka tygodni w czerwcu i lipcu byłem wschodzącą gwiazdą Nordic Walkingu. No, a przede wszystkim mam możliwość czynnego udziału w parkrun i rozwijania parkrunowej podgrupy Nordic Walking.

 

parkrun również zachęcił mnie do zwiększenia aktywności społecznej. Już w pierwszym roku udziału w parkrun zacząłem w nim uczestniczyć w roli wolontariusza, wkrótce na stałe włączyłem się w organizację cotygodniowych biegów. Na koncie mam blisko 100 wolontariatów, pełniąc chyba wszystkie parkrunowe funkcje. Prowadzę też od ponad 5 lat stronę parkruna Gdynia na Facebooku, a opisywanie tak pozytywnego zjawiska jak parkrun daje mi ogromną radość i satysfakcję, nawet jeśli czasem weny twórczej brakuje.

 

Przemek (22)

 fot. parkrun Gdynia

 

Co Ci się podoba najbardziej na parkrun?

 

parkrun niewątpliwie ma wiele zalet, które niezmiennie od lat doceniam. Są nimi m.in. łatwość rejestracji, kod umożliwiający starty w różnych lokalizacjach, dystans, brak presji na wynik, sposób prezentacji rezultatów i wiele innych. Ale parkrun podoba mi się przede wszystkim dlatego, że jest biegiem organizowanym przez wolontariuszy, a więc środowisko biegaczy. Jest dzięki temu w parkrunie coś naturalnego i swojskiego, bez instytucjonalnego nadęcia, sztucznego kreowania marki, marketingu z jego wszystkimi chwytami i sztuczkami. Mimo tego nie spodziewałem się jednak, że aż w tak silny sposób przełoży się to na budowę lokalnych (i nie tylko zresztą takich) parkrunowych społeczności. Podobnie jak wielu uczestników, czuję z parkrunem silny związek emocjonalny, nie traktując go jak tylko i wyłącznie pięciokilometrowy bieg.

 

parkrun jest przedsięwzięciem opartym na zaangażowaniu wolontariuszy, a jak to w życiu bywa nie wszyscy mają w sobie potrzebę działalności społecznej na rzecz innych. Są wśród nas niestety i takie osoby, które uczestnicząc w parkrunie od wielu lat, nigdy nie pomogły w jego organizacji. Nieskuteczne okazały się wobec nich prośby, apele czy zachęty. Więc w tym aspekcie chciałbym zmienić nie tyle zasady parkruna co mentalność niektórych jego uczestników. Choć wiem, że to wyzwanie niezwykle trudne.

 

Przemek (17)

fot. parkrun Gdynia

 

Jak zachęciłabyś innych do udziału w parkrun?

 

parkrun to taka impreza sportowa, która – jeśli ktoś ma szczery zamiar aktywności – nie daje możliwości znalezienia realnych przeszkód czy rozsądnych argumentów przeciwko udziałowi w niej. Wszystko dlatego, że jest bez wątpienia spotkaniem uniwersalnym. Po pierwsze dla każdego, bez względu na wiek, płeć, wzrost, wagę, umiejętności, kondycję, staż biegowy, zasobność portfela. Po drugie forma udziału w parkrunie zależy od własnego uznania – można szybko, wolno, indywidualnie, w grupie, w ciszy, konwersacyjnie, można z dzieckiem w wózku, z psem. Ba, nawet biec nie trzeba, Nordic Walking czy marsz bez kijków też są mile widziane. Po trzecie na parkrun można wyraźnie doświadczyć idei społeczności, która stanowi jeden z parkrunowych fundamentów. Organizatorzy parkruna serdecznie przywitają nowych uczestników, opiszą trasę, wyjaśnią zasady związane z kodem, tokenami, skanowaniem, zawsze poczekają na mecie na najwolniejszą nawet osobę, zresztą taka nigdy nie zostanie na trasie sama. Po czwarte na parkrunie nigdy nie doświadczy się poczucia odmienności czy bycia gorszym od innych – nikt nikogo nie pogania, nie krytykuje, nie wyśmiewa tempa lub techniki biegania.

 

Najbardziej zapamiętany moment podczas parkrun?

 

7 lat przygody z parkrunem to bardzo długa lista momentów przyjemnych. Były wśród nich kolejne rekordy życiowe, prowadzenie innych na życiówki, biegi przegadane przez całe 5 kilometrów, biegi okolicznościowe, urodzinowe, dla przebierańców. Są jednak na tej liście chwile szczególne. Pierwsza to otrzymanie w 2014 roku zaszczytnego tytułu Wolontariusz Roku, w szczególności za działania na rzecz propagowania parkruna jako redaktor facebookowego profilu gdyńskiej lokalizacji. A druga to serdeczne powitania jakie miały miejsce po kilkutygodniowych nieobecnościach po operacjach najpierw kolana, potem kręgosłupa. Wtedy czułem się częścią parkruna Gdynia jak nigdy.

 

Przemek (6)

fot. parkrun Gdynia

 

Na nieznanym szlaku parkrun

 

Bieganie po stałej trasie parkrun jest o tyle przyjemne, że znamy każdy jej zakątek, każdy trawnik, każdą nierówność podłoża. Wiemy, gdzie spodziewać się dzika, gdzie wiewiórki, czy rowerzysty. Zdajemy sobie sprawę, w którym miejscu biegnący najszybciej nas zdubluje na kolejnym kółku. Wprowadza to nasz umysł w stan komfortowego relaksu, a mięśnie troszkę rozleniwia. Turystyka parkrunowa niesie ze sobą powiew nowości, zew niesamowitej przygody na miarę pierwszych odkrywców. Jeśli sobota napotka nas poza macierzystą lokalizacją, trzeba na mapie świata zlokalizować najbliższy parkrun. Dotychczas Przemek odkrył 7 różnych lokalizacji. Poza Gdynią, również Gdańsk, Rumię, Jelenią Górę, Wrocław, Cieszyn i Kraków. Jedna z nich zmieniła jego optykę na wygodną i miłą trasę. Wpis oryginalny z fb. (Za każdym kiedy wspominam malowniczą trasę wokół kopca, słyszę milion wymówek syna, które wymyślał w czasie 5 kilometrów parkruna. Przemek podziela ten entuzjazm. Liczę na to, że za przypomnienie tego wpisu, nie będę musiała starać się o wizę, za każdym wjazdem do Gdyni).

 

A było to tak:

 

29 lipca 2017 r.

„Sobotni parkrun to przypadłość, na którą nie ma skutecznego lekarstwa.
Wakacje, urlop, dziesiątki kilometrów zrobionych w górach w ostatnich dniach a i tak człowiek wstaje skoro świt i jedzie ponad 70 kilometrów, żeby pobiec w parkrunie. Cieszyłem się na ten parkrun, bo Kraków i płaskie Błonia. Tymczasem pojawiła się informacja, że ze względu na Tour de Pologne dzisiaj jest trasa rezerwowa wokół Kopca Kościuszki. O mamo, co to był za hardcore! Dół góra, dół góra, dół góra, a po nawrocie dół góra, dół góra, dół góra. Żadnego płaskiego odcinka! Już na pierwszym kilometrze 500 metrowy podbieg. Po dwóch tygodniach intensywnego zdobywania szczytów moje nogi na tym podbiegu uznały mnie za szaleńca i ogłosiły minutę strajku! Tyle mniej więcej maszerowałem zamiast biec. Zdarzyło mi się to na parkrunie po raz drugi w życiu. Ten pierwszy raz był na… pierwszym parkrunie w styczniu 2012 roku. Potem jakoś poleciało, ale czasu ponad 6 minut na kilometr na parkrunie to ja już nie pamiętam. Jako ciekawostkę podam, że trasa miała jakieś 180 metrów przewyższeń, a dla porównania w Gdyni jest może ze 4 metry, tyle co dwa razy podbieg przy rybkach.
Reasumując po pierwsze gdy zobaczycie, że parkrun w Krakowie ma się odbyć na rezerwowej trasie jedźcie gdzieś indziej. Po drugie zaś wiem na 200 procent, że biegaczem górskim nie jestem i nie będę. Za to chodzić po górach kocham. I dlatego nawet po dzisiejszym wyczerpującym parkrunie zaliczyłem 16 kilosów po przepięknych Gorcach”.

 

Przemek (1)

Fot. Ryszard Kułaga

 

Jak ewoluowało Twoje postrzeganie parkrun na przestrzeni lat i zmieniającej się kondycji zdrowotnej?

 

Być może wiek, być może uwarunkowania fizyczne, a może nazbyt ambitne podejście do tematu sprawiły, że liczba moich kontuzji, urazów, operacji na przestrzeni ostatnich lat jest dość okazała. Ponieważ jednak nie mam w zwyczaju poddawać się bez walki, więc za każdym razem zaciskałem zęby i toczyłem batalie o powrót do aktywności sportowej. parkrun był dla mnie pierwszym, głównym i podstawowym celem oraz miejscem takich powrotów. Po wspomnianej wcześniej ubiegłorocznej operacji kręgosłupa bieganie zamieniłem (mam głęboką nadzieję, że nie na zawsze) na Nordic Walking i zbiegło się to idealnie w czasie z większym otwarciem parkruna na tą formę aktywności. Jestem szczęśliwy, że dzięki temu wciąż co tydzień mogę przemierzać parkrunowe 5 kilometrów. I nie ma kompletnie znaczenia, że zaraz po starcie oglądam plecy wszystkich uczestników (na szczęście są nawrotki na gdyńskiej trasie), a do mety docieram wiele minut za biegaczami. Zatem maszeruję sobie z uśmiechem, energicznie machając kijkami, raz wolniej, raz szybciej, obserwując biegaczy i będąc dziesiątki razy pozdrawiany przez nich (ze wzajemnością zresztą), szukając inspiracji i tematów do podsumowań biegów, prowadząc bezzadyszkowe konwersacje z innymi nordicowcami. Tych ostatnich na parkrunie pojawia się zresztą coraz więcej i mam takie trochę nieskromne poczucie, że w niektórych przypadkach również za moją sprawką – bo skoro taki parkrunowy weteran jak ja regularnie „zabezpiecza” tyły, to inni też się decydują na marsz z kijkami, bo ten cały Nordic Walking może wcale nie jest taki obciachowy, a w sumie to można się przy nim fajnie i porządnie zmęczyć.

 

 

 Marlena Adamusiak

fot. tytułowe parkrun Gdynia

Prześlij znajomemu:

Marzena

Mama na start: Marzena Tocha z parkrun Rumia

parkrun to świetny sposób na wspólne, rodzinne i aktywne spędzenie sobotniego poranka. Uniwersalna formuła sprawia, że każdy, zarówno mały jak i duży,  znajdzie w nim coś dla siebie. Niezależnie czy już biegasz, czy na samą myśl o bieganiu miękną Ci nogi, warto przyjść i sprawdzić jak to wygląda.  Jeśli wolisz spacerować z kijkami, czy z…

Konin

Pozdrowienia z parkrun Polska!

Ledwie rok się zaczął, a już koniec maja. Odczucie gnającego czasu nieodzownie wskazuje porządne zaawansowanie doświadczeniem życiowym, ale z pewnością tylko delikatne czerstwienie ducha. Szczęśliwi liczą czas od soboty, do soboty, bo jest sobota, jest parkrun! W oczekiwaniu na najlepszy dzień tygodnia przesyłam Ci garść nowości z parkrun Polska.   W maju na mapie parkrun…