Nowości - 10th Wrzesień 2019

Główne obawy debiutantów

praga

Wszyscy mamy takich znajomych, których przy każdej możliwej okazji namawiamy do uczestnictwa w parkrun, opowiadając o idei spotkań – o tym, że to nie jest zwykły bieg, że wszyscy na parkrun są mile widziani, że chodzi o wspólne spędzenie czasu w aktywny sposób. I choć pewnie większość naszych znajomych zaraziło się już od nas miłością do parkrun, to część osób wciąż boi się albo nie chce do nas dołączyć. Dlaczego? Spróbujmy przyjrzeć się kilku najczęstszym powodom.

 

1. „Bo parkrun jest za wcześnie”

We wszystkich lokalizacjach w Polsce parkrun rozpoczyna się o tej samej godzinie, czyli punktualnie o 9 rano. Czy to wcześnie? Dla osób, które lubią dłużej pospać w weekend, zapewne tak, ale wystarczy zapytać jakiegokolwiek stałego bywalca parkrun, który na pewno powie, że nie wyobraża już sobie sobotniego poranka bez parkrun. To wciąga! Po zakończeniu każdego spotkania parkrun uczestnicy mają już na koncie przebycie 5 km (biegiem, truchtem czy marszem), spotkanie ze znajomymi, wspólną kawę lub śniadanie i naładowane baterie na cały kolejny tydzień. A jest dopiero przedpołudnie! Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani do wczesnej pobudki na parkrun, wystarczy spojrzeć na zagraniczne lokalizacje. W wielu krajach, w których przez większą część roku panują wysokie temperatury (np. Australia, RPA, Singapur) większość spotkań rozpoczyna się o 8 rano, a część nawet o 7! Następnym razem pomyślcie o tym, nastawiając budzik na sobotnie spotkanie parkrun.

 

2. „Bo 5 km to za długi dystans”

Dla osób rozpoczynających swoją przygodę z parkrun 5 km może wydawać się zbyt długim dystansem. Wystarczy jednak przybyć na parę spotkań, przejść lub przetruchtać cały dystans i prawdopodobnie okaże się, że z każdym tygodniem coraz rzadziej przechodzimy do marszu, mamy mniejszą zadyszkę, a widmo piątego kilometra nie wydaje się takie odległe. Jedyną receptą na obawy pt. „nie dam rady” jest przyjście na parkrun, podjęcie wyzwania i przekonanie się na własnej skórze, że jest to wykonalne. Nie trzeba przecież cały czas biec. Można truchtać, maszerować, pchać wózek czy spacerować z psem. W końcu parkrun jest dla każdego!

 

3. „Bo 5 km to za krótki dystans”

Z drugiej strony bardziej wytrenowani biegacze mogą stwierdzić, że 5 km to dla nich zbyt krótki dystans – ledwo się rozgrzeją, a już wbiegają na metę. Również i na to jest rada. Kto powiedział, że trzeba przebiec tylko jedną pętlę? Po zakończonym spotkaniu można powtórzyć okrążenie tyle razy, ile tylko chcemy. Innym sposobem jest wplecenie parkrun w sobotnie długie wybieganie. Możemy na przykład przybiec na miejsce spotkania z domu, pokonać dystans 5 km, a następnie kontynuować trening według wcześniej ustalonego planu. Uczestnictwo w parkrun, przybicie piątek z innymi uczestnikami i uśmiech wolontariuszy z pewnością doda nam motywacji na pokonanie dalszych kilometrów.

 

 4. „Bo będę za wolny/-a”

Obawa przed dobiegnięciem na metę jako ostatni uczestnik to bardzo częsty powód braku chęci, by przyjść na parkrun. Nic bardziej mylnego! Jak zapewne zauważyliście, bardzo często podkreślamy, że parkrun jest dla wszystkich – szybkich i tych wolniejszych, osób biegających i maszerujących. Wystarczy zresztą spojrzeć na wyniki z ubiegłych spotkań w danej lokalizacji – przekonacie się, że jest duży przekrój czasowy ostatecznych rezultatów. Są osoby, które wbiegają na metę w kilkanaście minut, ale są też uczestnicy, którzy spacerem pokonują całą trasę, podziwiając okolicę, w której odbywa się parkrun. Poza tym możemy Wam zagwarantować, że nie będziecie ostatni – chyba że akurat pełnicie funkcję wolontariusza zamykającego stawkę. Jego zadaniem jest wskazywanie właściwego kierunku trasy, zapewnienie bezpieczeństwa i dodawanie otuchy wolniejszym uczestnikom. Jak widzicie, nie ma czego się bać, wystarczy przyjść i samemu się o tym przekonać!

 

5. „Bo nie znam trasy”

Trasa w każdej lokalizacji jest oznaczona – czy to strzałkami na ziemi, czy na tabliczkach. W wielu lokalizacjach w newralgicznych punktach stoją wolontariusze, którzy wskazują właściwy kierunek biegu. Zawsze można też dołączyć do innych uczestników, którzy trasę w danej lokalizacji znają praktycznie na pamięć. Nie bójcie się – na pewno się nie zgubicie, a jeśli nawet pomylicie drogę, inni uczestnicy od razu naprowadzą Was na właściwą trasę.

 

6. „To gdzie jest haczyk?”

Jak wiadomo, parkrun to cykliczne, bezpłatne biegi na 5 km z pomiarem czasu. Część osób może zastanawiać się, gdzie w takim razie jest haczyk. No bo jak to: za darmo? Że wystarczy się zarejestrować, przynieść kod i już? To wszystko? A jednak, to prawda. Zabieranie ze sobą kodu uczestnika na każde spotkanie to praktycznie jedyny wymóg uczestnictwa w parkrun. Pamiętajmy, że spotkania parkrun są bezpłatne, bo ich organizacja całkowicie leży w rękach wolontariuszy. Bez nich parkrun nie miałby racji bytu. Jeśli nikt nie zgłosiłby się do skanowania tokenów, mierzenia czasu czy zamykania stawki, żadne spotkanie nie mogłoby się odbyć. Jeśli więc kilka tygodni z rzędu uczestniczymy w parkrun jako biegacze czy osoby maszerujące, zrewanżujmy się, udzielając się co jakiś czas w wolontariacie.

 

To tylko kilka powodów, dla których debiutanci mogą wzbraniać się przed uczestnictwem w parkrun. Jeśli w swoim otoczeniu macie takie osoby, spróbujcie namówić je do udziału w naszych kolejnych spotkaniach. Chyba zgodzicie się z nami, że na pewno tego nie pożałują.

 

Anna Ziombek

Fot. parkrun Warszawa-Praga

Prześlij znajomemu:

Kalendarz parkrun Polska

Kalendarz parkrun Polska

Zapraszamy do zapoznania się z wydarzeniami, które będą miały miejsce w najbliższych tygodniach. Dla Waszej wygody w jednym miejscu gromadzimy informacje o nowych lokalizacjach, specjalnych edycjach, urodzinach, czy też okrągłych spotkaniach w ramach poszczególnych lokalizacji parkrun w Polsce.   Inauguracja nowej lokalizacji    Sobota, 05.10.2019 r parkrun Mały Jeziorak, Iława. Więcej na stronie lokalizacji lub na profilu…

Asia0

Zdrowe tłuszcze? Dlaczego warto uwzględnić kwasy omega 3 w diecie biegacza!

Kto z was pamięta picie tranu w dzieciństwie? Dla wielu była to dosyć niemiła przygoda: obowiązkowa łyżeczka lub dwie dziennie. Osobiście nie mam takich doświadczeń,  ale pamiętam, że kuzyn, który był tzw. wątłego zdrowia, musiał regularnie spożywać tran. Wtedy wydawało mi się to nadopiekuńczością ze strony ciotki – lekarki. Dziś, bogatsza o wiedzę związaną z…