Nowości, Ze świata parkrun - 10th Wrzesień 2019

Tam gdzie wszystko się zaczęło – Bushy parkrun

W1-0

 

Czołem parkrunnerzy!

 

Miesiąc spędzony latem na Wyspach pozwolił mi na 3 wizyty w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło: Bushy Park, kolebka całej idei, miejsce pierwszego parkrunu na świecie. Byłbym niekoleżeński, gdybym nie podzielił się kilkoma zdjęciami i wspomnieniami.

 

Początek zgodnie z planem – biegowy. W ostatnią sobotę czerwca chciałem zaliczyć całą trasę w legendarnym parku. Nie po to w końcu były szaleńcze kombinacje z dniem i godziną transportu, żeby nie polecieć na Bushy, choć udawałem się tam w pełnym rynsztunku podróżnika. Najpierw więc do metra, kolejką na Heathrow, a stamtąd już tylko niespełna godzinka autobusem i… jestem. Trzeba się tylko ekspresowo przebrać i gdzieś zostawić bagaż na czas biegu. Po parosekundowej konsternacji zaoferowano mi miejsce na przechowanie walizki w jednym z samochodowych bagażników, potem szybka odprawa dla „first timers” – i przechodzimy na start.

 

Bushy2 (1)

 

Żeby wszyscy zaczęli mniej więcej w jednym czasie, uczestnicy rozstawiają się na dużej polanie i ruszają bardzo szerokim frontem. Mimo to przed startem, czuje się rytualne skupienie i dyscyplinę. W grupie ponad 1300 biegaczy wrażenia są nieco inne, niż na naszych, trochę łatwiejszych do ogarnięcia biegach, ale atmosfera równie przyjemna. Ogromny peleton tworzy miejscami głośny tętent – jedno z ciekawszych zjawisk na parkrunie. Czujemy się chwilami jak na safari (Bushy jest siedliskiem licznych jeleni, ignorujących stado dwunożne, ale dobrze widocznych). Na metę docieram dokładnie na pozycji 566, po drodze ucinając sobie pogawędki z Brytyjczykami. Znajduję kilka osób w pamiątkowych koszulkach z naszych nadwiślańskich biegów – oni sami też często bezbłędnie rozpoznają polskie napisy na trykotach.

 

Bushy (7)

 

Po biegu podziwiam (i obfotografowuję) koszyczki do zbiórki tokenów – jeden tylko dla pozycji między 901 a 1000, drugi dla 1001-1099… Ech…Ciekawe kiedy na naszej imprezie dojdziemy do tej frekwencji… Chwila na złapanie oddechu okazuje się krótka. Wolontariuszka odpowiedzialna za raport urządziła za mną prawdziwy pościg (choć nie uciekałem daleko – tylko na pobiegową kawę). „Gdzie tu jest ten Marek, co przyleciał prosto z Polski i jeszcze z walizką – no musisz być na zdjęciu i w raporcie)!

 

Bushy2 (3)

 

Ponieważ zwiedzanie angielskich parków urozmaica mi praca zarobkowa, wyrwanie się na parkrun nie zawsze okaże się proste, nawet w sobotę. W drugim tygodniu pobytu szefowie twierdzą, że jestem absolutnie niezastąpiony i o parkrunie mogę tylko pomarzyć. Jako że ludzie są bardzo w porządku, przyjmuję to z pogodną rezygnacją – kolejna szansa dopiero 13 lipca.

 

Gdy przychodzi ten dzień, decyduję się na wolontariat. I potem jeszcze raz. W końcu biegają tu tysiące – a współorganizować jest dane tylko niektórym (każdy Bushy parkrun to co najmniej 40-50 wolontariuszy). Z mailową skrzynką wolontariacką Bushy parkrun nawiązałem kontakt już poprzednio, zanim chęć pomocy przegrała chwilowo z biegowym nałogiem. Stąd wiem, że pomoc się przyda: „określ dokładnie swoją dyspozycyjność i coś ci przydzielimy, choć nie liczyłbym na łączenie biegu z wolontariatem” – brzmiał wtedy lakoniczny komunikat, podpisany po prostu „Pat” – jak rozumiem mail był od koordynatora (-ki?) wolontariuszy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że koresponduję z kolejną żywą legendą.

 

Za pierwszym razem wyznaczono mi funkcję „funnel managera”. Jest to rola nieznana na mniejszych biegach, ale w Bushy kluczowa. Tam gdzie trzeba zmierzyć czas wielu setkom biegnącym 5k (a system jak wszędzie opiera się na kodzie paskowym), tam trzeba stanąć na głowie, żeby wielka masa ludzi nie pomieszała się między linią mety a tokenem, a zarazem nie wyhamowała zbyt gwałtownie, tamując przepływ kolejnych osób. Tu właśnie do akcji wkraczają funnel managerowie. Każdy z obsługujących tunel mety (jest ich kilku) musi perswazją, gestem i energicznym okrzykiem utrzymać ciągły przepływ biegaczy, często wykończonych, od mety, przez tokeny, do skanera.

 

 

Bushy (6)

 

Specyfiką Bushy parkrun jest system „podwójnego lejka” (double funnel). Chodzi o to, że przy ogromnej liczbie uczestników, mimo nadludzkich wysiłków nie da się uniknąć sporego tłoku zwłaszcza w zakresie czasów 25-30 minut. Oczywiście nikt nie chce wprowadzać chipów, jeśli mamy utrzymać niskie koszty i szeroką, bezpłatną dostępność. W efekcie najlepszym wyjściem jest podwójny tunel mety – gdy zapełni się strona lewa, kolejną partię ok. 100 biegaczy kieruje się do „prawego tunelu”, i tak na zmianę. Osoba na czele każdej partii dostaje dużą kartę z literą identyfikującą tę grupę, dzięki czemu wydający tokeny nie pogubią się i wydadzą je w tym samym porządku, w jakim partie biegaczy przekraczały linię mety. Jako wolontariusz debiutujący w tym miejscu, mogłem tylko być wdzięczny, że nad systemem literek czuwał bardzo doświadczony szef tunelu mety. Dla mnie i paru kolegów zostało prostsze zadanie „fizycznego” utrzymania porządku.

 

Bushy (10)

 

Tym razem nie zadowoliłem się najbliższym kioskiem z kawą – udałem się do Phaesantry, głównej kawiarni, gdzie zbiera się po biegu większość wolontariuszy i spore grono uczestników. Poznaję parę biegających turystów z Australii, potem zamieniamy parę słów z rodziną sortującą tokeny (tylko do sortowania takiej liczby tokenów potrzeba tu ok. 20 osób). I gdy już mam odchodzić, zadaję przy stole jakieś głupie pytanie o drogę do najbliższego miasteczka. Zdradziwszy się w ten sposób jako stanowczo nietutejszy, wpadam w oko dwóm poważnie wyglądającym jegomościom, zawzięcie o czymś dyskutującym.

 

- Moment, czy ty tu dziś biegłeś?

- Dziś byłem wolontariuszem.

- No to jasne, to Ty musisz być ten Marek!

 

Pat, starszy z dżentelmenów, to oczywiście koordynator wolontariuszy z maila. Jego młodszy kolega Michael dyskretnie daje mi do zrozumienia, że co jak co, ale Pata wypada tu znać. Jak się później zorientowałem, facet jest absolutnie ikoniczną postacią dla Bushy parkrun. Biega od wielu lat, wolontariatów ma za sobą tyle, że zasłużyłby już pewnie na 10 fioletowych koszulek, gdyby system przewidział takie sytuacje. Dziś już nawet przestał odnotowywać oficjalnie kolejne wolontariaty – każdy zwyczajnie wie, że Pat prowadzi maila „bushyhelpers” i jest stałym ogarniaczem pomocników na największym parkrunie świata.

 

Bushy2 (4)

 

Z Patem rozstaję się po kilku minutach, za to Michael nie tylko pokazuje drogę, ale odprowadza mnie do Kingston Upon Thames i właściwie oprowadza po ważniejszych punktach miasta. Po drodze dowiaduję się, że mamy dzieci w podobnym wieku, że Michael zna trochę rosyjski (jego żona pracowała 20 lat temu w Moskwie dla British Council i oboje tam mieszkali), zna też tonę lokalnych parkrunowych historii, więc ja sam po godzinie czuję się tak, jakbym był parkrunnerem z Bushy  nie od 2 tygodni, ale od paru lat.

 

Bushy (2)

 

27 sierpnia to moja ostatnia wizyta w Bushy i drugi wolontariat – tym razem praca na stoperze. Muszę jednak zapomnieć o apce Virtual Volunteer. Używa się tu specjalnych chronometrów Tag Heuer, łatwiejszych od smartfona w tym ważnym fragmencie imprezy, kiedy właściwy przycisk trzeba wciskać 3-4 razy na sekundę. Nic dziwnego, ze nawet z super sprzętem ryzyko pomyłek jest duże. Stąd stoperów jest zawsze dwóch. Pracuję z bardziej doświadczonym kolegą Stephenem; mimo to stres jest chwilami ogromny. Na szczęście wszystko się udaje. Po porównaniu zapisów okazuje się, ze byłem nawet precyzyjniejszy (Stephen miał jedno puste kliknięcie, które łatwo wykazaliśmy), wiec z dumą udaję się na kawę.

 

Bushy (9)

 

Pora na praktyczne podsumowanie:
1. Korzystajcie z okazji do udziału i wolontariatu poza macierzystym biegiem – to poszerza parkrunowe horyzonty.
2. Raport po biegu może świetnie spełniać wiele funkcji - w Bushy doprowadzili to już prawie do perfekcji. Ich raporty są obszerne, bardzo dbają żeby każdego uhonorować – i seniorów, i gości ze świata sportu, i zwykłych turystów, i nawet wariata z walizką.
3. Fantastycznie działa regularne uzupełnianie tabelki-harmonogramu wolontariuszy. Przylatując z innego kraju, po raz pierwszy w Bushy, błyskawicznie widziałem jak duże są potrzeby i jakie funkcje wolontariackie do wzięcia.

 

Bushy2 (5)

 

4. Idźcie na kawę! To podstawa dobrego klimatu. W wielkim Bushy Park są dwa miejsca pobiegowe – bliski kiosk z kawą i kanapkami, taka opcja na szybko, a poza tym kultowa Phaesantry – kawiarnia nieco dalsza (5-minutowy spacerek), ale to tam się sortuje tokeny, tam szkoli się koordynatorów, tam powstają teamy wolontariuszy, a lekko zagubionego przybysza z Polski szybko wyhaczy czujne oko stałych bywalców.

- Zaraz, skąd my się znamy? A, to ty tak głośno krzyczałeś w funnelu? No dobra, Marek, to za tydzień biegniesz czy pomagasz?

 

Wasz korespondent z Bushy parkrun

Marek Szpanowski

 

Prześlij znajomemu:

Iza Gajewska parkrun Pruszkow

Czym jest wolontariat?

Wiele i wielu z nas rozpoczynając swoją przygodę z parkrun nie wiedziało na jakiej zasadzie to działa. Po prostu przychodziliśmy na miejsce startu pokonywaliśmy 5 km, skanowaliśmy kod i czekaliśmy na wyniki oraz te ukochane zdjęcia.   I faktycznie dokładnie tak to wygląda – poza pierwszą rejestracją i koniecznością posiadania kodu uczestniczki i uczestnicy nie…

Bez nazwy 1

Głowa ma moc!

20 parkrunów w ciągu jednego dnia. Czy to możliwe? Głowa ma moc – pod takim hasłem odbyło się w ostatnią niedzielę niecodzienne wydarzenie. Jeden z uczestników parkrun Rumia – Maciej Zakrzewski rzucił życiu wyzwanie – przebiegnie 100 km na bieżni miejskiego stadionu w Rumi. Tym samym wspomagając akcję charytatywną mającą na celu zebranie datków na…