Nowości, Ze świata parkrun - 5th Listopad 2019

parkrun Australia: Cooks River parkrun

tytułowe

Czy nadal jesteście ciekawi, jak wygląda parkrun na Antypodach? Jeśli tak, zapraszam do kolejnej australijskiej lokalizacji. Tym razem naszym celem jest Cooks River parkrun!

 

Ta lokalizacja mieści się na wschód od mojego obecnego miejsca zamieszkania (Panania), a od St Peters parkrun, do którego wybraliśmy się z wizytą przy okazji ostatniego artykułu, dzieli go ok. 6 km. Jak już zapewne zauważyliście, w Sydney jest wiele lokalizacji, które leżą niedaleko siebie. Daje to możliwość odwiedzania kilku lokalizacji naprzemiennie, dzięki czemu można nie tylko poznać większe grono uczestników parkrun, ale także przetestować samego siebie na różnych trasach parkrun.

 

mapa

 

Jak na wzorową parkrunową turystkę przystało, kilka dni przed sobotnim spotkaniem przeanalizowałam trasę biegu, sprawdziłam godzinę zbiórki, a także odwiedziłam fanpage lokalizacji, aby upewnić się, że spotkanie na pewno nie jest odwołane. Kiedy jednak dotarłam na miejsce spotkania w Saint Mary Mackillop Reserve, zwątpiłam. Byłam pół godziny przed czasem, a dookoła mnie nie było ani żadnej chorągiewki parkrun, ani uczestników. Czyżbym jednak źle sprawdziła miejsce zbiórki na mapie? Weszłam na stronę lokalizacji, by upewnić się, że nie pomyliłam drogi, a także przeszłam się wzdłuż trasy biegu. Nigdzie nie było żadnego śladu, że w tym miejscu odbywa się parkrun! Lekko zaniepokojona wróciłam do bramy wejściowej do parku i dopiero wtedy zobaczyłam wolontariuszy spokojnie rozstawiających flagi i tunel mety. Mogłam odetchnąć z ulgą – byłam we właściwym miejscu!

 

20191102_074302

 

20191102_074323

 

Mimo wczesnej pory robiło się coraz goręcej. Zaczynam rozumieć te lokalizacje parkrun, w których spotkania rozpoczynają się już o 7 rano…

 

Na odprawie stawiło się łącznie 183 uczestników, wśród których znalazło się kilku parkrunowych turystów. Oprócz mnie byli też turyści z Wielkiej Brytanii, a także z Canberry, stolicy Australii, oddalonej od Sydney o ok. 300 km. Na linii startu rzuciło mi się w oczy, że było sporo dzieci, które pomagały w roli wolontariuszy – dwie dziewczynki zamykały razem z mamą stawkę, inne wydawały (również z mamą) tokeny, kolejne mierzyły czas.

 

20191102_075832

 

20191102_080002

 

Znowu nie zdążyłam dokładnie się rozejrzeć (nie mówiąc o włączeniu zegarka!), a już startowaliśmy. Biegło się bardzo dobrze, choć przez pierwszy kilometr każdy szukał swojego miejsca – wąskie alejki parku nie były przystosowane do takiej liczby osób biegnących, truchtających i maszerujących. Trasa w Cooks River parkrun wiedzie – zgodnie z nazwą – cały czas wzdłuż rzeki Cooks. Po pokonaniu 1,25 km należało zawrócić i kierować się z powrotem w stronę startu – tam następował ponowny nawrót i trasę powtarzaliśmy jeszcze raz. Na szczęście większa część trasy była zacieniona, dlatego aż tak nie odczuwaliśmy piekącego słońca.

 

74169111_1170989443091513_5543990682424705024_o

 

20191102_083832

trasa

Tuż przy trasie można było podziwiać piękne, różowe kwiaty, a także Jakarandę, której okres kwitnienia przypada właśnie na listopad. Zresztą całe Sydney od kilku dni jest skąpane w fiolecie – kolorze Jakarandy. Kiedy po zakończonym biegu cofnęłam się na trasę, żeby zrobić zdjęcia, zostałam nawet nazwana przez jedną z uczestniczek „Jakarandową dziewczyną” – w końcu miałam na sobie pasującą, fioletową koszulkę za 25 wolontariatów parkrun!

 

20191102_083357

 

20191102_083718

 

Na mecie standardowo poczekałam na wolontariusza zamykającego stawkę, dzięki czemu miałam czas na zrobienie sobie zdjęcia w ramce oraz rozmowę z innymi uczestnikami. Dowiedziałam się między innymi, że córka jednej z uczestniczek była jakiś czas temu w Polsce, gdzie odwiedziła kilka lokalizacji parkrun, ale niestety nie pamiętała konkretnych nazw miast. Zdołałam jedynie wywnioskować, że musiała być w Cieszynie, bo opowiadała, że trasa parkrun przebiegała przez dwa kraje – Polskę i Czechy. Jak to mówią: świat jest mały, ale mam wrażenie, że ten parkrunowy w szczególności.

 

20191102_083101

 

Z kolei inna uczestniczka opowiadała o biegu, w którym niedługo bierze udział. Widząc moje zainteresowanie, zaproponowała, że jeśli też chciałabym pobiec, mogę zabrać się razem z nią autem. Podała mi nawet swój numer telefonu, jeśli rzeczywiście się zdecyduję!

 

Do mieszkania wracałam z myślą, że doświadczyłam na własnej skórze idei parkrun w pełnym tego słowa znaczeniu. Z jednej strony aktywnie rozpoczęłam weekend, pokonując dystans 5 km, a z drugiej – poznałam innych uczestników, nawiązałam nowe znajomości, wymieniłam doświadczenia. Gdzie indziej zostałabym tak ciepło przyjęta? Gdzie od samego początku miałabym poczucie, że jestem częścią lokalnej społeczności? No właśnie – tylko na parkrun.

 

20191102_085142

 

Do usłyszenia wkrótce!

 

Ania Ziombek, Wasz australijski korespondent

Fot. Ania Ziombek, Cooks River parkrun

Prześlij znajomemu:

Aktywna strona miasta Tychy U. Usińska,

Statystyki parkrun Polska

W ciągu ostatnich dwóch tygodni ustanowiliśmy rekord frekwencji, nie raz, lecz dwukrotnie. 2 listopada trzy lokalizacje (parkrun Toruń, parkrun Szubianki, Zagórze i parkrun Jezioro Zatorze, Konin) ustanowiły nowe rekordy. 9 listopada pierwszy raz w historii w parkrun wzięło udział ponad 4 500 uczestników. W związku ze zbliżającym się Świętem Niepodległości wielu  przebranych w biało – czerwone…

Błoto

Domowe sposoby na życiowe błoto

Po całym tygodniu ciężkiej walki o lepsze jutro, trudnego wiązania obowiązków w 24 godzinnej skali dnia, troski o małych zasmarkanych, którym echo niesie wykaszlone sekundy; marzysz o chwili wytchnienia. Poranna bitwa o „zjedź owsiankę do końca” i „załóż czapkę, lato już się skończyło” została poddana bez walki. Ważysz, czy łatwiej pchać dziecko w wózku, czy…