Nasze uczestniczki: Dorota Asigno

Bez tytułu

Kolejny odcinek naszego australijskiego cyklu ma nieco inną formułę, a to ze względu na zbliżający się Międzynarodowy Dzień Kobiet. Tym razem przedstawiamy rozmowę z Dorotą, mieszkanką Sydney, która jest idealnym przykładem na to, że nie ma rzeczy niemożliwych.

 

Dorota ma dwójkę małych dzieci – 2-letniego Josha i miesięczną Freyę – a i tak znajduje czas, a przede wszystkim siłę, żeby co tydzień uczestniczyć w spotkaniach parkrun. Trzeba pamiętać, że jest to tym większe wyzwanie, że najbliższe jej lokalizacje rozpoczynają się już o 7 rano.

 

Zacznijmy od początku. Jak w ogóle trafiłaś do Australii?

To tak nie do końca było planowane. Po wyjeździe z Polski i kilku latach spędzonych w Wielkiej Brytanii i Holandii poznałam swojego przyszłego męża, Alexa. Przeprowadzka do Sydney była kompromisem. To było w 2009 roku i jakoś tak już zostało. Teraz nie wyobrażam już sobie mieszkania gdziekolwiek indziej.

 

Za Tobą ponad 150 spotkań parkrun. Jak zaczęła się Twoja przygoda z parkrun? Czy pamiętasz jeszcze swój pierwszy bieg?

Ja ani biegaczem nie byłam, ani nawet nie lubiłam cardio. Ktoś kiedyś wspomniał, że w pobliżu jest taki grupowy, cotygodniowy, darmowy bieg. A że zdecydowałam się zapisać na półmaraton (żeby zrobić coś nowego), to potraktowałam parkrun jako trening. Do mojego pierwszego biegu podeszłam na poważnie. Musiałam wstać wcześnie rano, bo Mosman parkrun zaczyna się o 7 rano. Ale rzeczywistość okazała się inna, tamten dzień zmienił sporo w moim życiu. Soboty nigdy już nie były takie same. Mam całą grupę nowych przyjaciół, nie tylko w Sydney, ale i w innych regionach Australii. Nawet założyliśmy grupę „Dirty Cheetahs”, której członkowie co tydzień w różnych stanach Australii biegają z gepardzimi uszami.

 

2

 

Kiedy dołączyły do Ciebie dzieci i jak zmieniło się Twoje podejście do parkrun?

Dwa lata temu dołączył do nas Josh. Na początku nie mogliśmy z nim biegać, bo był zbyt mały, więc dużo więcej udzielaliśmy się jako wolontariusze. Później kupiliśmy specjalny wózek do biegania. Josh wstawał z nami wcześnie i jeździł dookoła Sydney, po Australii i po świecie, odkrywając nowe miejsca. W zeszłym miesiącu dołączyła do nas Freya. Ona teraz też uczy się jak być wolontariuszem. I oczywiście teraz musimy kupić podwójny wózek!
Co się zmieniło? Nadal dochodzę do siebie po ciążach. Poza tym trochę spowalnia mnie pchanie wózka. Dodatkowo teraz każdy sobotni poranek wymaga więcej planowania. Ale chcę, żeby oboje byli wolontariuszami, żeby się lokalnie udzielali. Jeśli będą chcieli biegać, to super, a jeśli nie, to później będziemy się nad tym zastanawiać.

 

Co jest najtrudniejsze w udziale w parkrun razem z dziećmi?
Logistyka. Muszę wstać wcześniej i przygotować męża i dzieci na spotkanie, które często zaczyna się o 7 rano w sobotę. Oczywiście oboje dzieci jak na złość śpią (nigdy to się nie zdarza w ciągu tygodnia), a ja jako karmiąca matka muszę nakarmić Freyę przed bieganiem.

 

3 (800x595)

 

Masz na koncie już kilkadziesiąt spotkań parkrun w roli wolontariusza. Co sprawia, że wstajesz rano, nie żeby pobiegać, tylko wesprzeć parkrun od tej drugiej strony?
Dla mnie parkrun to dużo więcej niż bieganie. To przyjaciele, społeczność, nawyk. Wolontariat często sprawia mi dużo więcej przyjemności niż bieganie (kto powiedział, że bieganie jest przyjemne?). Bo pomagam innym osiągnąć ich cele, bo mam okazję pogadać z innymi wolontariuszami. I nie muszę się przy tym męczyć, biegając.

 

Brałaś również udział w parkrun w Polsce – w Krakowie i Tychach. Czy dostrzegasz jakieś różnice między spotkaniami parkrun w Polsce i Australii?
Uwielbiam to, że parkrun jest uniwersalny, gdziekolwiek jesteś. Ludzie czasem inaczej wyglądają albo mówią w innym języku, ale format jest zawsze taki sam. Nie wiem, jakie zwyczaje mają inne lokalizacje w Polsce, bo ja miałam okazję biegać tylko w Krakowie i Tychach (to był bieg dookoła mojego liceum!). Oba wydarzenia wspominam ciepło. Główną różnicą, jaką pamiętam pomiędzy parkrun w Australii i Polsce, było śniadanie i kawa. Dla mnie ta kawa jest czasem ważniejsza niż samo bieganie, to właśnie dla tego śniadania często wychodzę rano z łóżka. Nie pamiętam, aby spotkania w Polsce zakończyły się wspólnym śniadaniem. Ale to być może bardziej różnica kulturowa, bo cała Australia zwariowała na punkcie kawy. Ja chyba nie dałabym rady regularnie pokonywać tych 5km, gdyby pod koniec nie czekało na mnie właśnie śniadanie i kawa!

 

Jak zachęciłabyś inne kobiety będące matkami do udziału w parkrun?

Jak pojawiają się dzieci, to często zapominamy o sobie, czasem przestajemy o siebie dbać. Fizycznie, ale i nawet bardziej psychicznie. Ja potrzebuję parkrun dla siebie. Dla mnie to okazja do wyjścia, porozmawiania z dorosłymi, zrobienia czegoś dla siebie. Ale też szansa na aktywność fizyczną, na ćwiczenia, na które nie mam już aż tyle czasu, bo dzieci, brak snu, dom, obowiązki. I to nie ma znaczenia, czy biegam, czy spaceruję. Inny powód, dla którego wstaję rano na parkrun, jest jeszcze ważniejszy – chodzi o dobry przykład. Chcemy razem z mężem pokazać dzieciom, co jest ważne, ale i normalne. Mamy nadzieję, że jeśli wychowają się w domu, gdzie rodzice są wolontariuszami i cała rodzina regularnie ćwiczy, to będzie to dla nich tak naturalne, jak oddychanie. Mamy nadzieję, że oni też będą regularnie dawać coś od siebie dla społeczności, że znajdą swoją ulubioną formę aktywności i będą o siebie dbać – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. parkrun pomaga nam osiągnąć te cele.

 

88138034_656375728469898_2476899453395533824_n (800x450)

 

Ania Ziombek

Zdjęcia: Dorota Asigno, Ania Ziombek

 

#IWDparkrun

Prześlij znajomemu:

parkrun Ogród Saski 11

7 razy “p” jak parkrun – parkrun Ogród Saski, Lublin

parkrun to ludzie! To ich energia i zaangażowanie tworzą tę niezwykłą atmosferę, która przyciąga nas w sobotnie poranki na biegi, truchtanie, maszerowanie. Dziś chcielibyśmy przedstawić Wam parkrun Ogród Saski w Lublinie.   Joanna Klausa-Wartacz: Pierwsze „p” jak pierwszy parkrun. Tomku, skąd wziął się pomysł na uczestnictwo w nim? Gdzie biegłeś swój pierwszy parkrun? Jak to…

Vallaskogen-cover-1-9900000000079e3c

pozdrowienia z parkrun Polska

parkrun to inicjatywa, która angażuje, pomaga i łączy społeczności. Od momentu powstania parkrun wspierał i znacząco zmienił życie milionów ludzi. Pomagaliśmy sobie w trudnych chwilach. Przetrwaliśmy ciężki czas rozłąki spowodowanej pandemią. A teraz z ogromną przyjemnością po półrocznej przerwie, mamy możliwość przekazania Ci dobrej wiadomości. W październiku planujemy powrót na nasze parkrunowe trasy. Ogromna radość…