Nowości - 3rd Sierpień 2020
Sekcje:

(nie)parkrun w górach

0

Format (nie)parkrun nie od razu przypadł mi do gustu. Ostatnio odnalazłem jednak w nim wiele niesamowitych (jak się czasami mówi – “nikomu niepotrzebnych”) możliwości – począwszy od sposobności przeprowadzenia OMBT w (nie)parkrun po okazję nietypowego opowiedzenia swojej wakacyjnej przygody.

 

(nie)parkrun Polska

wariant: turystyczny

rejon: górski (Tatry)

trasa: Morskie Oko – Rysy

sposób: wędrówka (mozolne podejście)

przypisana lokalizacja: parkrun Tczew

 

1

 

Załączona tabelka ukończonych (nie)parkrun Tczew w tygodniu 27.07. – 02.08.2020, posegregowana wg najwolniejszych rezultatów, wyłoniła zdecydowanego zamykającego stawkę, mnie, z wynikiem 2:49:13. Zarówno wynik czasowy, jak i % współczynnika wieku w kategorii VM50-54 (9,00 % ww), przyznajcie, “robi wrażenie”. I powinien.

 

W (nie)parkrun, jedynym warunkiem jest konieczność pokonania 5 km, reszta to… nieskończona pomysłowość parkrunerów.

 

Takich (nie)parkrun, polegających na pokonaniu 5 km na górskich trasach, z pewnością jest bardzo dużo – niedawno na stronie znalazł się ten, który mnie zainspirował, gdzie można było poczytać o Norwegach, którzy zdobyli najwyższą górę Norwegii, Galdhøpiggan (2469 m), metodą (nie)parkrun w czasie 4:02:25 (w systemie jednak widnieje maksymalnie możliwy wynik, czyli 2:59:99).

 

“A niechaj narodowie wżdy postronni znają

iż Polacy nie gęsi, iż” swoje turystyczne trasy mają

I wyższą górkę, Rysami (2499 m), ją nazywają.

[przebieg (nie)parkrun: Morskie Oko - Rysy]

 

Przed:

- sprawdziłem szczegółową prognozę pogody,

- zabukowałem parking na Palenicy Białczańskiej (obowiązkowo!),

- mimo doskonałej prognozy zapakowałem się na każdą pogodę

 

W trakcie:

- ok. godz. 5.00 (na ten moment było rześko, temp. 8°C) wyszedłem z moimi towarzyszami (chłopakami z rodziny) ze wspomnianego parkingu (o tej godzinie stało już na nim jakieś 200 samochodów!) na najbardziej komercyjny czerwony szlak – do Morskiego Oka,

- w miejscu, gdzie zaczyna się niebieski (przejście do Doliny Pięciu Stawów przez Świstówke Roztocką w poprzek Opalonego Wierchu) włączyłem zwykły stoper (bez GPS, zdałem się na parametry strony

https://mapa-turystyczna.pl/#49.24867/19.94997/13)

i zacząłem swój (nie)parkrun.

 

  • Przy schronisku PTTK Morskie Oko było już sporo turystów, jeszcze więcej było już na trasie na Rysy.
  • Obeszliśmy przepiękne i największe tatrzańskie jezioro (do tego usytuowane na wysokości 1395 m npm),
  • Dalej czerwonym szlakiem rozpoczęliśmy wspinaczkę do Czarnego Stawu pod Rysami (1583 m npm),
  • Po drodze przyglądaliśmy się jak słynny… jeleń-celebryta spokojnie pożywia się w pobliżu przechodzących ludzi!,
  • Osiągnęliśmy Czarny Staw. Obchodząc go zachwycaliśmy się jego urokiem i cudnymi panoramami,
  • Ostateczna wspinaczka to podeście ok. 900m i sporo odcinków tak stromych i trudnych, że wymagają korzystania z zamontowanych łańcuchów,
  • Na szlaku trafiamy na przejście przez pokryty śniegiem żleb – nie ma czasu na lepienie bałwana – idziemy dalej,
  • Podchodziliśmy powolutku (bez spiny, z wyczuciem możliwości wszystkich z naszej trójki, delektując się pogodą, widokami, trudnościami),
  • Po drodze mijał mnie biegacz, a widząc moją czapeczkę z logo Biegającego Tczewa, zapytuje – Czemu też nie biegnę? – Wolę po Karkonoszach – odpowiedziałem, zresztą zgodnie z prawdą
  • Na łańcuchach, mimo stosunkowo wczesnej pory, już trzeba było czekać i wymieniać się z tymi, którzy schodzą,
  • Dotarliśmy do szczytu (polskiego), na którym wysiadywała już spora gromadka “taterników” polskich i słowackich (tych, którzy weszli od strony słowackiej),
  • Ciasnota jak na Giewoncie, ale znaleźliśmy sobie miejscówkę, ubraliśmy cieplej (bo troszkę zawiewało) i wypoczywaliśmy…

 

2

 

długość: 5 km

suma podejść: 1230 m

suma zejść: 134 m

planowany czas: 4:21

[osiągnięty czas: 2:49:13]

 

116583316_2632857077029914_7990332123373580050_n

 

116710659_657745638431114_6828146002469402455_n

 

116711217_1091267921268610_7209143745080718154_n

 

116713233_771262243677590_7926855882408116174_n

 

116713457_327615648377499_1803150097329788581_n

 

116715106_720352092135827_9014743028133539478_n

Jeleń celebryta

 

116792299_292579321848400_793192093117825136_n

 

116881144_290784085693308_4820842154074963432_n

 

Pokonanie tej samej trasy w drugą stronę zajęło nam dużo więcej czasu – przez… dłuższe oczekiwanie na mijankach łańcuchowych, przez sielskie pikniki nad Czarnym Stawem i Morskim Okiem, przez bardzo łaskawą pogodę i inne przyjemności.

 

Oczywiście w trakcie tygodniowych wakacji w Tatrach pokonałem wiele 5 km (nie)parkrun’ów, nawet trudniejszych, ale ten ma najfajniejsze parametry podejściowe.

 

Mimo, że się wzbraniałem, to jednak ostatniego dnia wędrowania zwyciężyła we mnie natura biegacza. Wymieniłem buty trekkingowe na biegowe-górskie, zaplanowałem trasę łagodną (z Doliny Kościeliskiej wejście na Ciemniak, przejście Czerwonymi Wierchami i dalej granią do Kasprowego Wierchu, zejście szlakiem zielonym przez Myślenickie Turnie – i tutaj ostatnie 5 km (różnica wysokości ok. 700 m) nareszcie sobie radośnie zbiegłem (nie)parkrun’em. Czasu nie wpisałem do systemu bo wyszłoby za szybko.

 

A jakie Wy pokonaliście górskie (nie)parkruny?

 

Czyż (nie)parkrun nie daje szczególnej okazji do promocji górskich szlaków, przyjemnych wędrówek i upajania się sielskimi krajobrazami?

 

Sławomir Gdaniec

Prześlij znajomemu:

GLOBAL_LEAD_OCT_WEEK_3

Czuj się mile widziany

Po przeprowadzce Naomi Dawson znalazła się w zupełnie nowym kraju, w nikogo nie znała. Lokalne spotkania parkrun pomogły jej zintegrować się z nowymi społecznościami, a przy okazji nawiązać przyjaźnie na całe życie.   Nigdy nie przepadałam za bieganiem. Aż w 2013 roku usłyszałam o parkrun. Ukończyłam program treningowy Couch to 5k, a potem wybrałam się…

chrysanthemums-gc32496eba_1920 (1)

Pozwól sobie być

Październikowe słońce mocno kusiło by rzucić wszystko i popedałować w stronę Pucka. Ożywcze promienie prześwietliły mocno  rzeczywistość i nakazały odkurzyć przestrzeń, której stanowczo brakowało ostatnio kobiecej ręki. Pomalutku, od kwiatka do kwiatka, zaczęłam analizować jak różnych warunków potrzebują moje roślinki. Do przemyśleń skłoniło z czeluści wydobywające się Piotrowe nawoływanie “ratuj moją dracenę! Podlewam raz w…