Nowości - 23rd Wrzesień 2020

7 razy “p” jak parkrun – parkrun Ogród Saski, Lublin

parkrun Ogród Saski 11

parkrun to ludzie! To ich energia i zaangażowanie tworzą tę niezwykłą atmosferę, która przyciąga nas w sobotnie poranki na biegi, truchtanie, maszerowanie. Dziś chcielibyśmy przedstawić Wam parkrun Ogród Saski w Lublinie.

 

Joanna Klausa-Wartacz: Pierwsze „p” jak pierwszy parkrun. Tomku, skąd wziął się pomysł na uczestnictwo w nim? Gdzie biegłeś swój pierwszy parkrun? Jak to wspominasz?

 

Tomasz Dybowski: Pierwszy parkrun… Wydaje mi się, że biegłem w Chełmie. Było to chyba po dwóch czy trzech miesiącach mojej przygody biegowej. O parkrunie dowiedziałem się od mojego przyjaciela z Torunia, który już dwa lata wcześniej namawiał mnie i do biegania, i do tego, aby pójść na parkrun, którego wtedy w Lublinie nie było. Więc najbliższa lokalizacja, jaką znalazłem, znajdowała się w Chełmie i tam pierwszy raz pobiegłem. To jest 75 kilometrów od Lublina, a więc wycieczka samochodem. No i co… Spodobało mi się! Tak zawitałem tam siedemnastokrotnie w ciągu kilku miesięcy.

 

J.K.-W.: A po jakim czasie przyszedł pomysł, aby stworzyć lokalizację parkrun w Lublinie?

 

parkrun Ogród Saski 3

Na chwilę przed startem…

 

T.D.: Chodziło mi to po głowie już od pewnego czasu, od dwóch, trzech lat. Mój kolega często pisał mi o parkrunie, rozmawialiśmy o nim. Wysłał mi nawet link do lokalizacji, która, jak się okazało, jest w Lubinie a nie w Lublinie… Czyli ta myśl przewijała się od dłuższego czasu. Ale ponieważ moja żona Anna jest lepiej zorganizowaną osobą, myślałem raczej o tym, żeby to ona rozkręciła lubelską lokalizację. Jednak Ania nie bardzo chciała się tym zająć.

 

J.K.-W.: Jaką drogą doszło więc do narodzin parkrunu w Lublinie?

 

T.D.: Tak naprawdę pomysł parkrunu, tego, żeby stworzyć lokalizację w Lublinie, nie wyszedł ode mnie, tylko od osoby, która się zgłosiła na koordynatora albo do Kuby (Fedorowicza – przyp. J.K.-W.) albo do Grzegorza (Tomaszewskiego – przyp. J.K.-W.). To była Patrycja Panecka. Ja zaoferowałem swoją pomoc jako wolontariusz. To było chyba w lutym zeszłego roku. W marcu rozpoczęły się pierwsze rozmowy, wstępne planowanie trasy. A potem okazało się, że Patrycja nie może zająć się tworzeniem parkrunu w związku ze zmianą pracy. Musieliśmy podjąć decyzję, czy dajemy sobie spokój, czy kontynuujemy ten temat i zmieniamy koordynatora. W gronie trzech osób: Patrycji, Wojtka Sochy i mnie podjęliśmy tę drugą decyzję. Ponieważ Patrycja całkowicie się wycofała, zostaliśmy we dwóch. Ja zdecydowałem się przejąć funkcję koordynatora, z czego jestem bardzo zadowolony. Dla mojego rozwoju osobistego i dobrostanu zrobiło to wiele dobrego.

 

parkrun OS 14

Tomasz Dybowski – fotografujący koordynator, koordynujący fotograf! 

 

J.K.-W.: Drugi raz podjąłbyś taką samą decyzję, tak?

 

T.D.: Tak, zdecydowanie. Poza tym rola koordynatora pozwoliła mi na przykład odkryć, że moją pasją jest kibicowanie. Bardzo lubię stać w trakcie parkrunu z megafonem, dopingować, klaskać. I muszę powiedzieć, że zmuszam nawet moich wolontariuszy do tego! Bijemy brawa, kibicujemy każdemu, kto biegnie, bo to dla niektórych ma ogromne znaczenie.

 

parkrun Ogród Saski 1

Na trasie! 

 

J.K.-W.: To przecież jest kwintesencja idei parkrunowej, żeby nie tylko biec, ale przede wszystkim być z biegową społecznością, aby ona wszystkich cieszyła. Kiedy konkretnie wystartował parkrun w Lublinie?

 

T.D.: 13 lipca 2019 roku.

 

J.K.-W.: Jak duża była frekwencja?

 

T.D.: Pamiętamy ją dokładnie – to jest wciąż niepobity rekord 55 uczestników. Ilości wolontariuszy nie pamiętam, ale było nas wystarczająco. Mieliśmy ogromną pomoc ze strony parkrunu Warszawa-Ursynów. Gdy patrzę na zdjęcia z pierwszego parkrunu, to przynajmniej kilkanaście osób spośród biegaczy współpracuje ze mną w roli wolontariusza, okazjonalnie lub na stałe, m.in. Wojciech Socha, Dominik Malik, Wojtek Biedacha, Monika Osypiuk i Damian Wójcicki, który bardzo zaangażował się w parkrun Ogród Saski, Lublin. W grudniu udało nam się osiągnąć pułap 54 uczestników, czyli zabrakło nam jednego parkrunnera do wyrównania rekordu. Przez pandemię, przez zamknięcie parkrunów, będziemy musieli budować frekwencję na nowo. Mamy tego pełną świadomość.

 

parkrun Ogród Saski 4

Od lewej Dominik, Monika, Anna, Adam, Katarzyna, Wojciech i Tomasz (pod ramką)

 

J.K.-W.: Ale widzę, że również pełną determinację!

 

T.D.: Nie jest to dla nas w ogóle kłopotem, czy przyjdzie jedna osoba, pięć, czy pięćset. My jesteśmy w stanie to ogarnąć. Będziemy mieli satysfakcję i z jednego biegacza.

 

parkrun OS 13

Magia Ogrodu Saskiego

 

J.K.-W.: Wspaniale!

 

T.D.: Przychodzimy tu i jesteśmy nawet dla jednej osoby, która ma ochotę przejść, przetruchtać, przebiec pięciokilometrową, niełatwą, aczkolwiek malowniczą trasę.

 

J.K.-W.: A jaki był przedział wiekowy uczestników pierwszego spotkania i jak się on  kształtował w trakcie kolejnych biegów do momentu ich zawieszenia?

 

T.D.: Standardowo, podobnie jak w innych lokalizacjach, byli ludzie w różnym wieku. W naszej lokalizacji biegają i dzieci, i dorośli, niekiedy całe rodziny. Chodzą też panie z kijkami.

 

parkrun Ogród Saski 9

parkrun wysokich lotów! Maciej Sokołowski – zrobił życióweczkę na ostatnim przed pandemią parkrunie! 

 

parkrun Ogród Saski 10

Bardzo wysokich!  Dynamika Małgorzaty Mazurek! 

 

J.K.-W.: Drugie „p” jak przyjaciele. Czy parkrun pozwolił Ci zdobyć nowych przyjaciół, czy zawiązały się tu prawdziwe przyjaźnie? A może to Ty włączasz w tę inicjatywę biegową zaprzyjaźnione z Tobą osoby?

 

T.D.: Na pewno na parkrunie łączy mnie z ludźmi wspólna pasja biegowa. Nasze więzi zacieśniły się chyba jeszcze bardziej w momencie zawieszenia biegów. Wspólnie biegamy, chodzimy na kawkę, jeździmy na zawody. Rozmawiamy o bieganiu i o wielu innych sprawach. Tak, to są bardzo dobrzy znajomi.

 

J.K.-W.: Nie znaliście się wcześniej?

 

T.D.: Nie, te wszystkie znajomości zakiełkowały na parkrunie. Jeżeli chodzi o grupę biegaczy z Ogrodu Saskiego, to ogromny wpływ na to, jak nasz parkrun wygląda, ma grupa UMCS Biega. Jest to bardzo pozytywnie zakręcona grupa osób, jak mawia Jurek Owsiak.

 

J.K.-W.: To są studenci czy pracownicy UMCS-u?

 

T.D.: Pracownicy. Tworzą tutaj niesamowitą atmosferę, także podczas edycji specjalnych. Nie mają problemu z tym, aby po każdym parkrunie zebrać elementy trasy. To jest pewien standard, który wprowadzili. Chodzą z nami na kawki do ParZony. To bardzo aktywni biegacze, niektórzy bywają pacemakerami.

 

parkrun OS 12

Koniec karnawału – ostatki #32 

 

J.K.-W.: Czy jako koordynator biegu zaobserwowałeś, że przychodzą tu ludzie, którzy wcześniej się nie znali, a zżyli się właśnie dzięki parkrunowi? Albo zorganizowane grupy biegowe oprócz wspomnianych już UMCS Biega i Lublin Biega?

 

T.D.: Od jakichś 10 – 15 parkrunów biegają z nami ludzie z grupy Lublin Biega. Biega grupa AZS UMCS. Biegają ludzie z innych środowisk biegowych jak Lubelskie Stowarzyszenie Biegowe. Znana postać w lubelskim środowisku biegowym: Jerzy Hiller. Kiedy pierwszy raz był u nas, od razu wcielił się w rolę wolontariusza, bo często podejmuje się tego zadania w czasie lubelskich imprez sportowych i chciał po prostu zobaczyć, co my tutaj robimy! Co tutaj się dzieje? Udało się zaszczepić to, że organizatorzy innych spotkań biegowych przychodzą też i do nas. To był ten moment, w którym mieliśmy wzrost, a który został zatrzymany przez pandemię. Ale nie zrażamy się. Ludzie aktywizują się na parkrunie, otwierają, przełamują swoją nieśmiałość, np. przebierając się podczas edycji specjalnych. To widać, to bardzo pozytywnie nakręca i tym bardziej chce się działać.

 

_MG_5609

Poparkrunowa kawa w ParZonie. Ekipa pacemakerów gotowa na edycję z ich udziałem! To już chyba niedługo… 

 

J.K.-W.: Trzecie „p” jak poranki. Czy parkrun zmienił je w jakiś sposób?

 

T.D.: Ja nigdy nie byłem śpiochem. Zawsze wstaję między 5 a 6 rano. Ale parkrunowa jesień jest dla mnie ciężka, bo sobota to było wyjście na grzyby! parkruny nie zmieniły moich poranków jeśli chodzi o wstawanie. Zmieniły to, co robię rano. Zazwyczaj z żoną sprzątaliśmy i robiliśmy zakupy. Odkąd jestem koordynatorem, na parkrun przyjeżdżam około 8:30. O tej godzinie jestem umówiony z wolontariuszami. Kwadrans wystarczy nam na ustawienie elementów trasy. Nasza pętla ma 1600 metrów, więc do każdego miejsca, wymagającego oznakowania, jest bliziutko. W trzy minuty mamy wszystko rozstawione i czekamy na ludzi, witamy się z nimi, rozmawiamy. Potem, w trakcie biegu czekamy na ostatniego uczestnika, zbieramy elementy trasy, zanosimy do samochodu i uderzamy na kawkę.

 

J.K.-W.: No właśnie! I to jest czwarte „p” jak po parkrunie. Jak dużą grupą udaje Wam się spędzać dalej sobotni czas?

 

T.D.: Początek naszych kawek, do których Marek (Szpanowski – J.K.-W.) namawiał nas bardzo mocno, był dla mnie abstrakcyjny! Dobrze, spotykamy się, biegamy… ale nie znam ludzi… Jednak po którejś z kolei rozmowie z Markiem stwierdziłem: „Czemu nie?”. Trzeba o pewnych rzeczach pogadać, pewne kwestie są do ustalenia, warto przedyskutować ruchy, które moglibyśmy wykonać. Pierwsze kilka kawek to był przymus! Mówiłem: „Wszyscy wolontariusze idą na kawkę!”, o czym wtedy nie mówiliśmy jeszcze naszym biegaczom. Po pewnym czasie zaprosiłem i ich. Kawkowa frekwencja po kilku parkrunach ma swój rekord 17 kawoszy.

 

parkun OS 14

Radek Tuszkiewicz – nasz zaprzyjaźniony fotograf i Ashley White – nasza stała parkrunnerka

 

J.K.-W.: Macie swój ulubiony lokal, do którego chodzicie?

 

T.D.: Tak. Chodzimy do wspomnianej już ParZony, która jest zlokalizowana 200 metrów od głównego wejścia do Ogrodu Saskiego. Po jakimś czasie dostaliśmy rabat jako stali bywalcy, za co serdecznie dziękujemy. Nie udało nam się jeszcze namówić jej pracowników do biegania, ale cały czas nad tym pracujemy! Jest nam bardzo miło spędzać tam czas! To jest również moment, w którym wgrywamy wyniki. Damian Wójcicki rewelacyjnie sobie z tym radzi. Praktycznie przejął ode mnie to zadanie. Inna sprawa, że ludzie poprzez uczestnictwo w parkrunie bardzo się zmieniają. Na początku czasami bywa tak, że przychodzą, ale wydaje się jak gdyby chcieli powiedzieć: „Mnie tu nie ma”. Ale już za piątym, dziesiątym razem mówią: „Cześć! A może wybiorę się z Wami na kawę?”.

 

parkrun Ogród Saski 6

ParZona – poparkrunowe miejsce spotkań i najprawdopodobniej najlepsza kawa w mieście! 

 

J.K.-W.: Ale w tym wszystkim niesamowity jest też Twój entuzjazm! Biegacze, wolontariusze muszą widzieć, że i sam koordynator naprawdę dobrze się czuje na parkrunie, że jest dla ludzi.

 

T.D.: Tak. Parkrunnerzy muszą wiedzieć i czuć, że tutaj wszyscy są dla nich, że oni są w tym wszystkim najważniejsi. Bo my jesteśmy dla nich. Bieg nie po to jest organizowany, żebym ja poczuł, że jestem świetny. Ja przychodzę dla każdego pojedynczego biegacza, który ma tu ochotę spędzić sobotni ranek.

 

J.K.-W.: Piąte „p” jak pomoc, czyli wolontariat. Czy wyobrażasz sobie siebie na parkrunie bez uczestnictwa w wolontariacie, bez bycia koordynatorem?

 

T.D.: Na razie jestem na takim etapie życia, że absolutnie nie. Przez rok istnienia lokalizacji wszedłem już w schemat parkrunowego działania. Ja niechętnie oddaję koordynowanie spotkaniem, ale na całe szczęście wolontariusze jeszcze bardziej niechętnie wchodzą w te buty!

 

J.K.-W.: Ilu wolontariuszy potrzebujecie do organizacji parkrunu?

 

parkrun Ogród Saski 2

Stawkę zamykają mali i duzi!  Sebastian Wojciechowski z Vege Runners i Janek Szymuś – warszawskie wsparcie na inaugurację!

 

T.D.: Cztery osoby są już w stanie zorganizować spotkanie, ale pięć to jest optymalna ilość. Poza tym parkrunnerzy, którzy jako pierwsi przybiegają na metę, chętnie proponują swoją pomoc. Mamy też fotografa, Radka Tuszkiewicza, który ma świetne oko i robi niesamowite zdjęcia, za co mu bardzo dziękuję. Nie ma też problemu, aby na przykład nasz biegacz Paweł, który pokonuje trasę w 18 minut, był zamykającym stawkę.

 

parkrun Ogród Saski 8

 Od lewej: Grzegorz Gajek, Anna Kozieł, Magdalena Gajek – wszyscy bardzo zadowoleni! 

 

J.K.-W.: Szóste „p” jak parkrunowe podróże. Jakie lokalizacje odwiedziłeś?

 

T.D.: Moja przygoda z parkrunem, tak jak mówiłem, zaczęła się w Chełmie. Potem był Toruń, Warszawa-Praga, Poznań i Kraków. Warszawę i Poznań pobiegłem przy okazji maratonów, Kraków – wracając z wakacji, a Toruń to po prostu moje rodzinne miasto.

 

J.K.-W.: Czy jest jakaś lokalizacja, w której szczególnie chciałbyś pobiec?

 

T.D.: Nie, ale była kiedyś u nas parkrunnerka, która biega w RPA i pomyślałem, że mógłbym pobiec w Afryce.

 

J.K.-W.: Ostatnie, siódme „p” – plany, pomysły, przyszłość lokalizacji parkrun Ogród Saski, Lublin.

 

T.D.: Urodził nam się pomysł na oznakowanie trasy stałymi elementami, które będą dostosowane do XIX-wiecznego charakteru ogrodu saskiego, a jednocześnie będą nowoczesne: z kodami QR, z oznaczeniem kilometrów, może z oświetleniem, aby np. można było bez problemu zrobić wieczorem parkrun freedom. Chcielibyśmy również mieć tablicę informacyjną. Może uda się zrealizować te plany w ramach budżetu obywatelskiego.

 

parkrun OS 15

parkrun Ogród Saski czeka na Was, parkrunnerki i parkrunnerzy! Do zobaczenia niebawem!

 

J.K.-W.: Tego serdecznie Wam życzę! Bardzo dziękuję za rozmowę!

 

T.D.: Ja również!

Prześlij znajomemu:

COVID_27

Komunikat dot. COVID-19 (koronawirus) – 27 października

  Pomimo, iż w większości z naszych krajów wciąż zmagamy się pandemią, w ostatnią sobotę byliśmy świadkami powrotu naszych spotkań w Japonii oraz Zachodniej Australii. Łącznie z funkcjonującymi spotkaniami w odległej Nowej Zelandii oraz Falklandach, 89 lokalizacji parkrun powitało ponad 8,500 maszerujących, truchtających i biegających uczestników parkrun oraz ponad 900 wolontariuszy wspierających nasze spotkania, w…

bread-821503_1280

Dom pachnący chlebem

Moją przygoda z pieczeniem chleba trwa już dwa lata. Z dzieciństwa pamiętam wielką misę, w której babcia nastawiała ciasto na 5 ogromnych blach chleba, tak by starczyło do następnego wtorku dla dziewięciorga wnucząt spędzających u niej wakacje. Na kolację najlepsza była jeszcze ciepła kromka chleba z rozpływającym się masłem i kapiącym złotym wielokwiatowym miodem. I…