Nowości - 17th Luty 2021
Sekcje:

Nigdy nie jest za późno

Sabina

Kiedy jest najlepszy moment by zacząć się ruszać? 10, 20, 30 lat? Co daje nam bieganie? Czy około 70tki warto się ruszać? Czy w czasie pandemii trzeba rezygnować z pasji?

 

Zapraszam Cię na rozmowę z Sabiną i Leszkiem Chwaliszami, uczestnikami parkrun z Rumi, którzy trzy lata temu przeszli na biegową stronę mocy. Oboje udowadniają, że to co nas ogranicza, to na pewno nie metryka urodzenia.

 

Jak się zaczęła Wasza biegowa przygoda?

 

Sabina: Przygoda biegowa zaczęła się od parkuna. Pewnego dnia nasza córcia Sylwia, powiedziała: “Tato, zbliża się Dzień Ojca. Lena powiedziała, że mam przyprowadzić tatę. Będziemy razem biegać”.

Leszek: Nie było możliwości by odmówić. I tak sie wciągnąłem, a potem dołączyła do mnie Sabina. Początkowo ciężko było ją namówić. Zawsze wykręcała się, że ma dużo zajęć. A to praca w ogródku, a to wnuki. Sobota była zawsze zajęta, ale tak na prawdę tyle co w ogrodzie tego ruchu to zdecydowanie za mało. Jednak jak złapała bakcyla, to już nie można jej oderwać. Teraz tylko bieganie.

Sabina: To dzięki Sylwii trafiliśmy na parkrun, ale bardzo często o tym myślę, że zostaliśmy tam dzięki ludziom, którzy tam przychodzą. Nie zdawałam sobie sprawy, że biegacze są tacy szczęśliwi, dobrze usposobieni do życia. To mi się tak podobało. I tęskniłam. Jak przychodził piątek, już nie mogłam się doczekać soboty. Często zastanawiałam się: “Czy wszyscy będą? Kogo nie będzie?” Tak naprawdę zaczęłam tęsknić za ludźmi. Za dziećmi. Za naszymi maluchami. To było coś takiego, że w czwartek już przebierałam nogami. W piątek szykowałam ciuchy, w co się ubiorę. I rano nie mogliśmy się doczekać. A jak jeszcze herbatę trzeba było przygotować, to już od szóstej byliśmy na nogach.

Lena: Za tą herbatą wszyscy tęsknimy… Najpyszniejszy nektar. Z domowymi sokami. Na specjalne okazje wyjątkowe zestawienia smaku. Zawsze po biegu była degustacja przy termosie…

Sabina: Często myślę, że gdyby nie Ci wszyscy ludzie, tacy mili, uśmiechnięci, bo przecież dużo ich znamy osobiście, to byśmy w tym bieganiu nie zostali. Od tego się wszystko zaczęło. Od ludzi.  Ty tam zawsze byłaś. Czy słońce, czy deszcz, zawsze tam biegłaś uśmiechnięta. Z dziećmi u boku. I to od rana tak człowiek żyje. Wymówkę zawsze można znajeść. Nie leżenie pod cieplutką kołderką. Tutaj to ja nie wyjdę, nie wstanę, bo pada…W zeszłym roku od stycznia do marca zastępowaliśmy przyjaciela  w pracy i już od 3 w nocy byliśmy na nogach. Objeżdżaliśmy cały półwysep helski. Musieliśmy się śpieszyć , by nie spóźnić się na parkrun. By dostarczyć pakunki Sabina często robiła to biegiem.

 

Ile lat miałaś, kiedy zadebiutowałaś w parkrunie?              

 

Sabina: 68. Teraz mam 72.

 

Czy wcześniej uprawiałaś jakieś sporty?

 

Sabina: Bardzo wcześnie. W szkole. W młodości. Do czterdziestki. A później na wczasach zawsze jakiś sport uprawialiśmy: kajaki, strzelanie, biegi na orientację. Cieszyło mnie kiedy mając czterdzieści lat rywalizowałam z osiemnastoletnimi dziewczynami  w biegach po lesie i wygrywałam z nimi. One rezygnowały, a do mety tak naprawdę garstka nas dobiegała. Gdy przyszłam na parkun, zobaczyłam , że jest pan Antoni w moim wieku (przyp. red. Antoni Cichończuk). Różnica taka, że to mężczyzna. Czy ja nie mogę coś z siebie dać? W końcu nogi mam w miarę jeszcze sprawne. Przecież to jest jak chodzenie, ale trochę szybciej. I spróbowałam.

 

76695138_792241034550134_8000461961395437568_o

 

70933947_748159142291657_7657038923322884096_o

 

73307146_768730940234477_1262171471023702016_o

 

Czy mieliście jakieś obawy przed dołączeniem do parkrun?

 

Sabina: Nie, żadnych.

Leszek:  Na pewno, takie ukryte, że nie dam rady. Każdy ma takie.

Sabina: Nie. Myślałam, że jak nie dam rady to trudno. Będę chciała się poprawić następnym razem.

Leszek: Po przerwie parkrun przeszedłem z kijkami. Byłem wtedy szybszy niż ona. Teraz juz nie mam żadnych  szans.

Sabina: Musiałam więcej z siebie dać. Od pierwszej soboty do czasu epidemii nie opuściłam żadnego parkruna. Ani jednej soboty. Jak mieliśmy dodatkowe zajęcia, to nie wyobrażałam  sobie jak można nie być na parkrunie. Nie ważne czy nas było tam 50 osób, czy 80.

Lena: Pamiętam zamierzchłe czasy kiedy razem wszystkich uczestników było nas dziesięcioro, a kiedy w Gdyni odbywały się biegi to większość uczestników była wolontariuszami, tylko kilka osób biegło…

Sabina: Moją pierwszą dychę przebiegłam  w listopadzie. Bałam się odważyć. Zaczęłam małymi kroczkami.  Raz zrobiłam siedem, innym razem osiem km. Jak już zrobiłam osiem kilometrów, to pomyślałam, że już dam radę dziesięć. Pierwsze dziesięć kilometrów udało się zrobić w nowej kategorii wiekowej, kiedy skończyłam siedemdziesiąt lat. Było bardzo przyjemnie spotkać na trasie znajomych kibiców. Jak Cię zobaczyłam na szczycie tego podbiegu na Świętojańskiej to dodało mi takiej energii, ze nie pamiętam ostatnich dwóch kilometrów, tak lekko mi się biegło. Kiedy biegłam pierwszy raz śledzia (Cykliczny Bieg Śledzia) pogoda była paskudna. Było strasznie zimno. Ty biegłaś z wózkiem,  wszyscy biegliśmy w kurtkach.  To była moja druga dycha. Sylwia mi mówiła, że w każdej chwili mogę zejść z trasy. Zimno było, ale dałam radę.

Leszek: Sabina jest rasową Kaszubką. Jest tak zawzięta, ze nigdy nie odpuści.

 

Czy masz Kaszubskie korzenie?

 

Sabina: W życiu. Moja rodzina pochodzi z innej części Polski. Wiesz, jeśli człowiek jest na chodzie, to po prostu biega. Wiem, że nie dołączę do tych młodych, ale staram się zawsze poprawiać swój czas. Od lipca już udawało mi się przebiec  5km w pół godziny, a potem dyszkę robiłam w godzinę i 4 minuty. Staram się odpowiednio ubierać do warunków pogodowych. Nie za ciepło, nie za lekko. Na dłuższe trasy zabieram plecak z piciem. Teraz raz w miesiącu biegnę półmaraton. Czasami uda mi się spotkać po drodze kogoś ze znajomych. Wtedy myślę o nich przez kilka kilometrów. To dodaje mi energii, jestem wtedy taka radosna.

 

Kiedy się pojawił pierwszy półmaraton? Biegasz od niedawna.

 

Sabina: Po pół roku parkrunów przebiegłam 10 km. Po dyszce po prostu nic nie czułam. Nie bolały mnie mięśnie, a nawet czułam niedosyt. Kolejnym razem odważyłam się przebiec 13 km. I tez nic mi nie było. Kolejnym razem poprosiłam Leszka by towarzyszył mi na rowerze. Leszek miał mi czas liczyć. Po 10 km napiłam się wody, zjadłam kawałek czekolady. Po dwóch godzinach coś zaczęły mnie boleć kolana. I krzyczę do Lesia, ile już mamy. On stanął i ze zdumieniem stwierdził, że jest już ponad 23km! Przecież potrzebowałam 21,10! Dlaczego Ty mi nie powiedziałeś, że to już! Później już nie żałowałam, że tyle wyszło. Powoli myślę o maratonie. Musi być razem z odpowiednią okazją i dedykacją w szczytnym celu.

Leszek: Z pierwszym półmaratonem to wyszło trochę przez Sylwię, trochę przez Darka i Ligę Biegową. On był trzeci w swojej kategorii wiekowej w Lidze Biegowej. I jako jedyny reprezentował Rumię w tabeli. Zaproponował, by Sabina spróbowała półmaratonu. Zawsze dwie osoby z Rumi to lepiej niż jedna. I tak się zaczęło. Do Ligii Biegowej namówiłam też sąsiadkę/ Niech zobaczą, gdzie ta Rumia jest, że tu tyle biegaczy mieszka. Wirtualna rywalizacja mobilizowała mnie by poprawiać czas.

 

Jak pandemia i zamknięcie wpłynęło na Wasze bieganie?

 

Leszek: Fatalnie. Przechodziliśmy chorobę na przełomie października i listopada. Sabina pozbierała się szybciej. Ja nie mogę dojść do formy. Straciłem odporność i wydolność. parkruny jednak mobilizowały do ruchu. A teraz człowiek mówi  “dziś nie idę”. Przypominamy sobie, że na parkrunie obojętnie jaka była pogoda, w błocie, śniegu, deszczu się szło. A teraz łatwiej zrezygnować. Po przerwie nogi bardziej bolą. Wcześniej nie mieliśmy takich zakwasów. Jeszcze chciałbym podać przykład naszej znajomej. Ona przychodziła na parkrun z kijkami. Zawsze szła spacerem na końcu stawki. Pracuje w szkole. By wejść na piętro musiała zawsze trzymać się poręczy. Jak zaczęła przychodzić na parkrun, po kilku miesiącach okazało się, że kondycja jej się poprawiła na tyle, ze ona po tych schodach zasuwała. Teraz jak nie ma parkruna, okazuje się że ona nie ma motywacji by ćwiczyć, ruszać się. Jej wydolność mocno się pogorszyła. To właśnie dawał jej parkrun. Mieliśmy o wiele lepsza kondycję. Jak się pobiega to ma się więcej energii. Czuję się spełniony.

Brakuje nam spotkania i rywalizacji z ludźmi we wszystkich kategoriach. Tęsknimy za dziećmi. Naszymi przyszywanymi wnukami. Zamartwiamy się co u nich słychać, czy zdrowi. Jak patrzymy przez okno, widząc biegaczy cieszymy się, że to nasi. Jak przychodziła ta sobota, myślało się o już są Ci. A dlaczego nie ma tamtych? Chyba nie chorzy… Kiedyś Sabina nie mogła mnie odciągnąć od majsterkowania, teraz mi się zupełnie nie chce. I to się odnosi też do biegania. Łatwo uznać warunki pogodowe za trudność, ale jak brak mi sił, słońce za mocno świeci, pojutrze śnieg pada. Zawsze jest jakaś wymówka.  A kiedyś nie było tych wymówek. Kiedyś jak była sobota, tośmy biegali na parkrunie.

Sabina: Kiedy biegaliśmy w Mikołajki, czapka była aż sztywna z zimna. Kto by wtedy pomyślał by nie iść na parkrun! Czasami w trakcie biegu ktoś zatrzymywał samochód i dopytywał “A co to za bieg? A gdzie można się zapisać?

 

70507215_748153052292266_1545208647598997504_o

 

 

74496189_792234011217503_7008439964740354048_o

 

142341824_1811448042369995_7453943473536213053_n

 

Co daje Wam bieganie?

 

Sabina: Na pierwszym miejscu radość. Zadowolenie z tego, dałam radę. Nie patrzę na to, że się śmieją, że ja taka stara, w tym wieku i biegam. Nie patrzę na to. Jak ktoś się śmieje, niech się śmieje. A jak patrzy, to może go zachęcę. Też pobiega troszkę. Waga na drugim. Po biegu mam więcej miejsca na obiad, kolację i ciasto. Nie muszę pilnować kalorii.

Leszek: Dzięki bieganiu Sabina jest o wiele sprawniejsza, ma więcej sił. Ma lepsza figurę i jest radośniejsza. Z resztą, ja też.

Sabina: Po bieganiu przy brzydkiej pogodzie, w deszczu, zrzucam z siebie ten mokry strój, szybki prysznic, siadam w fotelu z kawą i myślę, jaki piękny mamy dzień! Gdybym poczuła, że to mi szkodzi to bym przestała. Pamiętam jak Renat Kim opowiadała o parkrunie. Ja czuję to samo. W środku tygodnia już tęsknię za sobotą. Wśród biegaczy nie ma zawistnych ludzi. Wszyscy fajni, dobrzy ludzie.

Leszek: Warto zauważyć jeszcze jedno. Przez ten czas jak biegaliśmy w parkrunach nie zdarzała nam się choroba, czy przeziębienie.

 

Jak się żyje z kobietą dynamit?

 

Leszek: Ciągle w ruchu.

 

Jak przygotowujesz się do biegu?

 

Sabina: Rano kawa, czasem owsianka. Do piątki nie trzeba się przygotowywać. Do dyszki bardziej. Lepiej się ubrać, czy coś na wiatr, na deszcz, odpowiednie obuwie. Makaron dzień przed. Czasami elektrolity. Teraz wspieramy się witaminą D. Pilnujemy żeby więcej wody pić. Na półmaraton więcej płynów, makaron. Tyle tylko że więcej mnie nie ma w domu. Muszę zadbać by mąż w domu się nie nudził i miał co jeść. Razem nie biegamy. Leszek woli biegać sam. Wybiega kilkaset metrów za mną. Woli swoje tempo.

 

Dziękuje za rozmowę! Myślę, że ta dobra energia udzieli się naszym czytelnikom!

 

Lena Adamusiak

 

Prześlij znajomemu:

COVID_MARCH_WEEK_1

Komunikat dot. COVID-19 (koronawirus) – 2 marca

Mija rok od momentu rozpoczęcia się pandemii COVID-19 (koronawirus), która dotknęła nas wszystkich, niezależnie od tego, w którym zakątku świata mieszkamy. I choć odczuliśmy ją w mniejszym lub większym stopniu, ostatni rok był dla wszystkich rokiem trudnym i pełnym wyzwań.   Niemniej jednak, wraz z postępującym procesem szczepień, zwiększonym poziomem opieki medycznej oraz naszą wiedzą…

O

Pozdrowienia z parkrun Polska!

Miło mi powitać Cię w kolejnej odsłonie wieści z parkrun Polska. Za oknem pomalutku, po cichutko czai się wiosna. Niech promienie jaśniejącego słońca wywiodą Cię na spacer lub truchcik po okolicy, byś na własne oko doświadczył jak przyroda budzi sie do życia, jak zmienia się krajobraz! To świetna okazja by oczyścić umysł i nabrać dystansu…