Nasi uczestnicy, Nowości - 22nd Wrzesień 2021
Sekcje:

Krótka historia pewnego zakładu

141771733_1500950676762073_8563620197976563777_n

Dawno, dawno temu, w odległej, przedcovidowej rzeczywistości, mieszkałam przez kilka miesięcy w Australii. Odwiedzałam wtedy różne lokalizacje parkrun w Sydney i okolicy, a relacje z tych wypraw mogliście przeczytać tutaj na blogu. 

 

Istotną częścią tej historii jest fakt, że mieszkałam wtedy z dwójką współlokatorów – Agnieszką i Błażejem – którzy nigdy wcześniej nie słyszeli o parkrun. Cóż, aż do mojego przyjazdu. Popełnili wtedy jeden duży błąd, którego zapewne żałowali do końca mojego pobytu, tzn. zapytali mnie czym właściwie jest parkrun. Od tamtej pory ich życie nie było już takie samo. Co piątek byli świadkami mojego planowania kolejnej sobotniej wyprawy i z coraz większym przerażeniem w oczach przyjmowali nietypowe godziny, o których musiałam wstać, żeby dotrzeć w konkretne miejsce. Aga i Błażej cenili sobie długie sobotnie wylegiwanie się w łóżku, dlatego niestety byli odporni na moje wtrącane gdzieniegdzie zaproszenia, by dołączyli do mnie któregoś poranka i razem ze mną wybrali się do jednej z kilkunastu lokalizacji parkrun w Sydney. “O 6 rano wyjazd. Jedziecie ze mną?” Nadal nie rozumiem dlaczego nie chcieli.  

 

Po kilku miesiącach błogiego życia, niestety wybuchła pandemia, a ja zdecydowałam, że wracam do Polski. Zastanawialiśmy się wtedy z Agnieszką i Błażejem, kiedy to wszystko się skończy i kiedy znowu się zobaczymy. Błażej był optymistą i obstawiał, że do końca czerwca wszystko wróci do normy. Ja natomiast obstawiałam raczej koniec roku (ech, my naiwni). A więc się założyliśmy. Jakie były warunki zakładu, zapewne spytacie? Otóż jeśli Błażej by wygrał, musiałabym wysłać do Australii paczkę z jego ulubionymi piwami, natomiast jeśli ja bym wygrała, Błażej musiałby pójść na parkrun. W sobotę. O 8 rano. 

 

No cóż, chyba domyślacie się kto wygrał? 

 

Pewnego zimowego wieczoru w Polsce, a letniego poranka w Australii, Błażej został zmuszony (choć wolę określenie: zachęcony) do wykonania zadania za przegrany zakład. Razem z Agnieszką (która miała już za sobą uczestnictwo w dwóch lokalizacjach parkrun razem ze mną) wybrali się do oddalonego o ok. 1,5km Panania parkrun, gdzie przebiegli trasę 5km po pobliskim parku. Kiedy zobaczyłam zdjęcia z miejsca, w którym jeszcze kilka miesięcy wcześniej sama pobiegłam swój pierwszy australijski parkrun, muszę przyznać łezka zakręciła mi się w oku (tym bardziej, że w tamtym czasie spotkania parkrun w Polsce były zawieszone). Z drugiej jednak strony poczułam dumę i satysfakcję, że zdołałam przekonać nawet takich parkrunowych sceptyków jak moi współlokatorzy. Moje dzieło zostało ukończone. 

 

141569649_1500951026762038_8232954132081754618_nZnajdź niepasujący element :)

 

Jaki jest morał z tej historii?

Nie wpuszczaj do domu parkrunowego freak’a – prędzej czy później skończysz w którejś z lokalizacji parkrun i nawet się nie zorientujesz, kiedy będziesz zawiązywał/-a buty do biegania w sobotni poranek.
~~~~~~

Tekst oczywiście pisany z nutką ironii, Agnieszka i Błażej nadal mnie lubią (chyba) i choć aktualnie spotkania parkrun w Sydney są zawieszone ze względu na trwający od kilkunastu tygodni lockdown, wierzę, że jeszcze kiedyś wybiorą się na parkrun. Tylko najpierw muszę się z nimi o coś założyć.

 

Ania Ziombek

Fot. Panania parkrun

Prześlij znajomemu:

GLOBAL_LEAD_OCT_WEEK_3

Czuj się mile widziany

Po przeprowadzce Naomi Dawson znalazła się w zupełnie nowym kraju, w nikogo nie znała. Lokalne spotkania parkrun pomogły jej zintegrować się z nowymi społecznościami, a przy okazji nawiązać przyjaźnie na całe życie.   Nigdy nie przepadałam za bieganiem. Aż w 2013 roku usłyszałam o parkrun. Ukończyłam program treningowy Couch to 5k, a potem wybrałam się…

chrysanthemums-gc32496eba_1920 (1)

Pozwól sobie być

Październikowe słońce mocno kusiło by rzucić wszystko i popedałować w stronę Pucka. Ożywcze promienie prześwietliły mocno  rzeczywistość i nakazały odkurzyć przestrzeń, której stanowczo brakowało ostatnio kobiecej ręki. Pomalutku, od kwiatka do kwiatka, zaczęłam analizować jak różnych warunków potrzebują moje roślinki. Do przemyśleń skłoniło z czeluści wydobywające się Piotrowe nawoływanie “ratuj moją dracenę! Podlewam raz w…