Nowości, Podróże z parkrun - 21st Listopad 2022
Sekcje:

parkrun Australia: powrót

tytułowe au

Pamiętacie nasz cykl parkrunowych opowieści z Australii sprzed 3 lat*? Często do niego wracam i wiem, że wielu z Was podobały się te relacje z kolejnych opisywanych przeze mnie lokalizacji na antypodach. Otóż dobra wiadomość – nadchodzi (krótkie, bo tylko czteroodcinkowe) wznowienie cyklu!

 

Planując swoją podróż do Australii, wiedziałam, że będę chciała z niej wycisnąć jak najwięcej i dotyczyło to również spotkań parkrun. Czy tak ustawiłam daty wylotu do Australii i powrotu do Polski, żeby w ciągu 2 tyg. zaliczyć 3 sobotnie spotkania? Być może. Czy udało mi się też odwiedzić junior parkrun? Tak!

 

Ale po kolei.

 

Na początku muszę zaznaczyć, że podróż do Australii jest bardzo długa i męcząca – najszybciej z Polski można dostać się do Sydney w ciągu 23h, chyba że zaplanujemy sobie dodatkowe zwiedzanie podczas przesiadki (ja tak zrobiłam w Singapurze), wtedy nasza podróż jeszcze się wydłuża. Kiedy więc po ok. 50h od momentu wyjścia z domu w Poznaniu wylądowałam w Sydney w piątkowe popołudnie, nie byłam już taka pewna, że wstanę kolejnego dnia na parkrun – i to jeszcze na 8:00 rano! Jakoś łatwiej się planowało tę wizytę na parkrun niż faktycznie na nią wstawało.

 

Na szczęście udało mi się zmotywować w ten sobotni, październikowy poranek, choć mocno zrewidowałam swoje plany odwiedzenia nowej lokalizacji – wybrałam się po prostu do lokalizacji, która była najbliżej. Na początku popełniłam tradycyjny błąd, czyli ubrałam się za ciepło – październik w Australii to środek wiosny, temperatura w ciągu dnia wynosi kilkanaście stopni (zdarzają się dni po 20-25 stopni), a przez to, że Australijczycy nie mają w domach ogrzewania, często jest tak, że wewnątrz jest zimniej niż na zewnątrz. I tak to ubrana w długie legginsy, długi rękaw i bluzę maszerowałam na parkrun, z każdym krokiem zdając sobie sprawę ze swojego ubraniowego błędu. 

 

Idąc na Panania parkrun, bo właśnie tę lokalizację zamierzałam odwiedzić, zastanawiałam się, czy ktoś mnie rozpozna na miejscu. Przez pół roku na przełomie 2019 i 2020 roku mieszkałam w Sydney i kilka razy odwiedziłam tę lokalizację, kojarzyłam też niektóre twarze uczestników. Jaka była więc moja radość, gdy usłyszałam słowa “welcome back” (ang. witaj z powrotem) od jednej z uczestniczek! To było piękne uczucie – świadomość, że mogę pokonać prawie 16 tys. km i nadal być częścią społeczności parkrun, w której ktoś zna moje imię. 

 

Oczywiście na odprawie przed spotkaniem zgłosiłam się jako turystka, dzięki czemu powitało mnie mnóstwo uśmiechniętych twarzy przy akompaniamencie oklasków – czy to nie jest jedna z najlepszych rzeczy w parkrunowej turystyce? I choć trasa w tej lokalizacji nie należy do moich ulubionych (trzeba czterokrotnie pokonać ponadkilometrowy odcinek), to uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Inni uczestnicy dopingowali mnie na trasie, rzucając co chwilę teksty w stylu “Go Poland!”. Moja morelowa koszulka z nazwą lokalizacji w Polsce zapewne pomagała im w identyfikacji turystki z Polski. 

 

310105504_1957131101144026_1118350009485757559_n

 

Gdzieś w połowie biegu postanowiłam godnie uczcić październikową kampanię parkwalk i przeszłam do marszobiegu – niestety niewyspanie i jetlag dawały o sobie znać. Do tego przy każdej nawrotce musiałam sobie przypominać, by biec po lewej stronie – w Australii w końcu obowiązuje ruch lewostronny. Dzięki obraniu wolniejszego tempa mogłam jednak na spokojnie rozejrzeć się wśród uczestników i zobaczyć, że otaczały mnie osoby o różnej narodowości, różnym kolorze skóry, a zapewne i wyznaniu. Mimo to wszyscy pokonywaliśmy trasę, uśmiechając się do siebie i nawzajem dopingując.

 

310100526_1957155647808238_7958949413465077482_n

 

 

20221015_074029

 

W końcu dotarłam na upragnioną metę, jednak na tym nie zakończyłam swojego parkrunowego poranka, bo wiadomo, że parkrun to nie sama trasa, a przede wszystkim ludzie. Porozmawiałam więc z wolontariuszami, a że trafiłam na prawdziwych parkrunowych zapaleńców, to otrzymałam rekomendacje najlepszych lokalizacji parkrun w okolicy, które powinnam odwiedzić przed wyjazdem, oraz lokalizacji, w których można zaliczyć najwięcej parkrunowych wyzwań (co w Australii jest dużo prostsze niż w Polsce!). Rozśmieszyło mnie, gdy usłyszałam, że mój rozmówca specjalnie tak planuje swoje wakacje, żeby odwiedzić jak najwięcej lokalizacji parkrun – nawet jeśli musi pokonać dystans kilkuset kilometrów, żeby dostać się na miejsce. Cóż, trafił swój na swego!

 

311871778_1957131141144022_3857879873820661426_n

 

Porozmawialiśmy też o najbardziej mroźnych spotkaniach parkrun, jakie kiedykolwiek odwiedziliśmy, jednak moi rozmówcy nie mieli już nic do dodania, gdy opowiedziałam im o naszych zeszłorocznych, świątecznych spotkaniach parkrun w Polsce w temperaturze -12 stopni.

 

Poranek na parkrun zakończyłam z ogromnym uśmiechem na twarzy. Świeciło słońce, papugi latały nad głową na tle idealnie niebieskiego nieba, a ja znajdowałam się w miejscu, o którym marzyłam przez całą pandemię. Chciałam jeszcze raz przylecieć do Australii i móc doświadczyć tej radości z bycia turystką na australijskim parkrun, choć wiele razy myślałam, że nie będzie to już możliwe. A jednak! W końcu, po prawie 3 latach, znowu tu byłam!

 

20221015_092926

 

Kolejne relacje już wkrótce!

———–

*Jeśli nie pamiętacie tego cyklu lub jesteście tutaj nowi, wszystkie wpisy znajdziecie, wpisując w wyszukiwarce na blogu hasła “Australia” i “Nowa Zelandia”. Dla ułatwienia tutaj znajdziecie pierwszą relację.

 

Ania Ziombek

Fot. Panania parkrun, Ania Ziombek

Prześlij znajomemu:

W0

Wolontariat w parkrun

5 grudnia obchodzimy Światowy Dzień Wolontariusza, święto nas wszystkich.   Z tego miejsca chcielibyśmy podziękować Wam za wniesiony trud, swój czas oraz dzielenie się umiejętnościami, na które każdej soboty możemy liczyć.   Czym jest wolontariat?   Współczesna definicja pojęcia „wolontariatu” mówi, że jest to świadoma i dobrowolna praca na rzecz organizacji lub osób, wykraczająca poza…

20221022_074533

parkrun Australia: South Bank parkrun

parkrun w stanie Queensland! Takiej wizyty jeszcze nie miałam na swoim koncie – aż do teraz. Wszystkie dotychczas przeze mnie odwiedzone lokalizacje w Australii mieściły się w obrębie Sydney, które leży w stanie Nowa Południowa Walia. Tym razem jednak poleciałam ok. 1000 km na północ, do słonecznego Brisbane!   To znaczy taki był plan.   …